Ucz się, ale szybko!

Barbara Kociakowska
Mariusz Jankowski dopiero w tym roku dowiedział się, że nie zdąży uzupełnić wykształcenia. Ma na to czas do listopada przyszłego roku. A więc jeszcze nie wszystko stracone.
Mariusz Jankowski dopiero w tym roku dowiedział się, że nie zdąży uzupełnić wykształcenia. Ma na to czas do listopada przyszłego roku. A więc jeszcze nie wszystko stracone. Fot. A. Zgiet
Udostępnij:
Region. Odważyli się wziąć unijne dotacje. A teraz muszą zwrócić je z odsetkami. Dlaczego? Bo nie zdążyli w terminie uzupełnić wykształcenia rolniczego.

Ale przecież od początku informowali agencję, kiedy skończą szkoły. I wówczas nikt nie powiedział im, że będzie to za późno.

Kiedy Leszek Dobkowski z Rydzewa Szlacheckiego przejął gospodarstwo od rodziców uczył się w technikum mechanicznym w Szczuczynie. Był to 2002 rok.

Dwa lata później ruszył Sektorowy Program Operacyjny, w ramach którego dotacje mogli uzyskać m.in. młodzi rolnicy. Przysługiwało im po pięćdziesiąt tys. zł, które powinni przeznaczyć na rozwój gospodarstwa.

Oczywiście, aby otrzymać tę kwotę, musieli spełnić szereg wymagań. Między innymi samodzielnie prowadzić gospodarstwo rolne nie dłużej niż rok, a także posiadać odpowiednie kwalifikacje rolnicze, czyli wykształcenie.

Te jednak można było uzupełnić w ciągu pięciu lat. Jeśli rolnik nie miał przynajmniej trzyletniego stażu pracy w gospodarstwie musiał ukończyć szkołę rolniczą średnią lub wyższą.

Agencja wiedziała, ale nie reagowała

Leszek Dobkowski jednak z programu mógł skorzystać. Bo choć posiadał gospodarstwo od dwóch lat, to w tym czasie uczył się dziennie, nie mógł więc go osobiście prowadzić.

W 2005 roku podpisał umowę z Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Rozpoczął też studia w Wyższej Szkole Agrobiznesu w Łomży (zgodnie z planem miały trwać 3,5 roku). Był przekonany, że zdąży uzupełnić wykształcenie, przecież miał nawet spory zapas. Nie wiedział, że agencja nalicza mu czas od momentu przejęcia gospodarstwa.

Choć w umowie podpisał, że prowadzi gospodarstwo od 2002 roku, dla niego było to logiczne, że skoro agencja uznała, iż nie mógł go prowadzić kiedy uczył się dziennie i dzięki temu mógł przystąpić do programu, to wiążąca jest data ukończenia szkoły, czyli maj 2004 roku.

- ARiMR przesyłała mi ankiety z zapytaniem, co zrobiłem w gospodarstwie za pieniądze, które otrzymałem z programu - tłumaczy Leszek Dobkowski. - Odpowiadałem na nie i dołączałem też zaświadczenie, że studia ukończę w kwietniu 2008 .I nie było żadnych sygnałów, że coś jest nie tak. Aż do grudnia minionego roku. Wówczas agencja poinformowała go, że nie spełnił kryteriów.

Zażądała zwrotu dotacji wraz z odsetkami, czyli prawie 72 tys. zł. Rolnik odwoływał się dwa razy. Bez skutku. Teraz o tym, czy powinien zwrócić pieniądze zdecyduje sąd.

- A odsetki rosną. Już jest to prawie 73 tys. zł - mówi Leszek Dobkowski. - Nie mam tyle pieniędzy.

Za dotację rozbudował oborę, dokupił bydła. I choć posiada 30 krów, przy obecnych cenach mleka trudno mu cokolwiek odłożyć. A co dopiero taką kwotę.

- Jeśli sąd wyda wyrok na moją niekorzyść, przyjdzie komornik i zagarnie wszystko - martwi się młody rolnik. - A przecież, gdyby tylko agencja wcześniej mnie powiadomiła, to zrobiłbym od razu dwa lata studiów. I byłoby po problemie.

Dlaczego ARiMR tego nie zrobiła?

- Przecież rolnicy nie są dziećmi, żebyśmy musieli ich pilnować - mówi Marek Kassa, rzecznik prasowy agencji.

Leszek Dobkowski nie jest jedynym gospodarzem, który ma takie zmartwienia.

Może jeszcze nie wszystko stracone

Trochę szczęścia w nieszczęściu miał Mariusz Jankowski ze Słucza. Gospodarstwo przejął w 2004 roku. A w 2005 roku podpisał umowę z agencją. Miał wykształcenie zawodowe, więc musiał skończyć technikum o kierunku rolniczym.

- Wówczas już trwał rok szkolny, więc nie mógł od razu zapisać się do szkoły - mówi Krystyna Jankowska, żona rolnika.

Ale jak tylko rozpoczął naukę od razu wysłał agencji odpowiednie zaświadczenie. Nikt nie zgłaszał, że coś jest nie tak. Rolnicy myśleli, że ARiMR to zaakceptowała. Dopiero w tym roku Mariusz Jankowski otrzymał informację, że będzie musiał zwrócić pieniądze, bo nie zdąży uzupełnić wykształcenia.

Powinien to zrobić do listopada przyszłego roku. A więc teoretycznie ma jeszcze czas. I będzie próbował przyspieszyć naukę. Bo szkoła, w której się uczy - Zespół Szkół w Niećkowie jest jedną z nielicznych placówek, które dopuszczają taką możliwość.

- Tylko czy sobie poradzi - zastanawia się żona rolnika.
Jankowscy posiadają 20 hektarów ziemi, mają ponad 20 sztuk bydła.

Zainwestowali w gospodarstwo nie tylko pieniądze z programu. Wzięli jeszcze kredyt. Kupili ciągnik, belarkę z owijarką, zmodernizowali oborę. Jak mówią, to co dostali z agencji, to była zaledwie kropla.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
'Przemytnik', a nie przyszło ci do głowy, że ci młodzi mężczyźni poszli do szkół, ponieważ chcieli się czegoś nauczyć co im będzie potrzebne do prowadzenia biznesu-gospodarstwa. A ty im piszesz o kupieniu 'okładek'.
P
Przemytnik
Serce boli,ale prawo jest prawem i placic trzeba!!!!!
Nie powinno sie zadac calej kwoty , tylko odsetki za 3 miesiace spoznienia...Szczerze, za taka dotacje, dyplom mozna zalatwic za 10% tej sumy.
p
pisz poprawnie
Nieznajomość prawa szkodzi. I nie ważne czy jesteś po podstawówce, czy jesteś profesorem.
f
fircyk
...do szlachcica...
Taki z ciebie szlachcic jak z koziej d....y trąba. No...może szlachcic gołota( poszukaj jak nie wiesz co to znaczy)
a
anka
Jak można nazwać człowieka pracującego na kawałek chleba "głąbem zaściankowym" Twoja wypowiedż świadczy o braku kultury i wykształcenia. Nie wspomnę już o braku szacunku do drugiego człowieka.
G
Gość
Kolejny dowód, że szef Agencji nie wie do czego ta instytucja służy.
Proszę zobaczyć, pracownicy-Polacy stoją po stronie Unii, nie po stronie rolnika-Polaka.
Przecież w Agencji powinni pracować ludzie po studiach ze znajomoscią prawa unijnego. I to oni powinni tłumaczyć rolnikom, co należy zrobić i jak, żeby pieniądze otrzymać. A oni tego nie robią. Oczekują, że rolnik po szkole zawodowej czy nawet technikum, alr rolniczym, a nie z przepisami prawa unijnego, które w dodatku co roku się zmieniają, będzie dokładnie rozeznany w tych zawiłościach.
Według nich, to rolnik ma studiować prawo unijne. Pracownicy Agencji, to wy macie za zadanie studiowania tego prawa. Zadanie rolnika jest produkować wam żywność. I rolnik wywiązuje się z tego zadania super. A wy? Bierzecie pieniadze za pracę na rzecz rolnika, a zachowujecie się jak inspektorzy kontroli.
Jaki jest skutek takiej postawy? Polacy płacą podatki na składkę w Unii, ażeby te pieniądze wróciły spowrotem do kraju, między innymi do rolnika. A tak, polskie pieniądze wrócą do Unii i zasilą kieszeń rolnika np. w Niemczech.

Gratuluję rozumowania! Oby tak dalej Ministrze Rolnictwa!
S
Szlachcic
Uczyć się od dzieciństwa,głąby zaściankowe!!!Kasę dobrze jest brać,a gdy należy oddać - larum.
Nie chciało się nosić teczki(wcześniej),trzeba wozić taczki (z gnojem).
b
bolo
Nawet w odległych czasach prawo rzymskie mówiło, że umowy należy czytać i dotrzymywać. A tu, uczyć się nie chcę, a kasiorka nie śmierdzi. Zabrać krowy i oborę, przecież to z naszych podatków dokładamy się do budżetu Unii !!!
Przejdź na stronę główną Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie