MKTG SR - pasek na kartach artykułów

We Lwowie lekarze pracują przy dźwiękach syren. Lubomyr Kułyk i Michajło Gryczka, jak leczy się ludzi w czasie wojny

Agata Sawczenko
Agata Sawczenko
Michajło Gryczka, dyrektor obwodowego Szpitala Klinicznego we Lwowie i prof. Lubomyr Kułyk (z prawej)
Michajło Gryczka, dyrektor obwodowego Szpitala Klinicznego we Lwowie i prof. Lubomyr Kułyk (z prawej) Wojciech Wojtkielewicz
Prof. Lubomyr Kułyk to kardiochirurg z obwodowego Szpitala Klinicznego we Lwowie. Michajło Gryczka jest dyrektorem tej placówki. Obaj gościli w Białymstoku na Międzynarodowych Warsztatach Kardiologicznych Wschód-Zachód i opowiedzieli nam, jak się leczy ludzi w czasie wojny

Jak się operuje ludzi, gdy wokół słychać syreny?
Prof. Lubomyr Kułyk, kardiochirurg: We Lwowie nie ma działań wojennych, ale faktycznie, syreny słyszymy często. W Ukrainie zresztą nie ma dziś bezpiecznego miejsca, wszędzie można spodziewać się ataku, wszędzie są wyłączenia prądu. Czasami więc dostajemy pozwolenie na operacje planowe, a czasem nie dostajemy. To, czy jest na tyle bezpiecznie, by operować, pomaga nam ustalić dyrekcja.

Michajło Gryczka, dyrektor szpitala: We Lwowie na szczęście nie prowadzi się żadnych działań militarnych. Ale nie jest w pełni bezpiecznie, bo przecież rakiety samosterujące dolatują i do nas. I choć rzeczywiście nierzadko pracujemy przy dźwiękach syren i - niestety - w dobie blackoutu (całkowita przerwa w dostawie energii elektrycznej - przyp. red.), to mamy generatory prądu, które nas zabezpieczają. Mamy aż sześć generatorów, które pozwalają na ciągłość pracy chirurgom, kardiochirurgom... Ale też dają możliwość reanimacji i intensywnej opieki.

Karetka już służy lekarzom we Lwowie. To dar od społeczności UMB (FOTO)

L.K.: Wiele sytuacji trzeba rozwiązywać na bieżąco, bo - oprócz planowych pacjentów - mamy przecież i przypadki nagłe. Mamy też dużo uchodźców - to często ludzie, którzy stracili wszystko, dorobek całego życia, nie mają pieniędzy, są zagubieni, sfrustrowani, a w dodatku schorowani. Bo na przykład operacje na sercu mieli zaplanowane już dawno, w innych ośrodkach. Ale z powodu wojny nie doszły one do skutku. U nas, na zachodzie Ukrainy, jest o wiele bezpieczniej niż w innych regionach. Chociaż tak naprawdę bezpiecznego miejsca to u nas nie ma nigdzie. Nawet w centrum kraju, w stolicy, w Kijowie, też jest niebezpiecznie, również w szpitalach: dla personelu i dla pacjentów. Tym bardziej, że w stanie blackoutu operujemy przecież w ekstremalnych okolicznościach. Ale to się udaje. I nawet zwiększyła się nam liczba operacji - zwłaszcza w tych nagłych wypadkach.

Co to znaczy w waszym przypadku „nagłe wypadki”?
L.K.: Przyjmowani są do nas pacjenci, którzy mają ciężką niewydolność krążeniową, czasami są niestabilni hemodynamicznie. To pacjenci, którzy stanowią wielkie wyzwanie i dla lekarzy, i dla całego personelu.

M.G.: Rzeczywiście z powodu blackoutu przywożą do nas pacjentów i z centralnej Ukrainy, i ze wschodu. To konieczne, bo w tamtych rejonach mogą się zdarzyć sytuacje, że szpitale nawet całe tygodnie mogą nie mieć dostępu do prądu. Wtedy nie pomogą nawet najlepsze generatory. Strach więc operować. A pacjenci nie mogą czekać.

Karetka dla Ukrainy. Ukraińscy lekarze przyjechali po dar od UMB (zdjęcia)

Ale pewnie czekają...
M.G.: To prawda, niektórzy powinni być zoperowani już dawno. Wojna sprawiła, że wiele planowych operacji w ukraińskich szpitalach się nie odbyło. Dlatego dziś takich zaniedbanych pacjentów mamy u siebie naprawdę dużo.

Przygotowywaliście się do wojny? Wiedzieliście, że może to nastąpić?
L.K.: Tak jak cały kraj się szykował - nie wierząc w to do końca. Nie mogliśmy tak naprawdę przewidzieć, że dojdzie do tej tragedii, którą przeżywa teraz Ukraina. Nie zgromadziliśmy więc wielkich zapasów sprzętu, który na co dzień wykorzystywany jest w kardiochirurgii. Wojna nas zastała w sytuacji, gdy pracowaliśmy na bieżąco i na bieżąco zużywaliśmy nasze zapasy. Pod tym względem wojna nas zaskoczyła. I od razu zaczęliśmy szukać rozwiązań.

Jakich?
L.K.: Każdy lekarz, który współpracuje w ścisłej komitywie z administracją, jest nie tylko lekarzem, ale i człowiekiem, który poszukuje pomocy. A ponieważ Polska jest naszym najbliższym sąsiadem i najlepszym przyjacielem, no i ma do nas bardzo rodzinny stosunek, to oczywiście wspierała nas od samego początku. Dowodem tego jest nasz przyjazd do Białegostoku i pomoc, którą właśnie od Białegostoku dostaliśmy.

Proszę przypomnieć, co to była za pomoc.
M.G.: Całkiem niedawno, bo podczas inauguracji roku akademickiego w Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku, dostaliśmy od społeczności akademickiej UMB doskonale wyposażoną karetkę medyczną

Ale to nie była jedyna i pierwsza taka pomoc...
L.K.: No nie. Przedtem, na początku wojny, dostaliśmy od profesora Tomasza Hirnle i jego żony pani profesor Bożeny Sobkowicz wiele potrzebnych dla naszego szpitala rzeczy: światła, narzędzia chirurgiczne, materiały do operacji. W pomoc włączyły się zresztą różne polskie ośrodki, skoordynowane przez Klub Polskich Kardiochirurgów, którego członkiem ja również mam zaszczyt być. Te rzeczy wykorzystujemy do dziś.

Vivat Academia, vivant professores! Uniwersytet Medyczny zainaugurował nowy rok akademicki (zdjęcia)

Nadal je macie?
L.K.: Fakt, wiele zebranych wtedy zapasów już się skończyło. I rzeczywiście znów potrzebujemy pomocy. Dlatego nadal szukamy kontaktów z różnymi ośrodkami, nie tylko zresztą z Polski, ale i ze Stanów Zjednoczonych czy Niemiec. Ale Polska cały czas jest - i oczywiście była - takim największym naszym sojusznikiem. Najwygodniejszym, bo nie mamy problemów z komunikacją, z językiem, ze zrozumieniem się nawzajem. Wielu ukraińskich lekarzy było przecież szkolonych w polskich ośrodkach - również ja, więc mamy powiązania z polskimi ośrodkami kardiochirurgicznymi. Ośrodkami, które rzeczywiście nam pomagają - nie tylko w sensie praktycznym, ale i merytorycznym. To również pomoc naukowa. Rozmawiamy przecież podczas naukowych warsztatów kardiologicznych, w których uczestniczę już od 15 lat. Dzięki tym warsztatom zdobyłem przyjaciół od serca, ale i naukowych konsultantów, z którymi mogę omówić wiele medycznych kwestii. To przyjaciele z Polski i Anglii.

Czy trafiają do was również pacjenci wojenni, żołnierze, którzy walczą za waszą wolność?
M.G.: O tym nie możemy mówić.

Wojna zmienia nie tylko pracę w szpitalu. Zmienia całe życie. Każde życie.
L.K.: Rzeczywiście, świadomość Ukraińców bardzo się zmieniła. Poznaliśmy, zrozumieliśmy te stałe, oczywiste rzeczy: kto jest dla nas przyjacielem, kto jest wrogiem.

