To jest miasteczko!

A. Zgiet
Zeev Baran
Zeev Baran A. Zgiet
Udostępnij:
Rozmowa. Z Zeevem Baranem, konsulem honorowym Rzeczpospolitej Polskiej w Jerozolimie, o Białymstoku, kryzysie światowym i kiepskich drogach w Polsce rozmawia Anna Mierzyńska

Pochodzi Pan z Wilna, czyli z polskich Kresów, ale na obecnych kresach naszego kraju jest Pan po raz pierwszy, prawda?

- Tak, pierwszy raz odwiedzam Białystok, chociaż mam do niego wielki sentyment, tak jak mam sentyment do całej wschodniej części Polski. Jestem bardzo ciekawy waszego miasta. Dużo podróżowałem i podróżuję po Polsce, spotykam się z władzami i ze zwykłymi ludźmi, wiele już widziałem, a Białegostoku nie.

Pierwsze wrażenia?

- Jestem architektem, urbanistą i potrafię ocenić wygląd miasta. Z tego co widziałem, Białystok wygląda raczej jak miasteczko niż miasto. Ma pewną patynę, jest ciekawe, choć ma też sporo socjalistycznych budowli, które je szpecą.

Ale dlaczego jak miasteczko?

- Tu wyczuwa się pewną specyficzną atmosferę - zaznaczam, że pozytywną. I nie chodzi tylko o ulice czy budynki, ale też o ludzi. Jest tu oczywiście pewien rozmach charakterystyczny dla miasta, choćby szerokie ulice, ale mimo to wciąż macie daleko do takiego momentu urbanistycznego, w którym miasteczko zamienia się w duże miasto.

Do Białegostoku zaprosił mnie prezydent Tadeusz Truskolaski, jakiś miesiąc temu. Prezydent był w Jerozolimie na zjeździe prezydentów miast. Bardzo się wtedy zaprzyjaźniliśmy i dlatego jestem tutaj - żeby zobaczyć, ale także żeby coś zdziałać, szczególnie w tych ciężkich czasach, kiedy inwestorzy na pewno nie będą inwestować w mieszkaniówki czy centra handlowe.

Sądzi Pan, że odczujemy światowy kryzys finansowy?

- Kryzys na pewno odbije się na Polsce i na Białymstoku, to dość oczywiste. Bez kredytów ludzie nie będą mieli dość pieniędzy, żeby kupować, a jeżeli nie będą kupować, zaczną się zamykać sklepy, a wtedy te olbrzymie galerie, z których Polska (i Białystok też) jest taka dumna, te wszystkie hipermarkety, supermarkety okażą się zupełnie niepotrzebne. I nagle dostrzeżemy, że Polska niewiele zdziałała w ciągu tych dwudziestu lat. Macie oczywiście sklepy wypełnione przez drogie produkty, macie luksusowe mieszkaniówki, tylko klientów na nie może zabraknąć.

To wszystko runie jak domek z kart. Byłoby lepiej, gdyby Polska przez te dwadzieścia lat postawiła na rozwój infrastruktury. Byłoby szczególnie na korzyść peryferii Rzeczypospolitej. Żeby można było z Warszawy do Białegostoku przyjechać w ciągu jednej godziny szybkim pociągiem, czy też szybko dojechać z Białegostoku do Wilna - dziś to podobno trwa siedem godzin. To jest niemożliwa sprawa!

Sam od prawie dziesięciu lat namawiałem Polaków właśnie do inwestowania w infrastrukturę, ale wiele osób chyba nie zdawało sobie sprawy, jak to jest ważne. Kiedy przychodziłem z konkretnymi propozycjami wielkich firm, światowych czy izraelskich, to tylko słyszałem, że reguły nie pozwalają na przyjęcie tych propozycji.

Efekt jest taki, że w Polsce wciąż jest niewiele autostrad i nowoczesnych linii kolejowych, drogi są fatalne i to się odbija na rozwoju całego kraju.
s Chce Pan powiedzieć, że przedstawiał Pan konkretne propozycje firm i Polska nie była tym zainteresowana?

- Polska nie podchodziła do tego pragmatycznie. Pamiętam, że kilka lat temu miałem spotkanie z ministrem infrastruktury Markiem Polem. Przedstawiłem wtedy propozycje największych firm dotyczące budowy autostrad i innych elementów infrastrukturalnych. I wtedy pan minister zaczął mi tłumaczyć, że tego się nie da zrobić, bo są takie czy inne reguły i artykuły prawne. Spytałem go wówczas, ile kilometrów autostrad, według tych reguł, wybudowała Polska od początku lat 90-tych.

Pozastanawiał się, w końcu się uśmiechnął i powiedział: że chyba 50 kilometrów zrobiliśmy... Tak to niestety wygląda, a szkoda. Nie mam wątpliwości, że szczególnie dzisiaj właśnie tworzenie infrastruktury powinno być najważniejszym celem tego kraju.

Żyje Pan w Izraelu, Pana dom jest jedynym w Jerozolimie, na którym powiewa polska flaga. W naszym regionie od kilku lat słowo Żyd kojarzy się z tragedią Żydów w Jedwabnem. Ujawnienie prawdy o tamtych wydarzeniach było dla nas bardzo bolesne. Proszę powiedzieć, czy z perspektywy Izraela Jedwabne miało duże znaczenie dla stosunków polsko-żydowskich?

- O wiele mniej mówiło się o Jedwabnem w Izraelu niż w Polsce. W ogóle obecność Polski w Izraelu jest bardzo słaba, co moim zdaniem powinno się od dawna zmienić. Tym bardziej, że zainteresowanie Polską jest coraz większe, szczególnie wśród młodych ludzi. Sam wielokrotnie spotykałem się z młodzieżą izraelską i przedstawiałem im inną, niż ogólnie przyjęta, prawdę o stosunkach polsko-żydowskich.

A jaka jest prawda obowiązująca?

- Raczej negatywna. Marsze żywych organizowane w Polsce również mają negatywne konotacje. Teraz powoli się to poprawia. Obserwuję to, bo często jestem zapraszany do kibuców, żeby przygotować młodzież do wycieczki do Polski. Niestety, w Izraelu nie ma żadnej polskiej agencji turystycznej, także nawet mapy Polski trudno otrzymać, a szkoda. Próbuję te luki wypełnić, bo mi na tym zależy.

Wracając do Jedwabnego - trochę się o nim mówiło, ale moim zdaniem takich Jedwabnych były setki wszędzie w tej czy innej formie i wszędzie była ta sama tragedia, niezależnie od tego, czy mordowali Niemcy, Polacy czy jeszcze ktoś inny. Z drugiej strony trzeba zawsze pamiętać, że właśnie w Polsce olbrzymia liczba ludzi zachowała się godnie. Mimo że Polska była jedynym krajem pod reżimem nazistowskim, gdzie była kara śmierci za okazanie pomocy Żydom, znalazło się mnóstwo ludzi, którzy w sposób heroiczny pomagali. I to nie tylko ci, którzy są znani jako Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata, ale też zwyczajni ludzie, o których się nigdy nie wspomina.

Właśnie to tłumaczę młodzieży - po prostu w każdym narodzie są różni ludzie... Między Żydami też są lepsi i gorsi, nikt nie jest święty.

Oczywiście, że zdarzały się sytuacje krańcowe, jak choćby Jedwabne. Jan Gross, autor książki o Jedwabnem, rzucił światło tylko na to jedno wydarzenie, ale każdy, kto zna dane, wie, że było dużo tego typu tragedii, nie tylko w Polsce, ale także na Litwie, Łotwie, Ukrainie, Białorusi... I chociaż nie można tego bagatelizować, to robienie z tego wielkiego hałasu bardzo mnie dziwi.

Dlaczego? To przecież ważne sprawy.

- Ale dlaczego nagle teraz wykopano Holocaust? Po 60-65 latach? To jakaś moda, wygodna dla niektórych instytucji, które się z tego utrzymują. Uważam, że mam prawo oceniać tę sytuację, bo sam jestem dzieckiem wojny. Dzięki polskim przyjaciołom część mojej rodziny ocalała, a mój ojciec zginął jako żołnierz AK.

Mówi Pan, że Izraelczycy mało wiedzą o Polsce. Dlaczego? Przecież wielu obywateli Izraela urodziło się i wychowało w Polsce. Czyżby woleli o tym nie pamiętać?

- Proszę policzyć, ile czasu już minęło. Ja wyjechałem z Polski, gdy miałem 10 lat, czyli dawno. Sporo jest osób, które przyjechały z Polski w latach 50-60-tych, ale to też już wiele lat przeszło. Co prawda więź z waszym krajem przechodzi z pokolenia na pokolenie, więc młode pokolenie również czuje się związane z Polską - pozytywnie i negatywnie. Interesują się wojną, historią. Co ciekawe, zainteresowani Polską są także młodzi, którzy nie mają polskiego pochodzenia. Tyle tylko, że to zainteresowanie często jest wykrzywione i niedokładne. Dlatego informacje o waszym kraju są nam w Izraelu bardzo potrzebne.

Dziękuję za rozmowę.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie