Strażacy z Topczewa i Brańska uratowali szczeniaka. Akcja poszukiwania psiej rodziny trwała trzy tygodnie (ZDJĘCIA, WIDEO)

Olga Goździewska-Marszałek
Olga Goździewska-Marszałek
Podlascy strażacy zaangażowali się w ratowanie psiej rodziny
Podlascy strażacy zaangażowali się w ratowanie psiej rodziny Dorota Wiwo
Las na terenie żwirowni. Trzy tygodnie intensywnych poszukiwań. Nocne koczowanie przy kryjówce. Zastawianie pułapek. Brzmi jak początek kryminalnej historii? Nie tym razem! W styczniu do lasu uciekła suka ze szczeniętami. Psia rodzina ukrywała się w tunelach, wykopanych przez lisy. W odnalezieniu ostatniego czworonoga pomogli strażacy.

W styczniu suka ukryła się z trzema szczeniakami w lesie na terenie żwirowni w Topczewie. Schronienie przed mrozem czworonogi znalazły w długich tunelach, wykopanych przez lisy. O zwierzętach dowiedziała się grupa animalsów. Rozpoczęli poszukiwania. Dość szybko udało im się złapać trzy psiaki. Ale jak kamień w wodę zapadło się ostatnie szczenię. Z pomocą przyszli strażacy z Brańska i Topczewa. To dzięki nim psi maluch jest już bezpieczny.

- Nie wierzyłam, ze tyle facetów przyjechało i to takich pozytywnych, nastawionych na powodzenie akcji. Rano usłyszałam: nie ruszymy się póki nie znajdziemy psa. I tak też się stało. Maluch został odkopany. Wszyscy panowie strażacy są dziś moimi bohaterami - chwali Dorota Wiwo, działaczka za rzecz zwierząt i współorganizatorka akcji ratunkowej.

Zobacz też:W augustowskim schronisku "Sonieczkowo" na dom czekają wspaniałe psy. Zostały odłowione w styczniu na terenie kilku gmin

Na filmie, nagranym podczas akcji, widać jak bardzo strażacy zaangażowali się w poszukiwania. W końcu trzeba było wejść do lisich nor. A w zasadzie wsunąć się, gdy pozostali druhowie trzymali śmiałków za nogi. Ponad cztery godziny zajęło dokopanie się do szczeniaka. Choć akcja poszukiwań psiej rodziny trwała łącznie aż trzy tygodnie. Misja zakończyła się sukcesem w minioną sobotę.

- Suczkę i dwa szczeniaki złapaliśmy bardzo szybko. Został jeden dzieciak, który trzymał się kurczowo nory, wychodził głównie nocą i to na krótko. Mimo głodu szczeniak był tak wystraszony, że do klatki-pułapki nie wychodził. Koczowaliśmy tam nocą pod głównym wejściem do jamy, ale nie mieliśmy szczęścia. Ciężko przy takich mrozach wysiedzieć bez ruchu dłużej niż dwie godziny. Na akcje zabieraliśmy też matkę szczeniaka, ale to też nie przynosiło efektu. Maluch beczał nocami, nawoływał matkę, ale wychodził z nory co raz rzadziej. Ostatecznie poprosiliśmy o pomoc strażaków - relacjonuje Dorota Wiwo.

Wraz z grupą przyjaciół i animalsów od lat ratuje psy dzikie i zagubione. Akcja w Topczewie to kolejna historia ze szczęśliwym zakończeniem. Suczka i szczeniaki trafiły do domu tymczasowego. Za jakiś czas będzie można je adoptować.

- Suczka jest już bardziej ufna. To nie jest dzikie zwierzę. Musiało mieć swojego właściciela, który prawdopodobnie wyrzucił ją z domu. Błąkała się i szukała schronienia. Cieszę się, że udało nam się pomóc i jestem pod wrażeniem, jakie wsparcie otrzymaliśmy od strażaków - mówi z wdzięcznością aktywistka.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie