MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Wybory 4 czerwca 1989. To był początek zmian w Polsce

Andrzej Kłopotowski
Andrzej Kłopotowski
W wyborach 4 czerwca 1989 do Senatu Solidarność wystawiła profesorów Andrzeja Kalicińskiego i Andrzeja Stelmachowskiego zaś do Sejmu Krzysztofa Putrę i Jana Besztę-Borowskiego
W wyborach 4 czerwca 1989 do Senatu Solidarność wystawiła profesorów Andrzeja Kalicińskiego i Andrzeja Stelmachowskiego zaś do Sejmu Krzysztofa Putrę i Jana Besztę-Borowskiego Ze zbiorów Archiwum Państwowego w Białymstoku
Właśnie mija 35 lat od wyborów z 4 czerwca 1989 roku. Określane są jako pierwsze, częściowo wolne wybory po II wojnie światowej. To od nich zaczęły się zmiany systemu politycznego w Polsce. Jak w ogóle do nich doszło? W jaki sposób przygotowywała się do nich Solidarność? Jakie były ich następstwa? Rozmawiamy o tym z Markiem Kietlińskim, dyrektorem Archiwum Państwowego w Białymstoku.

Andrzej Kłopotowski: Nie byłoby wyborów 4 czerwca gdyby nie obrady Okrągłego Stołu.

Marek Kietliński, dyrektor Archiwum Państwowego w Białymstoku: Okrągły Stół został zwołany po to, by prowadzić rozmowy między rządem, a opozycją. Jednym z tematów była zmiana ustroju politycznego w Polsce. W trakcie obrad, które zakończyły się 5 kwietnia 1989 roku, władza zgodziła się na przebudowę istniejącego systemu, opierającego się na przewodniej roli Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i tzw. satelitów, czyli Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Demokratycznego. Zgodzono się, że w Sejmie 35 proc. mandatów dostanie strona solidarnościowa natomiast siły skupione wokół PZPR 65 proc. mandatów.

Inaczej było w Senacie.

- To był powrót po pół wieku do izby wyższej. Izba została zlikwidowana po wrześniu 1939 roku kiedy Polska utraciła niepodległość, a w sfałszowanym referendum komunistów z 30 czerwca 1946 roku jedno z pytań dotyczyło likwidacji Senatu. Tu mandaty miały zostać podzielone na zasadzie wolnego wyboru. Było 100 miejsc - 49 województw miało po dwóch kandydatów plus po jednym dodatkowym z Warszawy i Aglomeracji Śląskiej.

Do wyborów zostawały dwa miesiące.

- Już w maju powstała Wojewódzka Komisja Wyborcza, która przyjmowała kandydatów. Novum było to, że swoich kandydatów mogli zgłaszać obywatele. Powstała Miejska Komisja Wyborcza, a w zasadzie dwie. Jedna w okręgu 10 z siedzibą w Bialsku Podlaskim a druga w okręgu nr 9, w Białymstoku. Obracamy się w realiach 49 województw. W Suwałkach i w Łomży były odrębne komisje i odrębni kandydaci.

Każdy z kandydatów Solidarności miał na plakacie zdjęcie z Lechem Wałęsą.

- Solidarność miała bardzo dobrą koncepcję. Kandydaci zostali zaproszeni na spotkanie do Stoczni Gdańskiej, gdzie Lech Wałęsa robił z każdym zdjęcie. Ważne było to, że nie wystawiano więcej niż jednego kandydata na miejsce. Głosy nie podzieliły się. Wszyscy, którzy byli przeciw stronie rzędowej siłą rzeczy głosowali na kandydata Solidarności.

W jaki sposób Solidarność przygotowywała się do wyborów?

- Przed Solidarnością stało trudne zadanie. Trzeba było stworzyć struktury. 15 kwietnia 1989 roku u księży werbistów w Kleosinie przewodniczący Stanisław Marczuk powołał Komitet Obywatelski Solidarność Ziemi Białostockiej. W jego skład weszło kilkadziesiąt osób, m in. działaczy z czasów pierwszej Solidarności. Komitet był takim ciałem, które miało uwiarygadniać kandydatów. Stworzono biuro wyborcze, na czele którego stanął późniejszy prezes Radia Białystok Jerzy Muszyński, a sekretarzem został późniejszy redaktor naczelny białostockiej „Wyborczej” Jan Kwasowski. Solidarność miała doświadczenie z rozprowadzania cegiełek. Miała też prasę. Biuletyn podziemny ukazywał się praktycznie przez cały czas stanu wojennego. Utworzono gazetę wyborczą „Dobro Wspólne”, którą wymyślił – i był jej twarzą - Ireneusz Choroszucha. Strona rządowa – na podstawie podpisanego kontraktu – dała czas antenowy w radiu. Solidarność świetnie go wykorzystała. Jeżeli chodzi o inne osoby warto wymienić Alinę Chwalibóg. Halinę Prus, Gabrielę Walczak, Krystynę Łukaszuk, które pracowały w biurze. Trzeba podkreślić też zaangażowanie społeczeństwa. W biurze były kolejki osób, które chciały coś robić.

Sam pamiętam, że z kumplami z bloku jeździliśmy rowerami na Świętojańską - wtedy Nowotki – braliśmy plakaty i ruszaliśmy rozklejać je po mieście.

- Nikt nie pytał „za ile” tylko „co można zrobić”. To była niezwykła, obywatelska inicjatywa.

Przejdźmy do list. Jak one wyglądały?

- Jeżeli chodzi o listy do Sejmu była lista stworzona przez Solidarność oraz lista stworzona przez tzw. koalicję rządową. Była też tzw. lista krajowa, z której miało być wybranych 35 posłów. To były osoby z pierwszych stron gazet, ale to też byli działacze desygnowani przez partię.

W województwie białostockim kandydatami Solidarności do Senatu byli Andrzej Stelmachowski i Andrzej Kaliciński zaś do Sejmu Jan Beszta-Borowski i Krzysztof Putra.

- Warto powiedzieć choć kilka słów o każdym z nich, żeby oddać im hołd i pamięć. Żaden z nich już nie żyje. Profesor Stelmachowski przyjeżdżał na Filię Uniwersytetu Warszawskiego, był doradcą Solidarności, wspomagał ją od samego początku. Profesor Kaliciński - jako kierownik kliniki kardiologii w dzisiejszym Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym - też wspierał Solidarność. Jan Beszta-Borowski był postacią bardzo znaną w Solidarności Rolników Indywidualnych. Był niezwykle charyzmatyczny, brał udział w akcjach ogólnopolskich. No i Krzysztof Putra, człowiek z Uchwytów, które często były nazywane białostocką Stocznią Gdańską. Wtedy był młodym człowiekiem, miał 32 lata. Ale Krzysztof Putra mocno angażował się w działania w czasie stanu wojennego i w działalność rady pracowniczej dzięki czemu uzyskał aprobatę, by startować.

W końcu nadszedł 4 czerwca…

- Jeśli chodzi o pogodę, to dzień podobno był słoneczny, ale nie za ciepły. A pogoda – wbrew pozorom – ma znaczenie. Wszystko odbywało się pewnie tak, jak i teraz. Były fale wyborców w komisjach po nabożeństwach. Ludzie głosowali na kandydatów Solidarności. Przeciwko systemowi i przeciwko rzeczywistości. Chociaż z drugiej strony frekwencja nie była wcale taka duża. Wyniosła 62 procent. Większych incydentów w czasie głosowania nie było.

Wyniki?

- W Sejmie tylko kandydaci Solidarności zdobyli wymagana większość głosów. W Senacie Solidarność zdobyła 99 mandatów. To było totalne zaskoczenie. I to zaskoczenie z obydwu stron. Liderzy Solidarności nie spodziewali się aż takiego sukcesu, natomiast strona rządowa nie spodziewała się aż takiej porażki. Zdecydowana większość kandydatów z listy krajowej nie przeszła. Potrzebna była dogrywka, druga tura. Posłowie, którzy weszli do Sejmu kontraktowego ze strony rządowej przeszli dopiero w drugiej turze, która odbyła się 18 czerwca 1989 r.

Zaczęły się zmiany.

- Coś zaczęło pękać. W partii zaczęto szukać, kto czegoś nie dociągnął. Zaczęły się analizy dlaczego tak się stało i co dalej robić. W Komitecie Wojewódzkim PZPR był szok. Przecież przez 40 lat wybory odbywały się właściwie z automatu. Wszystko przechodziło gładko. Nie trzeba było się wysilać bo i tak wiadomo było, jaka siła przewodnia narodu zwycięży...

Na ile wyniki przyspieszyły zmiany w Polsce?

- Miały bardzo duże znaczenie. Ale zmiany następowały powoli. Generał Wojciech Jaruzelski został jeszcze wybrany przez Zgromadzenie Narodowe - czyli połączone siły posłów i senatorów - na prezydenta. Na czele resortów siłowych pozostali Czesław Kiszczak i Florian Siwicki. Ale już premierem został Tadeusz Mazowiecki. Zmieniono nazwę z PRL na Rzeczpospolitą Polską, orzeł dostał koronę. To były ważne zmiany symboliczne. Wyrażono też potrzebę przeprowadzenia wolnych wyborów samorządowych, bez narzucania podziału mandatów. System sowiecki w samorządach, czyli Rady Narodowe, miał być zastąpiony przez samorząd z radami miejskimi, radami gminnymi, prezydentami i burmistrzami. Konsekwencją wyborów samorządowych z 27 maja 1990 roku były z kolei wolne wybory z października 1991 roku, w wyniku których powstał Sejm wielopartyjny. Oczywiście nie wszystko szło gładko. Przemiany zostały okupione przez społeczeństwo wyrzeczeniami – mieliśmy inflację, strajki… Była ciężka robota.

Czyli nie był to do końca festiwal Solidarności, jak często się mówi?

- Festiwal może i był po samych wyborach. To był też katalizator, który przyczynił się – i powinniśmy to podkreślać - do przemian w Europie Środkowo-Wschodniej. Do zburzenia Muru Berlińskiego, rozpadu Związku Sowieckiego czy ogólnie zmian w państwach socjalistycznych zależnych od ZSRS. Czynników zmian było wiele, ale to, co wydarzyło się w Polsce 4 czerwca 1989 roku było jednym z tych ważnych czynników.

ZOBACZ TAKŻE

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Szczyt NATO. Ogromne wsparcie dla Ukrainy

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Wybory 4 czerwca 1989. To był początek zmian w Polsce - Kurier Poranny

Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna