Światowe Dni Młodzieży 2016. Na pielgrzymów z całego świata czekają pierogi

Julia Szypulska, Helena Wysocka
- Uczę się języka portugalskiego - mówi Danuta Iwaszko. - Znam już sporo zwrotów. Mam nadzieję, że dzięki temu będę mogła porozumieć się ze swoimi gośćmi
- Uczę się języka portugalskiego - mówi Danuta Iwaszko. - Znam już sporo zwrotów. Mam nadzieję, że dzięki temu będę mogła porozumieć się ze swoimi gośćmi H. Wysocka
Na Światowych Dniach Młodzieży jest tak: Dookoła jest harmider, jeden śpi, drugi śpiewa, trzeci chce tańczyć, czwarty je, piąty robi jeszcze coś innego - opisuje Agnieszka Żuk z Białegostoku, która już dwa razy brała udział w tym przedsięwzięciu.

Wielu mieszkańców naszego regionu przygotowuje się na przyjęcie pielgrzymów, którzy już 20 lipca przyjadą do Polski na Światowe Dni Młodzieży. Wśród nich jest Danuta Iwaszko z pod-suwalskiej wsi Mała Huta. Jest lekarką i przyjmie pod swój dach czterech młodzieńców - pielgrzymów z Angoli, państwa w północno-zachodniej Afryce. Pani Danuta mówi, że kilka lat temu czytała o nim we wspomnieniach Marcina Kydryńskiego, który przemierzył czarny ląd wzdłuż i wszerz. A teraz kobieta „przekopuje” internet, by dowiedzieć się jak najwięcej o zwyczajach, tradycjach, czy kuchni gości, których się spodziewa.

- Oczywiście, że wolałabym np. Anglików, z którymi łatwiej byłoby mi się porozumieć, ale nie miałam wyboru - mówi. - Ełckiej diecezji przypadli właśnie Afrykańczycy. Do mojej, czyli parafii św. Wojciecha trafi 50 osób.

Gdy podczas nabożeństwa proboszcz zaapelował do wiernych, by przyjęli pod swój dach gości, nie wahała się ani chwili. Bo, jak mówi, trzeba sobie pomagać.

- Mam duży dom, ogród - dodaje lekarka. - Młodzi ludzie będą więc mieli świetne warunki do wypoczynku. A, poza tym, opiekę medyczną pod ręką - dodaje ze śmiechem.

Pani Danuta uczy się portugalskiego

Nie jest to pierwsza katolicka akcja, w której bierze udział. Przez trzynaście lat chodziła z pielgrzymką do Wilna. Ciężko pracowała, bo zapewniała pątnikom opiekę medyczną. Gdy inni pielgrzymi układali się do snu, ona szykowała maści na ich obolałe stopy. Oczywiście, nie brała za swój trud ani złotówki. Mało tego, nie raz sporo dokładała do tego przedsięwzięcia. Do dziś ludzie wspominają pielgrzymkę, podczas której nieżyjący już mąż pani Danuty przywiózł do Ogrodnik, wsi oddalonej o ponad 30 kilometrów od domu, dużą misę placków ziemniaczanych. Chodził po polanie, na której rozłożyli się pątnicy i częstował ich jedzeniem.

- Starkował cały worek ziemniaków, a smażył te placki pół dnia - przyznaje ze śmiechem Iwaszko.

Pokoje gościnne dla pielgrzymów z Angoli pani Danuta ma już przygotowane. W dniu przyjazdu gości postawi tylko na stolikach świeże kwiaty. A teraz każdą wolną chwilę spędza nad... rozmówkami portugalskimi. Zamierza przywitać gości w ich języku, zapytać jak minęła im podróż, albo czego potrzebują.

- Sporo zwrotów grzecznościowych już znam, choć język portugalski do łatwych nie należy - mówi. - Ale potrafię powiedzieć: dziękuję, proszę, dobranoc. Mam nadzieję, że będą mile zaskoczeni. Zresztą, zamierzam ich trochę pouczyć naszego języka. Zobaczymy, może się uda. Wszystko zależy od tego, w jakim wieku będą ci Angolczycy i jakie mają oczekiwania. Jeśli liczą tylko na dobrą zabawę, to moje plany raczej się nie powiodą. Ale jeśli zechcą poznać nasz kraj, to skorzystają z okazji, by trochę się podszkolić.

Niczego się nie obawia. Bo, jak mówi, to nie są uchodźcy, czy poszukujący mocnych wrażeń turyści. Ci ludzie przyjeżdżają do naszego kraju, by się modlić i spotkać z papieżem. A tacy mają czyste intencje.

- Zresztą, co takiej babuszcze jak ja mogliby zrobić? - śmieje się. - Kosztowności nie mam, pieniędzy - też nie. Po co więc atakować taką osobę?

Lekarka wśród znajomych słynie z tego, że bardzo dobrze gotuje. Czy podejmie gości? Na początku zamierzała serwować im to, czym żywią się w swoim kraju. Ale już zmieniła plany.

- Zaproponuję im naszą kuchnię regionalną - zapowiada. - Tym bardziej, że jest lato. Mamy więc mnóstwo owoców i warzyw. Te ostatnie będę brała ze swojego ogródka, bo są ekologiczne. Na pewno zaserwuję im pierogi z jagodami, chłodnik i kartacze. Z pewnością będą jedli te przysmaki pierwszy raz, ale o to właśnie chodzi, by doświadczyli czegoś nowego. Mam nadzieję, że wszystko będzie im smakowało.

Chętnie zabrałaby młodzieńców na wycieczkę po okolicy, a nawet do Wilna, do Ostrej Bramy. Ale nie wie, czy znajdzie się na to czas. Z dotychczasowych informacji wynika bowiem, że pod dachem lekarki będą oni jedynie nocować. Resztę czasu mają spędzać na parafii, gdzie będą organizowane różnego rodzaju zajęcia. Tam też pani Danuty nie zabraknie. Bo zadeklarowała księdzu, że będzie pełnić dyżur medyczny w zakrystii.

- Chciałabym podarować pielgrzymom jakieś pamiątki - dodaje Iwaszko. - Wciąż zastanawiam się, co mogłabym im kupić. Angola to, jak wynika z książek, bardzo biedny kraj. Dobrze byłoby, aby suweniry były praktyczne, a nie trafiły do kufrów.

Łukasz będzie woził Słowenki po okolicy

Łukasz Arciszewski z Białegostoku pielgrzymów w swoim domu będzie gościł po raz pierwszy. Sam też nigdy dotychczas nie jeździł na Światowe Dni Młodzieży. Będzie to więc dla niego zupełnie nowe doświadczenie, ale jest go bardzo ciekaw. W organizację ŚDM w diecezji zaangażował się całym sercem, a to po trosze zasługa brata księdza.

- Postanowiłem, że mu pomogę na tyle, na ile będę mógł - mówi 26-latek.

Zaczął od tego, w czym jest dobry, czyli od stworzenia strony internetowej ŚDM w diecezji. Łukasz bowiem z zawodu jest informatykiem programistą. Później jednak pomyślał: przygotowuję stronę, żeby inni mogli się zarejestrować, to i sam się zapiszę. I tak dołączył do grona białostoczan, którzy oczekują na przyjazd pielgrzymów. Wie już, kogo będzie gościł.

- Będą to trzy osoby ze Słowenii - zdradza. - Mam już do nich kontakt i w najbliższych dniach zamierzam zadzwonić. Lepiej zrobić to wcześniej, żeby wiedziały do kogo przyjadą. Z tego, co wiem, będą to jedyni pielgrzymi ze Słowenii w naszej diecezji.

Przygotowania do ich przyjazdu zaczął już w tamtym roku. Wraz z żoną, wtedy jeszcze narzeczoną, zapisał się na kurs języka angielskiego. Języka wprawdzie uczył się już wcześniej, ale zależało mu na poprawie mówienia. Z pisaniem i czytaniem jest dobrze, bo z tym ma do czynienia na co dzień w pracy.

- W szkole dużo się uczy języka, ale z biegiem czasu praktyka wygasa - zauważa. - Angielski jest językiem uniwersalnym, więc myślę, że porozumiemy się ze Słoweńcami.

A właściwie Słowenkami, bo mają to być dziewczyny. Nie będą to goście egzotyczni, bo w końcu Słowenia leży w Europie. To zresztą podobny krąg kulturowy.

- A czym ich poczęstujemy? Będą jedli to, co my - zapowiada Łukasz. - Myślę, że powinni zobaczyć, jacy jesteśmy na co dzień, co jemy, jak żyjemy, poznać naszą kulturę. W planie pobytu każdego pielgrzyma jest spędzenie jednego dnia z goszczącą rodziną. Może wtedy zrobimy im na obiad jakąś potrawę związaną z naszym regionem.

Na przykład bigos albo kartacze. Pielgrzymów Łukasz będzie przyjmował w swoim rodzinnym domu, a właściwie mieszkaniu. Jako świeżo upieczony małżonek (od dwóch miesięcy) mieszka jeszcze z rodzicami. Ale mieszkanie jest duże i pokój dla pielgrzymów znajdzie się bez problemu. Łukasz zamierza też zabrać gości w wycieczkę po okolicy. Tak, by mieli okazję poznać region pod różnymi kątami. I różnorodności kulturowej, i piękna krajobrazu.

- Każdy miał pewnie swoje powody wybierając akurat Białystok, a nie inne miasta. Ale swoje zrobiła też i reklama, bo nasza diecezja promowała się, na ile mogła - uważa białostoczanin. - Jestem ciekaw, dlaczego Słowenki, które do nas przyjadą, wybrały akurat Białystok.

Łukasz dodaje, że niektóre grupy pielgrzymów związane są z białostockimi księżmi posługującymi gdzieś na misjach. Nie wie jednak, czy tak jest akurat w przypadku wspomnianych Słowenek.

26-latek planuje też w tym roku, po raz pierwszy w życiu, wybrać się na Światowe Dni Młodzieży - nad dwa dni do Krakowa, gdzie odbywać się będą główne uroczystości i gdzie ze zgromadzonymi spotka się papież.

- Jestem jeszcze dość młody, więc te ŚDM, które odbywały się w minionych latach, były dla mnie trochę niedostępne ze względów finansowych. Wyjazd do Rio czy Sydney był czymś nieosiągalnym - tłumaczy białostoczanin. - W tym roku uroczystości będą w Polsce, więc warto skorzystać. Okazja do spotkania papieża jest niepowtarzalna! Warto czegoś takiego doświadczyć w swoim życiu. Zwłaszcza, że to już nie jest papież Polak i nie ma on aż tak dużego sentymentu do naszego kraju, by go częściej odwiedzać.

Agnieszka była i w Australii, i w Niemczech

Na białostockie obchody Światowych Dni Młodzieży miało przyjechać około tysiąca pielgrzymów. Jednak już wiadomo, że będzie ich nieco mniej, mówi się o 850 osobach. Część spośród chętnych wycofała się z pielgrzymek ze względu na ataki terrorystyczne we Francji. Ubolewa nad tym 34-letnia Agnieszka Żuk z Białegostoku, która wraz z rodziną chce gościć przyjezdnych.

- Doświadczenie ŚDM naprawdę dużo daje - podkreśla. - Ciesze się, że wciąż jest nimi zainteresowanie. Mimo tego, co się dzieje na świecie. Ludzie boją się. Może nawet nie tyle ci młodzi, co ich rodzice. Bo młody nie boi się, on myśli: no co może mi się stać? Ale rodzic martwi się, w końcu tłum ludzi, nie wiadomo co się tam będzie działo. Ja mam nadzieję, że jednak sporo osób do Polski przyjedzie.

Agnieszka nawet się nie zastanawiała, czy przyjąć pielgrzymów. Zgłosiła swój dom na gościnę między innymi dlatego, że sama już dwa razy była na ŚDM - w Kolonii i w Sydney.

- I mnie tam goszczono, więc ja teraz też nie robię żadnej łaski, że przyjmę pielgrzymów - wyjaśnia. - Co roku korzystam też z gościnności innych ludzi, gdy idę na pielgrzymkę do Ostrej Bramy. I spotykam się tam zawsze z takim przyjęciem, że po prostu czuję, że mam dług wdzięczności wobec innych ludzi.

Agnieszka mieszka z rodzicami w domu jednorodzinnym. Obok jest podwórko, ładny ogród. Do dyspozycji pielgrzymów przeznaczyła aż trzy pokoje. Gdyby przyjechały tylko trzy osoby, każda miałaby swój. To komfortowe warunki.

- Pamiętam, jak byłam jako pielgrzym w Niemczech i w Australii, to rodziny zapewniały nam ogromny komfort - wspomina. - Czuliśmy się obsługiwani jak w najlepszym hotelu. Chciałoby się chociaż troszeczkę oddać tego, co się dostało.

Na razie jeszcze nie wie, ilu gości do niej przyjedzie i skąd będą. Ostatnio w parafii pojawiły się złe wiadomości. Proboszcz ogłosił, że liczba pielgrzymów zmniejsza się, w związku z tym nie każda chętna rodzina będzie mogła ich gościć. Wiadomo, że ma być spora grupa Francuzów i kilka mniejszych grup z innych krajów.

- Kiedyś uczyłam się z francuskiego, tylko nie mam pojęcia, ile z tego mi w głowie zostało - mówi Agnieszka. - Chyba wolałabym rozmawiać po angielsku. Bardzo jestem ciekawa, kto do mnie przyjedzie. I już nie mogę się doczekać.

Głównym celem wielu pielgrzymów, biorących udział w Światowych Dniach Młodzieży, jest spotkanie z papieżem. Ale przyjezdni chcą też poznać katolików z innych krajów, zobaczyć, jak żyje się gdzie indziej.

To oczywiście nie jest tak, że na Światowe Dni Młodzieży jedzie się tylko w celu religijnym i przez dwa tygodnie klęczy się ciągle na kolanach - opowiada Agnieszka Żuk z Białegostoku. - Potrzebujemy też trochę zabawy. Na ŚDM jest zawsze bardzo bogaty program. Na początku obchody są w różnych diecezjach, a później wszyscy spotykamy się w jednym miejscu. Jest ogromny festiwal atrakcji - koncertów, wystaw. I choćby z tego względu warto pojechać. Ale też, by zobaczyć, ile osób z innych krajów, i to młodych, jest wierzących.

Agnieszka, odwiedzając z pielgrzymami inne kraje, była ciekawa tamtejszej kultury. Kiedy jechała do Bawarii, mówiono jej, że to taka mini-Polska. I nie mylono się. Ludzie tam są gościnni, życzliwi, otwarci.

- Tam było bardzo swojsko - podkreśla białostoczanka. - Zajmowali się nami świetnie, organizacja była doskonała. Żadnego przypadku tam nie było - wszystko ustalone, jak trzeba! Jednego dnia pokazali nam, jak się opiekują ludźmi chorymi. Było to w domu pomocy społecznej. Rozmawialiśmy z tymi starszymi osobami, razem mieliśmy obiad, a potem koncerty, ognisko, dyskotekę.

Inaczej było w Kolonii. Tam, owszem, przyjęto pielgrzymów z Polski życzliwie i gościnnie, ale dano im pełną swobodę. Nie było już takiej otwartości i rodzinnej atmosfery. Pielgrzymi dostali do ręki klucze do mieszkań i możliwość dowolnego dysponowania czasem. Jeszcze inaczej było w Australii.

- Spotkaliśmy tam ludzi dla nas bardzo egzotycznych np. z Papui Nowej Gwinei, ale to też katolicy! - podkreśla Agnieszka. - Ale ten ich katolicyzm był jakby trochę inny - w końcu co kraj, to obyczaj. Przecież nawet nasi misjonarze, jeżdżąc na posługę, musieli się trochę wtopić w to, co zastali na miejscu.

Tym jednak, co ją zaskoczyło najbardziej, była radość tych egzotycznych dla niej ludzi.

- Oni są bardziej weseli niż my - zauważa Agnieszka. - U nas chyba myśli się, że jak ktoś jest wierzący, to musi być poważny. Choć jak patrzę na naszych wolontariuszy, to widać, że i to się zaczyna zmieniać.

Jej zdaniem, uczestnictwo w ŚDM to niezwykle cenne doświadczenie: - To, co uderza, to ta radość, że wszyscy są na siebie otwarci - tłumaczy. - Chodzi o to, żeby młodzież się spotkała, żeby zobaczyła, że mimo, że pochodzi z różnych krańców świata, to chodzi im o to samo. Że można to pokazać z radością. Wiadomo, że są msze, modlitwy i potrzeba troszkę skupienia. Ale chodzi o codzienną życzliwość do siebie, i to się spotyka na ŚDM. I za tym też się potem tęskni.

Fakt, jest też harmider. W końcu przebywa się wśród setek tysięcy ludzi. Bodźców jest tyle, że czasem trudno o potrzebne skupienie. Na przykład na czuwaniu z papieżem.

- Dokoła jest tak: jeden śpi, drugi śpiewa, trzeci chce tańczyć, czwarty je, piąty robi jeszcze coś innego - opisuje Agnieszka. - Trzeba umieć wyłapać to, co najważniejsze. Ja robiłam tak, że kiedy już wracaliśmy, to znajdowałam w internecie, czy też w naszych książeczkach przemówienie papieża, czy jakieś dodatkowe publikacje, żeby jeszcze to „przetrawić”, żeby to nie wyleciało z głowy. Bo dobrze jest się pobawić, i pogadać z tym i z tamtym, i wymienić się chustkami, żeby mieć coś na pamiątkę, ale żeby przy tym wszystkim też nie stracić tego, co Ojciec Święty ma nam do powiedzenia.

Agnieszka już się zastanawia, jakie menu zaserwuje swoim gościom. Zależy ono od tego, czy przyjadą Francuzi, czy pielgrzymi innych narodowości. Produkty kuchni tego pierwszego kraju są u nas raczej dostępne. Gorzej z tymi egzotycznymi. Na pewno zaserwuje swojskie specjały. Może niekoniecznie bigos i ogórki małosolne, bo z doświadczenia wie, że niektórym obcokrajowcom te potrawy smakują jak produkty zepsute. No, chyba, że będą chcieli spróbować...

- Myślę, że babka ziemniaczana byłaby dla pielgrzymów z innych krajów do przejścia, ale kiszka już może niekoniecznie - podaje przykład. - Pierogi wszelkiego rodzaju, pyzy, kartacze, myślę, że też. Sprobujemy z chłodnikiem, bo myślę, że w drugiej połowie lipca może być gorąco. Tak, chłodnik na dzień dobry to dobry pomysł.

Światowe Dni Młodzieży przebiegają dwuetapowo. Pierwsza część spotkania przypada w dniach 20-25 lipca. W tym czasie pielgrzymi z całego świata przybywają do wybranych diecezji w całej Polsce, gdzie przeżywają tzw. „Dni w Diecezjach”, a następnie udają się do miasta wyznaczonego na spotkanie z papieżem, czyli do Krakowa i tam przez kolejne dni biorą udział w tzw. „Wydarzeniach Centralnych”.

Dni w Diecezji służą między innymi poznawaniu historii, kultury oraz codziennego życia wspólnoty Kościoła lokalnego. W Białymstoku na przykład goście zostaną przywitani na stadionie miejskim. Każdy pielgrzym otrzyma tam Pakiet Diecezjalny - bilet na darmowe przejazdy i wejścia do jednostek kultury, mapę Białegostoku z wybranymi miejscami do zwiedzania, informator turystyczny na cały pobyt oraz gadżety promujące region.

Agnieszka Żuk z Białegostoku sama jeździła na Światowe Dni Młodzieży do Australii i Niemiec, więc teraz udostępnia swój dom pielgrzymom z innych krajów. - Bo takie uczestnictwo w ŚDM to niezwykle cenne doświadczenie. Wiadomo, że są msze, i modlitwy, ale ważna jest też codzienna radość i życzliwość do siebie, i to się spotyka na ŚDM. I za tym też się potem tęskni - mówi.

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Biały Orzeł

O imprezka ?

Szatan też jest sługą Boga nieuki , poczytajcie uważnie biblię.

 

%6(58€)6 Gdy(*7>}8VE

Kto nie modli się do Boga Trójjedynego, modli się do szatana. Miłosierdzie Boże jest w Sakramencie Pokuty, w konfesjonale. Bóg odpuszcza plugawe słowa, ale karę musisz ponieść. Za każde nierzetelnie napisane słowo.

Dodaj ogłoszenie