Zapodział się w chłodni. Na 5 lat

(kk)
sxc.hu
Udostępnij:
Postanowili posprzątać chłodnię we wrocławskim prosektorium. Musieli to zrobić sumiennie, bo w wyniku tych porządków sprzątacz znalazł zwłoki. Okazało się, że są to zwłoki majora i leżą w tej chłodni już prawie pięć lat. Wyszło na to, że porządki w tej chłodni robi się raz na pięć lat.

Jak te zwłoki się odnalazły, to pojawił się kłopot, co z nimi teraz zrobić. Niezbyt często się zdarza, żeby jakiś niepochowany nieboszczyk gdzieś tak długo zalegał.

- Właściwie uruchomiliśmy wszystko, co jest możliwe - powiem brutalnie, ale mnie pani tak zirytowała - żeby się tych zwłok pozbyć - powiedział do reporterki TVN24 kierownik Katedry Patomorfologii Akademii Medycznej.

Pozbywanie się zwłok polegało na tym, że wysłano umyślnego do żony już od pięciu lat nieżywego majora. Umyślny poszedł do małżonki do pracy i poinformował ją, że właśnie zrobili porządki w chłodni i okazało się, że zapodział się tam jej małżonek, więc czy nie zechciałaby go sobie odebrać i pochować.

Kobieta o mało nie zemdlała, jak usłyszała taką nowinę. Jej mąż major prawie pięć lat temu wyszedł do pracy i słuch po nim zaginął. Był koniec roku 2006. Poszukiwała go policja, rodzina zaangażowała nawet jasnowidzów. Nic nie pomogło, przepadł jak kamień w wodę. Tak, że małżonka nie wiedziała, co o tym myśleć. A tu masz, taka nowina.

- Ktoś pojawił się u mojej mamy w pracy, mówiąc, że ciało zostało znalezione we Wrocławiu. Dokładnie nie byli pewni, czy to ciało mojego ojczyma i nie wiedzieli, co teraz zrobić. Zastanawiali się, czy będziemy w stanie pokryć koszty pogrzebu - jakby to było najważniejsze - powiedziała w telewizji pasierbica zmarłego. - Nie wiedzieliśmy co się dzieje, a tu przychodzi człowiek i mówi, że gdzieś tam jest wasza bliska osoba.

Okazało się, że major pięć lat temu zgłosił się do Szpitala Kolejowego we Wrocławiu, bo się źle poczuł. Położyli go do łóżka, w którym czekał na operację.

Ale się nie doczekał, bo zmarł na krwotok wewnętrzny. Zrobili sekcję, a po sekcji ciało majora trafiło do chłodni w prosektorium. Nikogo z rodziny, ani też zupełnie nikogo innego o tym nie poinformowano. Mimo, że major miał dokumenty i został jako nieboszczyk oznakowany wszystkimi danymi, spoczął w chłodni i przestał zaprzątać umysły osób za to odpowiedzialnych.

Nikt zresztą do odpowiedzialności się nie przyznaje. Ani kierownik Katedry Patomorfologii Akademii Medycznej we Wrocławiu, ani dyrektor szpitala, ani dyrektor MOPS-u we Wrocławiu. Za to wszyscy chętnie zwalają winę na siebie nawzajem. Także bez prokuratora, który wskaże winnych się nie obędzie.
Major, po ponad czterech latach, został w końcu szczęśliwie pochowany. Czy w tej chłodni zalegają jeszcze inne zaginione zwłoki? To się okaże przy następnym sprzątaniu.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Z
Zx
Tjaaa. Major pewnie się w wojsku zajmował kamuflażem i sam sobie winien, że go nie znaleźli )) Ale teraz poważniej - w jakiej dziadowskiej armii służył, że ta dysponując wywiadem nie szukała i nie znalazła go na terenie własnym (nie wrogim) i to do tego w państwowym szpitalu. Tragedia i paranoja razem wzięte. Powiadomienie rodziny o sprawie też w zawalistym stylu - rekord jaj i czarnego humoru. Zakład Patomorfologii chciał się pozbyć(!!!) zwłok, dobrze że lisów nie nakarmili.
Przejdź na stronę główną Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie