Szczere wyznanie byłego sportowca

Wojciech Drażba [email protected]
11 lutego 1972 r. byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie – mówi Wojciech Fortuna. – Potem różnie w życiu bywało, ale fortuna przecież kołem się toczy
11 lutego 1972 r. byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie – mówi Wojciech Fortuna. – Potem różnie w życiu bywało, ale fortuna przecież kołem się toczy
Udostępnij:
Mija właśnie 40 lat od złotego skoku Wojciecha Fortuny na igrzyskach w Sapporo.

Stary góral by powiedział, że to dopiero 40 lat, nie ma więc sensu przejmować się upływem czasu - mówi jedyny polski mistrz olimpijski w skokach narciarskich. - Osiedliłem się na Suwalszczyźnie i wiodę tu wcale nie taki spokojny żywot emeryta sportowego.

Pokaże, jak się skacze

Na sobotni benefis W. Fortuny w ośrodku w Szelmencie, gdzie opiekuje się ekspozycją sportów zimowych, przyjadą m.in. przyjaciele z Zakopanego i kibice ze Szczecina.

- Zapraszam wszystkich, a jak ktoś zechce skoczyć na nartach, to pokażę, jak to się robi - śmieje się mistrz. - Nie zabraknie wspomnień o moim sukcesie, ale o Sapporo rozmawiam z ludźmi chyba codziennie.

Po mistrzostwo olimpijskie W. Fortuna sięgnął jako 19-letni chłopak i potem, chociaż marzył o wielkiej karierze, nie odniósł już żadnego poważniejszego sukcesu.

Ostatni taki amator

- Nie wytrzymałem ciężaru sławy, źle sobą pokierowałem - przyznaje. - W moim życiu pojawił się alkohol, ale nie byłem takim skończonym draniem. Wówczas nie było tej całej medycyny sportowej, fizjologów i psychologów. Zastępowali ich trener klubowy i reprezentacyjny. Kiedy i oni wyjechali do pracy za granicę, skończyłem karierę. Miałem raptem 27 lat.

W. Fortuna przekonuje, że wygrał ostatnią z naprawdę amatorskich olimpiad. Został uhonorowany wszelkimi możliwymi państwowymi odznaczeniami, otrzymał przydział na mieszkanie w Zakopanem.

- Dzisiaj, co powinno zachęcać młodzież do uprawiania sportu, za złotym medalem olimpijskim idą potężne honoraria, dochody z reklam - opowiada mistrz. - Wtedy, żeby utrzymać rodzinę zacząłem pracować jako taksówkarz, a potem wyjeżdżałem za chlebem za Ocean. Myślałem nawet o pozostaniu w USA.

Na powrót do Polski W. Fortuna zdecydował się po wprowadzeniu specjalnych emerytur dla medalistów olimpijskich. Z poznaną w Chicago drugą żoną, suwalczanką, długo rozważali wszystkie za i przeciw.
- Dobrze, że państwowe władze nie zostawiły mnie tak z niczym - mówi W. Fortuna. - Emerytura, coś można dorobić i sobie żyć w domu w Gorczycy, w sercu Puszczy Augustowskiej.

Skoczni się tutaj nie zbuduje, ale można zachęcać dzieci do innych sportów. Większość czasu mistrz poświęca na zdobywanie sprzętu. Dla uczniów z Płaskiej zdobył stroje sportowe, a dla szkoły w Jeleniewie biegowe narty, rolki i bramki. Zapewnia, że to nie koniec jego starań.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

x
xyz
Jaki z niego góral jak romansuje z komuchami i startował nawet z ich listy.

Ty jak macierewicz. Węszy we wszystkim KGB. Cieślukowski pomógł rozwinąć Szpital Psychiatryczny w Suwałkach. Tam przyjmą bez skierowania...dużo zdrowia.Obyś skoczył tam jak Fortuna...
p
papug
Jaki z niego góral jak romansuje z komuchami i startował nawet z ich listy.
Przejdź na stronę główną Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie