MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Zambrów. Aktywiści Fundacji VIVA znaleźli martwe i ranne zwierzęta na fermie futrzarskiej. Właściciel się wściekł (ZDJĘCIA)

Olga Goździewska-Marszałek
Olga Goździewska-Marszałek
Fundacja Viva! Akcja dla zwierząt
W ubiegłym tygodniu inspektorzy Vivy przeprowadzili interwencję na fermie futrzarskiej w Zambrowie. To, co zastali na miejscu, zmroziło im krew w żyłach. Zwierzęta nie miały wody ani pożywienia, a w klatkach znajdowały się zwłoki w stanie rozkładu. Podczas akcji doszło do burzliwej awantury z właścicielem fermy. Interweniowała policja.

To już druga akcja Fundacji Viva w Zambrowie. Tym razem weszli na teren podlaskiej fermy futrzarskiej, by zabezpieczyć chore i ranne zwierzęta. Interwencja miała związek z doniesieniami mieszkańców Zambrowa o tym, że właściciel od dawna nie pojawia się na fermie oraz otrzymaniem materiałów wskazujących na przetrzymywanie w tym miejscu zwierząt w stanie agonalnym.

– Przeprowadzaliśmy tam interwencję rok temu. Warunki już wtedy były fatalne. Powiatowy Lekarz Weterynarii obiecał zająć się tą sprawą i skuteczniej nadzorować fermę. Identyczne obietnice składali przedstawiciele dwóch związków futrzarskich. W tym roku jest znacznie gorzej. To prawdziwe piekło – mówi Martyna Kozłowska z Fundacji Viva.

Inspektorzy o zamiarach ponownego wejścia na fermę powiadomili Powiatowego Lekarza Weterynarii w Zambrowie, ale ten odmówił przyjazdu.

- Usłyszeliśmy, że nie przyjedzie i nie interesują go warunki w hodowli, ponieważ właściciel w ciągu dwóch miesięcy i tak ją zamknie – tłumaczą aktywiści z fundacji.

Zaś Zygmunt Dąbrowski z PIW zaznacza, że inspektorat tego dnia nie mógł wesprzeć aktywistów w interwencji.

- Fundacja poinformowała nas o swoich zamiarach tego samego dnia. Byłem wtedy na urlopie, a mój zastępca miał do wypełnienia bieżące obowiązki w inspektoracie. Interwencję powinni uzgodnić z nami wcześniej, a nie w ostatniej chwili - tłumaczy Zygmunt Dąbrowski z PIW w Zambrowie. - Poza tym faktycznie ferma do końca grudnia zostanie zlikwidowana, prowadzimy właśnie postępowanie administracyjne. Relacja przedstawiona przez nich po wizycie na fermie jest zresztą mocno tendencyjna, zwierzętom na fermie nie dzieje się krzywda. Dlaczego nie pokazano zwierząt zdrowych, tylko dwa chore lisy? Zapewniam, że na każdej fermie zdarzają się chore osobniki - dodaje powiatowy lekarz weterynarii.

Wizyta obrońców zwierząt na fermie nie spodobało się jej właścicielowi.

– Uwięził nas tam, bił metalowymi szczypcami, szarpał, groził nam, oblał nas zgniłymi odpadkami i próbował zniszczyć aparaty, na których mieliśmy zebrany materiał dowodowy. Nie chciał też dopuścić do uratowania lisa, znajdującego się w stanie zagrożenia zdrowia i życia – relacjonuje Anna Żuchniewicz z Vivy, uczestnicząca w interwencji. – Mimo poinformowania go o podstawie prawnej naszych działań, hodowca nie przestał być agresywny - dodaje.

Zobacz też: Znaleziony w Puszczy Knyszyńskiej oskórowany korpus zwierzecia to ryś [UWAGA! DRASTYCZNE ZDJĘCIA]
Obrońcy zwierząt wezwali policję i ostatecznie udało im się zabrać z fermy dwa chore lisy. Zwierzęta zostały przewiezione do specjalistycznej lecznicy pod Warszawą. Jeden został uśpiony, drugi 13 listopada przeszedł operację i jego stan się poprawia.

Inspektorzy Fundacji Viva zapowiadają wyciągnięcie konsekwencji prawnych zarówno wobec brutalnego i agresywnego hodowcy, jak i wobec Powiatowego Lekarza Weterynarii w Zambrowie.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Eurowybory 2024. Najważniejsze "jedynki" na listach

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna