Z budowy zapory na granicy cieszą się rolnicy. Liczą, że powstrzyma nie tylko migrantów, ale też dziki z Białorusi roznoszące ASF

Martyna Tochwin
Martyna Tochwin
pixabay.com
Udostępnij:
Wielkie nadzieje z budową zapory na polsko-białoruskiej wiążą podlascy rolnicy. Liczą na to, że wybudowane ogrodzenie będzie barierą nie do pokonania nie tylko dla nielegalnych migrantów, ale też dzików roznoszących ASF czyli Afrykański Pomór Świń. A to przełoży się na obluzowanie obostrzeń nałożonych na hodowców trzody chlewnej.

- Już w 2014 roku, po pojawieniu się pierwszych przypadków ASF przy granicy, wnioskowaliśmy o budowę płotu. Wtedy niestety się nie udało. Teraz, przy okazji budowy granicznego muru liczymy, że temat migracji dzików zostanie, co prawda nieco przypadkiem, ale jednak raz na zawsze załatwiony - mówi Marek Siniło, wiceprezes Podlaskiej Izby Rolnicznej.

Wygląda na to, że budowa granicznego muru, która ma rozpocząć się w okolicach 25 stycznia, przysłuży się hodowcom trzody. Zwłaszcza tym położonym w powiecie sokólskim, który swego czasu był zagłębiem hodowców. To właśnie na tym terenie, a konkretnie w gminach Krynki i Szudziałowo, odnotowywano pierwsze przypadki świń zakażonych ASF.

- Nie da się ukryć ze pomór afrykańskich świń przyszedł do nas ze wschodu, z terenów Białorusi. Te pierwsze przypadki były stwierdzane dosłownie w pasie granicznym, a nigdy nie mieliśmy przepływu informacji, jak na Białorusi wygląda walka z ASF – przypomina Paweł Mędrek.

Tylko w powiecie sokólskim pogłowie świń przez siedem ostatnich lat spadło trzykrotnie, a ilość gospodarstw ponad pięciokrotnie. W lutym 2014 r. było tutaj aż 1200 gospodarstw utrzymujących w sumie około 33 tysięcy sztuk trzody. Dziś zarejestrowane są zaledwie 293 gospodarstwa, w których hodowanych jest około 10 tysięcy świń.

- Nasz powiat był zagłębiem hodowli trzody. Obecnie mamy niewiele gospodarstw zajmujących się tym. Rolnictwo to ważna część naszego powiatu i uważam, że po budowie płotu musimy wrócić do tematu zniesienia ograniczeń związanych z ASF. I jako powiat będziemy w tej sprawie zwracać się do Ministra Rolnictwa o wsparcie - deklaruje starosta sokólski Piotr Rećko.

Marek Siniło wskazuje jednak, że trudno będzie po tylu latach obostrzeń wrócić do stanu hodowli trzody sprzed ASF.

- Pocieszające jest to, że nowy minister rolnictwa stara się pomóc hodowcom i dofinansowuje np. hodowlę macior, płacąc 1000 zł do każdej sztuki, żeby móc tworzyć i powiększać liczebość trzody - mówi.

Póki co, wszystkie sokólskie gminy znajdują się w tak zwanej strefie z ograniczeniami. Obecnie to strefa różowa wiążąca się z wieloma niedogodnościami.

- Od kwietnia zaczęło obowiązywać nowe rozporządzenie unijne, zgodnie z którym gospodarstwa muszą być podzielone na dwie części, tzw. „czystą” i „brudną”. „Część czysta” to chlew i miejsce składowania ściółki i paszy. Ponadto od listopada, każde gospodarstwo chcące sprzedać świnie poza jego obręb musi mieć przygotowany i złożony do Powiatowego Inspektoratu Weterynarii plan bezpieczeństwa biologicznego. Jest to dokument, który hodowca musi przygotować i zamieścić w nim najważniejsze zasady bioasekuracji, spełniające wymagania powyższego rozporządzenia, jest to warunkiem sprzedaży świń – wylicza Paweł Mędrek, Powiatowy Lekarz Weterynarii w Sokółce i członek Rady Północno-Wschodniej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej.

Obecnie sprzedaż świń odbywa się najczęściej poprzez bezpośredni odbiór z gospodarstw. Nie funkcjonują już żadne skupy trzody chlewnej. To wszystkp sprawia, że rolnicy nie chcą brać na barki tak wielu obciążeń i trudnych do spełnienia wymagań. Np. tych dotyczących tego, że dwa razy w roku, w odstępie minimum czterech miesięcy, są kontrolowani przez urzędowych lekarzy weterynarii. W efekcie z naszego terenu znikają kolejne chlewnie.

- Podział gospodarstwa na strefy, przebywanie świń w osobnym pomieszczeniu czy budynku, wymagania, koszt bioasekuracji, środków dezynfekcyjnych, stacji deratyzacyjnych nie sprzyja hodowli jednej czy dwóch sztuk świń. Jest to problem przede wszystkim o podłożu ekonomicznym – przekonuje Paweł Mędek.

Na kwestię opłacalności wskazuje też wiceszef Podlaskiej Izby Rolnicznej. I nie ukrywa, że gdyby hodowla trzody była bardziej opłacalna niż obecnie, dużo łatwiej i szybciej można byłoby wrócić do poziomu hodowli sprzed 2014 roku.

- Na pewno do hodowli nie wrócą ci mniejsi rolnicy, którzy przez ASF zlikwidowali trzodę, bo wymogi są tak duże, że ekonomicznie by tego nie udźwignęli. Ale więksi być może będą kontynować hodowlę i ją przywracać - podkreśla Marek Siniło.

Krzysztof Ciecióra z Ministerstwa Rolnictwa we Władysławowie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie