Szaleństwo narastało w parafii. Proboszcza zabrali do szpitala...

Aldona Rusinek/Tygodnik Ostrołęcki Zaktualizowano 
Ksiądz K. rozmawiał z policją spokojnie, i bez oporów dał się doprowadzić do karetki.
Ksiądz K. rozmawiał z policją spokojnie, i bez oporów dał się doprowadzić do karetki. Fot. P. Krajewski
Ludzie skarżą się na swego proboszcza, który słynie z niekonwencjonalnych zachowań.

W czwartek, 18 września, w parafii Żebry Perosy obchodzony był odpust św. Stanisława Kostki. Poranna mszę odprawił ks. dziekan Zygmunt Żukowski. Tuż po mszy na plebanię zajechała policja i karetka pogotowia.

Przyjechali po tamtejszego księdza proboszcza, który... uciekł z oddziału psychosomatycznego ostrołęckiego szpitala. Kiedy dotarliśmy tam o godz. 10.30 przechadzał się z rottweilerem po lasku przy plebanii. Policjanci, na czele z mediatorem sposobili się do przejęcia zbiega, spoglądając niepewnie na rottweilera.

Istniała też obawa, że ksiądz może być uzbrojony...

"Parafianie z parafii Żebry-Perosy wysyłają do Was SOS i zapraszają na mszę św. 14 września o godz. 9.00 do kościoła w Żebrach i o godz. 11.00 do kaplicy w Dobrołęce. Przyjedźcie, zobaczcie, jak dostatnie, beztroskie życie naszego proboszcza, Zbigniewa K. go zmienia. Z człowieka robi stwora nie panującego nawet nad sobą. Ksiądz odprawia msze św. po pijanemu i w takim stanie często go można zobaczyć w parafii.

Na nabożeństwach bywa niekompletnie ubrany, msze są niepełne. Zwierzchnicy znają sytuację, bo ciągnie się to już prawie trzy lata, lecz nic z tym faktem nie robią. Ani dekanat, ani Kuria w Łomży nie reagują na naszą sytuację, ani na nasze prośby. A parafianie mają tego dosyć. Sami nic nie możemy zrobić, dla tego to rozpaczliwe SOS. W Was nadzieja. Czy nasza parafia nie ma prawa do godnego proboszcza, dobrego kapłana, porządnego człowieka?" - list tej treści nadszedł do redakcji tuż przed 14 września.

Niestety, nie mieliśmy okazji zobaczyć i usłyszeć proboszcza K. Nabożeństwo w tym dniu odprawiał ks. dziekan Zygmunt Żukowski z kościoła farnego w Ostrołęce, pod który podlega parafia w Żebrach-Perosach. Proboszcza K. bowiem poprzedniego dnia, w sobotę rano, odwieziono na oddział psychosomatyczny w Ostrołęce.

Nie opuszczę swoich
owieczek...

Księdza Zbigniewa K. znamy, rzec można, od dawna. Pięć lat temu do naszej redakcji trafiła rodzina z jego parafii, która czuła się upokarzana traktowaniem przez własnego proboszcza. Wybuchł konflikt, który próbowaliśmy nawet łagodzić przy "okrągłym redakcyjnym stole", w dyskusji z udziałem proboszcza, rady parafialnej, która wtedy jeszcze istniała i rodziny Korczakowskich, która czuła się przez księdza skrzywdzona. Przy okrągłym stole niby doszło do rozejmu, ale dosyć połowicznie. W konflikt, który podzielił także parafian na zwolenników i przeciwników księdza - w roli mediatora - wmieszany był także ówczesny wójt gminy Olszewo-Borki.

To na jego zaproszenie pojechałam na spotkanie z Radą Parafialną i proboszczem w przykościelnej plebanii. Spotkanie, które miało załagodzić obyczaje, odbyło się w skandalicznej atmosferze. Proboszcz zabrał mi dyktafon i telefon komórkowy.

Wzywałam policję, bo choć oddał sprzęt, zatrzymał kasetę ze służbowymi nagraniami. Ksiądz już wtedy sprawiał wrażenie niezupełnie zrównoważonego, o czym świadczyły także telefony, którymi nękał mnie po ukazaniu się tekstu na łamach "Tygodnika". Na początku ubiegłego roku dostaliśmy znów od parafian list z opisem bredni, które wygaduje ksiądz na kazaniach i zaproszeniem na niedzielną mszę. Pojechałam. Kazanie było w miarę sensowne.

Na koniec tylko proboszcz mówił o słabościach choroby, z którą walczy, zapewniając przy tym, że nie opuści swoich owieczek. Tyle, że owieczkom choroba księdza coraz bardziej dawała się we znaki. Kuria łomżyńska musiała zdawać sobie sprawę zarówno z konfliktowego charakteru księdza, jak i z nasilającej się choroby. Nie reagowała, także na prośby parafian.

Msze z telewizorem

Dzisiaj ludzie niechętnie wypowiadają się na temat proboszcza. Brakuje im odwagi Korczakowskich, którzy przed laty próbowali bronić zwykłej, własnej, ludzkiej godności przeciwstawiając się przedstawicielom kościelnej hierarchii. Rady Pa_rafialnej nie ma.

- Bo ksiądz powiedział, że sam sobie da radę - mówi jeden z byłych jej członków - a ludzie do współpracy z nim się nie garną. Chyba nie bardzo sobie dawał radę, bo inwestował w dziwne rzeczy - w monitoring i klimatyzację w kościele, w staw rybny, w basen, w hodowlę dzików. Długów podobno narobił, a co to ma wspólnego z kościołem?

- Chyba dlatego kuria wreszcie zareagowała - mówi inny członek byłej Rady. - Kościół nie lubi parafii, która zysków nie przynosi. Choć ksiądz w kościele i przy kościele też trochę inwestował. W czwartek rano, 11 września, przyjechali na probostwo przedstawiciele Kurii. A w sobotę znów przyjechali z dziekanem Żukowskim, karetką pogotowia i policją. I zabrali księdza.

Mania wielkości

Parafianie opowiadają, jak to ksiądz do wszystkich miał pretensje, jak straszył za byle co policją i prokuratorem.

- A na policji już nawet nie reagowali na to - mówi jeden z sołtysów. - Kiedyś powiadomiłem policję, że ksiądz mi grozi. Chory jest, powiedzieli, więc gada, co chce. I gadał rzeczywiście różne rzeczy. Ale to chorobę trzeba winić, nie jego. Tylko dlaczego Kuria choremu księdzu pozwalała tak długo parafią zarządzać?

- Jak był na lekach, to nawet bardzo ładne kazania głosił. Dało się słuchać - mówi inny z parafian. - Ale jak odstawiał leki i jeszcze pił, trudno było na mszy wytrzymać.
Bo że pił, potwierdzają z przyganą wszyscy rozmówcy.

Ostatnio wiernych bulwersowały msze z telewizyjnymi emisjami. Ksiądz w niedzielę, 7 września, wstawił telewizor do kościoła i puszczał kasetę z rocznicy swoich święceń kapłańskich.

- Do czego to podobne - mówi jedna z parafianek z Żebrów Sielca. - Przecież nie po to idzie się do kościoła, żeby telewizję oglądać, ale żeby się pomodlić w ciszy i skupieniu. A ksiądz do wiernych tyłem usiadł i w telewizor się wlepiał. Nie powinien być proboszczem. Nie nadaje się. Ludziom krzywdy niby nie robił, choć na pieniądze chciwy był niemiłosiernie. Nie popuścił nikomu. A ostatnio zachowywał się okropnie. Ale to choroba. Powinien się leczyć od dawna.

W Dobrołęce wierni wyszli z kaplicy podczas seansu filmowego, którym ksiądz ich obdarował już wcześniej, a na drugi po prostu się nie zgodzili.

- Proboszcz miał zawsze bardzo wysokie mniemanie o sobie - mówi jeden z parafian. - A wraz z chorobą nasilała mu się nie tylko mania wyższości, ale i mania prześladowcza.

- Kilka dni temu powiedział mi, że zrobi sobie pieczarę na naszym cmentarzu, ale boi się, że ludzie ją rozkopią. Do tego stopnia źle nas oceniał i miał jakieś paranoje. Od dawna nie zachowywał się normalnie - dodaje inny.

- W ogóle ostatnio opowiadał jakieś historie o sprawach prokuratorskich, o odszkodowaniach, których żąda od wójta Młynarzy za zlikwidowanie szkoły w Kołakach, gdzie prowadził religię, o innych wnioskach do prokuratury. A czy msza jest od tego, żeby takie rzeczy mówić? - pyta starsza kobieta.

- Wyzywał ludzi z ambony, ubliżał i ganił ciągle, a sam jak najgorszym przykładem świecił - mówi jeden z gospodarzy z Żebrów- Perosów. - Może wreszcie nas od niego uwolnią.

- Przeżyłam 90 lat, całe życie do kościoła chodziłam, ale jak kościół kościołem takiego marnego księdza nie mieliśmy - mówi ze łzami w oczach sędziwa mieszkanka tej samej wsi.

Plebania policji dobrze znana

Dosyć częstym gościem na plebanii w Żebrach-Perosach była także policja - wskutek różnych interwencji. Przeważnie mieszkańców wsi. A to ludzie dzwonili, że ksiądz o 21.00 odprawia jakieś msze pod krzyżem. Innym razem, że szaleje po pijanemu samochodem i policja go ganiała po leśnych drogach.

Jakiś czas temu, wskutek wniosku biskupa, odebrano proboszczowi - ze względu na niezrównoważone zachowanie, broń. Policja prowadziła także postępowanie w sprawie okradzionej z wina piwniczki na plebanii. Umorzone zostało postępowanie wyjaśniające w sprawie telefonów z pogróżkami, które otrzymywała była wójt gminy Młynarze po likwidacji szkoły w Kołakach.

- Policja wykonywała czynności przewidziane ustawą - skwitował lakonicznie nasze pytania o interwencje policji w plebanii (o których słyszeliśmy wcześniej) rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Ostrołęce Dariusz Wesołowski.

Ucieczka ze szpitala

W czwartek, 18 września, w parafii Żebry-Perosy obchodzony był odpust św. Stanisława Kostki. Poranną mszę odprawił ks. dziekan Żukowski. A tuż po mszy na plebanię znów zajechała policja i karetka pogotowia. Bowiem ks. K. uciekł z oddziału psychosomatycznego.

Kiedy dotarliśmy tam o godz. 10.30 przechadzał się z rottweilerem po lasku przy plebanii. Policjanci, na czele z mediatorem, sposobili się do przejęcia zbiega, z obawą spoglądając na rottweilera. Ale i pies, i ksiądz nie przejawiali agresji. Ksiądz K. rozmawiał z policją spokojnie, i bez oporów dał się doprowadzić do karetki. Wrócił na oddział psychosomatyczny. Obecny przy tym ks. dziekan Żukowski nie chciał komentować sytuacji w parafii.

- Muszę przygotować się do nabożeństwa - odparł na naszą prośbę.
- To przykre, że taka sprawa się wydarzyła, dzisiaj akurat, w dniu odpustu - mówi starszy człowiek, który był świadkiem zdarzenia, bo przyjechał nieco wcześniej, by odwiedzić groby bliskich na cmentarzu. - Dziwne, że Kuria nie zajęła się księdzem, że tak długo go zostawiła na parafii, zamiast wysłać gdzieś na leczenie. Teraz wstyd dla niego i dla całej parafii.

Przed dwunastą do kościoła ściągają ludzie. Niechętnie wypowiadają się na temat księdza i sytuacji w parafii.

- Nie był taki zły - mówią mężczyźni pod kościołem - Jak by wyzdrowiał, mógłby wrócić. Nie my decydujemy, kto tu będzie.

- Ten, czy inny, wszyscy oni tacy sami - macha ręką starszy mężczyzna.
Choć nie wszyscy. Parafianie do dziś wspominają nieodżałowanego księdza Zdzisława Grzegorczyka, który był tu proboszczem przed księdzem K., a teraz jest dziekanem w ostrołęckiej parafii św. Antoniego.

W samo południe, rozpoczyna się główne odpustowe nabożeństwo. Po cichutku, bez dzwonów. W niewielkim kościele tłoku nie ma. Mszę odprawia młody ksiądz z ostrołęckiej Fary. Z boku ołtarza siedzi dziekan Żukowski.
Ile czasu będzie musiało upłynąć, zanim kapłan w tej świątyni będzie znowu mógł cieszyć się autorytetem i szacunkiem wiernych?

Tekst z portalu www.to.com.pl.

polecane: FLESZ: Ekologia na co dzień: 6 mitów, w które wierzymy

Materiał oryginalny: Szaleństwo narastało w parafii. Proboszcza zabrali do szpitala... - Gazeta Współczesna

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 12

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
B
BYŁY PARAFIANIN.

W parafii Żebry Perosy konflikt jest od lat, wymieniona rodzina Korczakowskich i im podobni są powodem tego konfliktu. Starsi mieszkańcy znaja tą rodzinę i ich postępowanie. Ksiądz mógł czuć się zagrożony i poniżany, wszyscy dokładnie wiedza jak poprzedni Proboszcz byl w sposób haniebny napadnięty i osaczony o tym nikt nie wspomiał - ,,uderz w stół a nożyce,,,,,,,,,,,"" !!!

zgłoś
K
Klara

Tak, tak prawda o tym człowieku jest zawarta. Naprawdę nie był zły, ale doprowadził wszystkich do zenitu. Na mszę świętą mi się nie chciało chodzić z tego powodu. Teraz mamy lepszego księdza proboszcza z czego się bardzo cieszymy i myślimy że zostanie z nami długo. : )

zgłoś
G
Gość

Ot co robi sztuczny celibat i inne pranie mózgu fundowane przez biskupów i innych takich.

zgłoś
e
ela

Najważniejsze jest czy artykół zawiera prawdę. Jeśli nie ma w nim przekłamań to nie jest ważne o kim jest. Czy to wój, czy pleban, czy ktoś inny. Czego czepiać się do dzienikarza jeśli pisze prawdę.

zgłoś
Z
Zorro
W dniu 13.05.2009 o 12:00, Kategor napisał:

O matko Ludzie, weźcie się w garść. Artykuł jest ok, pokazuje tylko jak trudno czasem usunąć ze stanowiska niekompetentną osobę.Tej babki nie znam i nie wiem czy faktycznie pisze tylko o księżach, ale może kościół to po prostu jej działka dziennikarska?



Może i działka,ale nigdy nie czytałem pozytywów w jej wypocinach.
zgłoś
K
Kategor

O matko
Ludzie, weźcie się w garść. Artykuł jest ok, pokazuje tylko jak trudno czasem usunąć ze stanowiska niekompetentną osobę.
Tej babki nie znam i nie wiem czy faktycznie pisze tylko o księżach, ale może kościół to po prostu jej działka dziennikarska?

zgłoś
G
Gość

Autorka już nie pierwszy raz porusza sprawy kleru węsząc sensacji.Jest z tego znana.Może ciekawszych tematów nie widzi wokół siebie.Byle gryzipiórek niech zamętu nie wprowadza.Pan Bóg z pewnością wynagrodzi pani poświęcenie.

zgłoś
Z
Zorro

Pani Aldono,czy pani tata nie był scyzorykiem chrzczony?Nikt inny z redakcji nie zajmuje się tematem księży,tylko pani i nigdy nic dobrego pani o nich nie napisała.Ile jest w pani zajadłości.Na podstawie pani wypocin rośnie tylko nienawiść nie tylko do kleru,ale do katolicyzmu wogóle.
Zachowuje się pani jak ta profesor skrzeczka z SLD.Pozdrawiam.

zgłoś
d
danton
W dniu 13.05.2009 o 06:14, znick napisał:

Módlcie za swoich kapłanów, a nie ośmieszajcie.



Oni sami się ośmieszają pieprząc niestworzone rzeczy z ambon.Powołując się na Boga blużnią i poniżają ludzi (swoje owieczki)......a ty się módl za siebie.....
zgłoś
G
Gość

Wyrzucajcie kapłanów - nieudacznków! Nie bójcie się o tym mówić - tylko prawda Was zbawi przecież!

zgłoś
z
znick

Módlcie za swoich kapłanów, a nie ośmieszajcie.

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3