Trwa passa Freskovity, cenny remis Wigier

Miłosz Karbowski, Paweł Lisiecki
Karol Drągowski, strzałem z rzutu karnego, zapewnił Wigrom remis w Otwocku.
Karol Drągowski, strzałem z rzutu karnego, zapewnił Wigrom remis w Otwocku. P. Lisiecki
Otwock, Wysokie Mazowieckie, Zamość. Nasze drugoligowe zespoły stoczyły w środę trzy zacięte boje. Sukcesu nie odniósł jedynie ŁKS Łomża.

Suwalski charakter

Na suwalskim biegunie zimna żyją twardzi ludzie. Wczoraj piłkarze Wigier pokazali jak wielki mają charakter. Przybity porażkami i bardzo przykrymi życiowymi doświadczeniami zespół Zbigniewa Kaczmarka, po heroicznym boju, wywalczył remis w Otwocku. Wigry zasłużenie urwały punkt liderowi tabeli.
- Za mojej ponadrocznej kadencji nie było takiego kryzysu. Jeśli nie wierzyłbym jednak w tę drużynę, podałbym się do dymisji - mówił we wtorek "Współczesnej" Kaczmarek. Kryzys minął, a po takim meczu muszą przyjść lepsze dni.
Już w 11 minucie Daniel Ołowniuk w zamieszaniu podbramkowym zdobył prowadzenie i jasne się stało, że Start czeka ciężka przeprawa. Fakt, gospodarze dość szybko odpowiedzieli. Rzut karny, podyktowany za faul na Sebastianie Kęsce, wykorzystał doświadczony Rafał Szwed. Nikt jednak nie bronił wyniku i raz po raz dochodziło do sytuacji pod obiema bramkami.
Wymiana ciosów zakończyła się remisem. Najpierw, w 71 minucie Krzysztof Kuźmińczuk przelobował wysuniętego na przedpole Błażeja Barwickiego. Sprawiedliwości stało się zadość w samej końcówce meczu. Piłkę, we własnym polu karnym, ręką zagrał Adam Warszawski. Do "jedenastki" podszedł Karol Drągowski i nie zmarnował szansy na wyrównanie.

Start Otwock - Wigry Suwałki 2:2 (1:1)
Bramki: 0:1 Ołowniuk 11, 1:1.
Start: Mariak - Tokaj, Oamen, Szwed, Stańczuk, Karaś, Warszawki, Kęska, Kuźmińczuk, Herman, Okafor-Agu.
Wigry: Barwicki - Bucholc, Makarewicz, Rogoziński, Niewulis, Makuszewski, Rybkiewicz (75 Kotwica), Drągowski, Lauryn, Świerzbiński (55 Kleczkowski), Ołowniuk.
Żółte kartki: Oamen (Start). Sędziował: Wojciech Sawa (Chełm). Widzów: 200.

Raz, dwa, trzy... Chcemy więcej!

Freskovita Wysokie Mazowieckie gra dobrze i, czego często tej drużynie brakowało, skutecznie. Zespół Piotra Zajączkowskiego wygrał trzecie spotkanie z rzędu, tym razem pokonując u siebie Concordię Piotrków Trybunalski 3:1.
Spotkanie przypominało jednak trochę drogę przez mękę. - W pierwszej połowie byliśmy ospali, graliśmy bez werwy. Po prostu beznadziejnie - mówi Zajączkowski.
Goście tylko częściowo wykorzystali słabość "mlecznych". W 19 minucie gola strzelił Kamil Goryszewski. Concordia mogła jednak prowadzić wyżej, bo przed przerwą zmarnowała jeszcze trzy dogodne ku temu okazje.
Gospodarze wyszli z szatni odmienieni: kadrowo i mentalnie.
- To była zupełnie inna połowa. Taką grą wszyscy możemy być zbudowani - mówi Zajączkowski.
Dużo ożywienia w poczynania zespołu z Wysokiego Mazowieckiego wnieśli Łukasz Jegliński i Tomasz Jakuszewski. Kolejny znakomity mecz rozgrywali napastnicy. Drogę do zwycięstwa zaczął precyzyjnym strzałem Wojciech Kobeszko. To siódmy gol tego piłkarza w sezonie.
Minęło 120 sekund i dwójkową akcję Jakuszewski-Żaglewski wykończył ten drugi. Po chwili na boisku, po raz pierwszy po kontuzji, pojawił się Dzidosław Żuberek. "Dzidek" błysnął w swoim stylu. W ostatniej minucie meczu przeprowadził akcję skrzydłem, zagrał do Michała Twardowskiego, a 19-letni piłkarz zdobył swoją ósmą bramkę w rozgrywkach.

Fraskovita Wysokie Mazowieckie - Concordia Piotrków Trybunalski 3:1 (0:1)
Bramki: 0:1 Goryszewski 19, 1:1 Kobeszko 66, 2:1 Żaglewski 68, 3:1 Twardowski 90.
Freskovita: Holewiński - Pracz (50 Jakuszewski), Jurkowski, Kołłątaj, Bartkiewicz, Kołodziejczyk, Żaglewski (70 Żuberek), Zalewski (46 Jegliński), Janik, Kobeszko, Twardowski.
Czerwona kartka: Rączka (90, Concordia). Widzów: 300.

Wystarczył jeden błąd

Popełniliśmy jeden błąd w obronie i straciliśmy bramkę - tłumaczy opiekun ŁKS-u Ryszard Milewski. - Był to jedyny celny strzał zawodników Hetmana w całym spotkaniu.
Ten strzał w 23 minucie oddał stojący na 20. metrze Mateusz Kołodziejski. Napastnik gospodarzy spokojnie przyjął piłkę przed polem karnym i precyzyjnym uderzeniem tuż przy słupku pokonał Karola Salika.
Po stracie bramki biało-czerwoni ruszyli do ataku, ale nie potrafili poważnie zagrozić bramce Hetmana. Sytuacja ŁKS-u skomplikowała się w 75 minucie, gdy po zderzeniu głowami do szpitala został odwieziony Paweł Jurgielewicz. Minutę później boisko za drugą żółtą kartkę musiał opuścić Łukasz Tarnowski. Grając w osłabieniu, ŁKS miał szansę na wyrównanie. Przed polem karnym piłkę otrzymał Piotr Orliński, ale jego uderzenie z 20 m zablokował obrońca.
- Niestety, nic dzisiaj nie chciało nam wpadać - ze smutkiem przyznaje Milewski. - Szkoda, gdyż było to wyrównane spotkanie.

Hetman Zamość - ŁKS Browar Łomża 1:0 (1:0)
Bramka: 1:0 Kołodziejski 23.
ŁKS: Salik - Galiński, Tarnowski, Łazar, Staniórski - Chludziński, Orliński, Rydzewski (58 Szachnowicz), Siara - Dylewski, Sowa (46 Jurgielewicz, 75 Sędrowski).
Żółte kartki: Galiński, Tarnowski (ŁKS). Czerwona kartka: Tarnowski (76 za drugą żółtą).

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Ł
ŁKS kibic
OTO SYTUACJA FINANSOWA KLUBU HETMANA W ZAMOŚCIU : CYTAT ZE STRONY KIBICÓW.
"ramach XIV kolejki II Ligi Grupy Wschodniej drużyna Hetmana Zamość podejmowała na własnym stadionie piłkarzy z klubu ŁKS Łomża. Mecz rozpoczął się z kilkuminutowym opóźnieniem. Po raz kolejny piłkarze zamojskiej drużyny pokazali swoje niezadowolenie związane ze sprawami finansowymi klubu i zdecydowali się pozostać w tunelu kilka minut dłużej od zawodników z Łomży i trójki sędziowskiej reprezentującej Świętokrzyski Związek Piłki Nożnej (Kielce). Kilka dni temu obiecano zawodnikom wypłatę zaległych pensji, jednak zarząd znowu nie wywiązał się z obietnic.

Szkoda, że doping w twierdzy Zamość wzmaga się tylko przy okazji meczu z liczącym się przeciwnikiem.

Relacja: Mateusz Podhajny. "
j
jure
Współczuję biednemu ŁKS i p. trenerowi że są pomiatani przez zarząd klubu,chyba to jedyny klub jest w Polsce biedny a zawodnicy grają jako amatorzy,za PRL mieliby na chleb i na wyjazdy-wstyd zarządzie-demokratyczny.
Dodaj ogłoszenie