Centrum Psychiatrii w Białymstoku oficjalnie otwarte (zdjęcia)

L.K.: Bo jasne, że w tej wschodniej, a nawet centralnej części Ukrainy, wielu ludzi ma powiązania z Rosją. Ludzie tam często rozmawiają po rosyjsku, więc Rosjanie nie byli przyjmowani jako wrogowie. Ale po tym, co zrobili, po tych strasznych przestępstwach wojennych, których mamy już cały spis - na liście jest już 245 tys. różnych zbrodni wojennych! - rzeczywiście świadomość Ukraińców się zmieniła. I nawet ci, którzy jeszcze rozmawiają po rosyjsku, przechodzą już na ukraiński język. Bo nasz język to nasz indykator tego, że jesteśmy inni. Bo zawsze byliśmy inni. Nawet były prezydent Leonid Kuczma napisał książkę, że Ukraina to nie Rosja. A Kuczma to przecież człowiek, który był czerwonym dyrektorem, zawsze rozmawiającym po rosyjsku, który pochodził ze wschodu, z Dniepropietrowska, który dziś się nazywa Dniepr. I on już zauważył i zasygnalizował rosyjskim politykom - bo wtedy już rządził Putin, że Ukraina jest oddzielnym państwem, że nie jest częścią Rosji. Teraz to się stało bardziej oczywiste w każdym aspekcie: w religii, w życiu codziennym, w ubraniu, w myśleniu, w organizacji - Ukraińcy i Rosjanie to dwa całkiem inne narody.

Dlaczego Putin tak bardzo chce was podbić?
L.K.: To dawne, historyczne powiązania, związane jeszcze z czasami carskimi. Ale dla Ukraińca bardzo ważna jest wolność, jego język i jego kultura. Jest taki film „Braveheart” z Melem Gibsonem. Kiedy bohaterowi, w którego się wcielał, odcinano głowę, wykrzyknął: freedom! I właśnie tacy sami są Ukraińcy. A Putin stara się nam odebrać nie tylko głowę, chce nam odebrać wszystko, chce nas zdemolować, sprawić, by nas nie było. Putinowi chodzi teraz o to - i to nie tylko Putinowi, ale i jego otoczeniu, czyli większości Rosjan - żeby Ukraina i naród ukraiński zniknęły.

Uciekli z Ukrainy przed bombami i czołgami. Do Polski jechali trzy doby

Ale to się nie stanie...
L.K.: To się na pewno nie stanie, bo jest w nas duch kozacki i jesteśmy chleborabami.

Chleborabami?
L.K.: Ukraina jest bogata w czarnoziem. Moglibyśmy produkować chleb dla całej Europy, a nawet więcej. Przeżyjemy więc. I nigdy nie pozwolimy zabrać naszej ziemi. Wszystko dostaniemy z powrotem.

Wojna was zintegrowała?
L.K.: Zawsze czuliśmy się oddzielnym narodem. I chociaż w końcu lat 70. została stworzona nowa historyczna opcja: człowiek sowiecki, to u nas nigdy ona nie zaistniała. Ukraińcy zawsze byli inni niż Rosjanie. Ale rzeczywiście - żyliśmy kiedyś w jednym państwie. Jednak okazało się, że my jesteśmy ucywilizowani, a oni to barbarzyńcy.

Prof. Roman Lesyk ze Lwowa: Uda nam się, bo walczymy o naszą wolność. Pokazaliśmy już, że umiemy to robić

Mówili panowie, że wiele osób przyjeżdża do Lwowa z głębi Ukrainy. Czy dzieje się też odwrotnie? Czy mieszkańcy Lwowa jadą na zachód, by walczyć?
L.K.: Pewnie! Organizacja Ukraińców jest niewiarygodna. To też fenomen, bo nie myśleliśmy, że w czasie wojny jesteśmy w stanie tak się skonsolidować, tak się porozumieć - zwłaszcza, że część z nas rozmawia przecież jeszcze w języku rosyjskim. Ale to nie ma żadnego znaczenia, nigdy zresztą język rosyjski nie był u nas zabroniony, nikt nigdy nie miał o to pretensji. Choć oczywiście, łatwiej jest dotrzeć do drugiego człowieka, gdy znamy te same słowa.

M.G.: Wolność i pokój to ważne rzeczy. Właśnie tego chcielibyśmy więc życzyć Polakom na święta: pokoju, zakończenia wojny i dobroci między ludźmi.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Upalne dni bez stresu. Praktyczne sposoby na zdrowe lato

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna