MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Samotność długodystansowca, czyli wszyscy ludzie prezydenta. Dziś przy Tadeusz Truskolaskim nie ma już nikogo z pierwszego rozdania

Tomasz Maleta
Tomasz Maleta
Lipiec 2007. Pierwsza ekipa Tadeusza Truskolaskiego
Lipiec 2007. Pierwsza ekipa Tadeusza Truskolaskiego Bogusław F. Skok/ Archiwum
Czternastu zastępców, trzy rzeczniczki prasowe, dwóch sekretarzy i nadal ta sama skarbnik, która była nią jeszcze na długo przed złożeniem przez Tadeusza Truskolaskiego pierwszego ślubowania. Przez ponad 17 lat prezydentury rotacja w najbliższym gronie współpracowników prezydenta Białegostoku zbiegała się z nowymi kadencjami, sprawami losowymi, wyborami parlamentarnymi, a nawet słynnym dekalogiem prezydenta. Odejście w czwartek z urzędu Przemysłowa Tuchlińskiego było zarazem zamknięciem symbolicznej epoki. Był ostatnim z grona tych, którzy razem z Tadeuszem Truskolaskim w magistracie budzili Białystok od początku 2007 roku.

5 grudnia 2006 roku Tadeusz Truskolaski po raz pierwszy złożył prezydenckie ślubowanie. Później kalendarz wyborczy tak się układał, że jeszcze dwa razy składał przysięgę w wigilię mikołajek w Aula Magna Pałacu Branickich. Dopiero w 2018 roku tradycja ta została przerwana. W połowie listopada po raz czwarty podniósł prawą rękę do roty. W tym roku zrobił to po raz piąty - 1 maja.

U podstaw pierwszego ślubowania w 2006 roku, po zwycięstwie w drugiej turze, legły oczekiwania na zupełny inny Białystok, który rozbudzi tkwiący w nim potencjał swoich mieszkańców w nadrabianiu wieloletnich - lub jak sam mówił po przysiędze prezydent - wielowiekowych zapóźnień. Wraz z nim do magistratu przyszli zupełnie nowi ludzi. Dzisiaj próżno ich w zasadzie szukać u boku prezydenta.

Czytaj też: Pierwsza ekipa prezydenta

Rotacja nazwisk w gronie najbliższego otoczenia prezydenta rozpoczęła się już po pierwszej kadencji. Niekiedy zmiany zostały wymuszone przez sprawy losowe, wybory parlamentarne, czy koalicyjne uwarunkowania polityczno-partyjne. Co prawda przez te wszystkie lata prezydent na każdym kroku podkreślał swoją formalną apartyjność, ale nigdy nie odżegnywał się od środowiska, które w czerwcu 2006 roku desygnowało go do walki o prezydenturę. I tak zostało do tej pory, co odzwierciedla zaprzysiężenie nowych wiceprezydentów, które miało miejsce w czwartek 16 maja.

Zbawca z plakatu

Podczas jednej z gali wręczenia literackiej nagrody im. Wiesława Kazaneckiego, prezydent określił czym według niego jest partyjność. Było to na kanwie przedstawiania nominowanych książek, prezentowano także ich fragmenty. Ten z "Białego Konia" Michała Androsiuka zakończył cytat, jak Wićka odpowiadał na pytanie, czy wujaszek Wania jest prawosławny, czy katolik: "Ani taki, ani siaki. On jest partyjny. Znaczy …człowiek, który może wszystko".

Chwilę później do tego fragmentu odniósł się prezydent Tadeusz Truskolaski. Powiedział, że gdyby on był partyjny, to nagród wystarczyłoby dla wszystkich nominowanych laureatów.

Tyle że nie trzeba nosić legitymacji w kieszeni, by stać się gwarantem oczekiwanych zachowań. Współczesny partyjny to już zupełnie inny człowiek niż ten z "Białego Konia". A związki prezydenta z Platformą Obywatelską aż nadto były widoczne nie tylko w czasie doboru swojej pierwszej ekipy. Teraz są tym bardziej utrwalone także ze względów personalnych.

Czytaj też:Miasto z partią, partia z miastem

17 lat temu, 100 dni po objęciu urzędowania, Tadeusz Truskolaski stał się twarzą kampanii PO do powtórzonych wyborów do sejmiku w maju 2007 roku. Ale też trzeba przyznać, że w kolejnych latach jego związki z Platformą przechodziły sinusoidę: od szorstkiej przyjaźni, przez zepchnięcie PO do defensywy, przez kolejne "małżeństwo z rozsądku" aż po oczekiwanego inkumebenta.

Czytaj też:Tadeusz Truskolaski. Od partyjnego inkumbenta do postobywatelskiego prezydenta

W 2010 roku prezydent składał ślubowanie w glorii chwały. Wygrał już w pierwszej turze z rekordowym - ponad 68 proc. poparciem. Jako lider listy PO w okręgu Białystok przyczynił się walnie do historycznego sukcesu tej partii w wyborach do sejmiku (tyle samo mandatów co PiS, ale ciut więcej głosów), a przede wszystkim miał za sobą po raz pierwszy bezpieczną większość w radzie miasta. Zanosiło się wręcz na sielską czterolatkę. To wręcz wymarzona sytuacja dla każdego włodarza. Mógł on dowolnie kształtować swoją politykę w mieście. Przykładem tego było chociażby przeforsowanie w radzie miasta zgody na zbycie udziałów gminy w Miejskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej. Mimo to kadencję kończył w nerwowej atmosferze, bez większości, a tylko ze zdolnością blokującą opozycję, z ciułaniem poparcia dla absolutorium.

Czytaj też:Tadeusz Truskolaski o MPEC: Nie wezmę udziału w tym referendum

Z tej drugiej kadencji prezydent wyszedł na tyle mocno pobijany, że kolejną reelekcje zapewnił sobie dopiero w drugiej turze. Brakujące do zwycięstwa w pierwszej 0,63 proc. urosło do rangi symbolu, który zmaterializował się przewagą większościową PiS w radzie miasta. Po raz pierwszy białostoczanie wskazali na kohabitację - współdziałanie obu ośrodków władzy jako najlepszy sposób na rozwój miasta.

W praktyce obserwowaliśmy przez cztery lata totalną wojnę. O brak absolutorium, pensję prezydencką, pas startowy, plany zagospodarowania, boiska, itd. Przykłady zgody można policzyć na placach jednej ręki. Prezydent nazywał to partyjnym polowaniem na Tadzika, ale i on w tej nagonce potrafił odpłacić się pięknym za nadobne. Po 21 października 2018 r. mógł w końcu odetchnąć.

RIO ujawnia sekrety magistratu

Wtedy Tadeusz Truskolaski nie tylko po raz drugi w historii wygrał już w pierwszej turze, ale ponownie odzyskał większość w radzie miasta. Na dodatek po raz pierwszy kadencja trwała - jak się później okazało - dłużej niż zanosiło się w momencie głosowania.

W ciągu tych ostatnich 5,5 roku Tadeusz Truskolaski stał się też twarzową samorządowej opozycji wobec polityki rządu PiS. Stało się to też za sprawą wygrania wyborów na szefa Unii Metropolii Polskich. Ale wydarzeń, które mocno zdeterminowały pierwsze dwa lata czwartej kadencji było znacznie więcej. Marsz równości, rywalizacja z marszałkiem województwa o rząd dusz w Białymstoku (toczy się na każdym niemal polu od sportowego, przez artystyczne, po polityczne), kryzys pandemiczny, oddanie trasy niepodległości i budowa węzła Porosły, wzrost opłat i podatków lokalnych, ochłodzenie relacji z metropolitą białostockim, bitwa o ulicę Łupaszki i skwer Pawła Adamowicza.

emisja bez ograniczeń wiekowych

Od grudnia 2006 roku do 16 maja 2024 roku prezydent miał jedenastu zastępców, trzy rzeczniczki prasowe, dwóch sekretarzy i tego samego skarbnika. Przez lata prezydentury rotacja w najbliższych gronie współpracowników zbiegała się z nowymi kadencjami, wyborami parlamentarnymi, a nawet słynnym dekalogiem prezydenta.

- Rzeczywiście rotacja kadr była spora. Ale rozstania odbywały się naturalnie. Z dużym sentymentem wspominam pierwsza ekipę zastępców, czyli chłopów jak dęby. Nie tylko ze względu na posturę, ale też energię, którą wnieśli do zarządzania miastem - wspominał w "Porannym" w 2019 roku

W czwartek, 16 maja prezydent, po raz kolejny dokonał wymiany kadr w swoim najbliższym otoczeniu. To była największa jednorazowa rotacja wśród zastępców. Nominację otrzymało czterech, w tym trzech zupełnie nowicjuszy. Dwóch dotychczasowych podwładnych, w tym jeden, który stał tuż obok prezydenta od niemal samego początku, pożegnało się co prawda urzędem, ale prawdopodobnie nie z podmiotami podległymi miastu. Są przymierzenia do spółek miejskich.

Czytaj też: Tadeusz Truskolaski: W sprawie pasa startowego na Krywlanach przeprowadziłbym referendum. Teraz jest za późno.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wideo
Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna