reklama

Ziemiańskie opowieści z Czartajewem w tle

Prof. Adam Czesław Dobroński
Adam Wołk podczas sesji naukowej w Ciechanowcu (2011 r.)
Adam Wołk podczas sesji naukowej w Ciechanowcu (2011 r.) Archiwum
Doktora Adama Wołka znam od wielu lat, podziwiam, lubię, cenię. Także za uprawianie historii, pielęgnowanie tradycji rodowych. A ma co pan Adam wspominać i o czym pisać, bo to była i jest rodzina bogata w osobowości, ciężko doświadczana.

Księgarnię jego dziadka kupiła Eliza Orzeszkowa

Ród Wołków wywodził się ze Smoleńszczyzny, stanowiącej przez pewien czas odległe Kresy Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Za obronę Smoleńska jeden z przodków - Maksym uzyskał herb Wieże (dwie). Pomińmy jednak okres staropolski, w którym Wołkowie władali różnymi majątkami na ziemiach północno-wschodnich. Dziadek pana Adama - Gustaw, urodzony w Wilnie, założył księgarnię, którą w 1879 roku nabyła Eliza Orzeszkowa. On zaś wdał się na Politechnice w Rydze w konspirację, w więzieniu wziął ślub z Barbarą, ta dobrowolnie pojechała za ukochanym małżonkiem na Sybir. Gustaw i Barbara mieli 11 dzieci, z nich jednak wieku dorosłego dożyła tylko trójka. Po powrocie z Syberii Gustaw najpierw dzierżawił majątki, a w 1902 r. kupił od Henryka Ciecierskiego dobra Czartajew koło Siemiatycz.

W artykule Adama Wołkowa „Dzieje wojenne i powojenne szlachty podlaskiej“ (tom zbiorowy poświęcony ziemiaństwu, wydany w 2009 r. przez Muzeum Regionalne w Siedlcach) znalazł się wielce interesujący szczegół: „Po powrocie z zesłania Gustawa i Barbary miała miejsce pewna mistyfikacja, adaptowanie przez nich córeczki (nieślubnej) Barbary Iłłakowiczówny i Klemensa Zana, która otrzymała imię Barbara. Gustaw i Barbara przyjęli dziecko na dokumenty swojej własnej córki, zmarłej na Syberii. Jej młodszą siostrzyczkę Kazimierę adaptowało jej wujostwo, Jakub i Żenia Iłłakowicze”. Barbara, po mężu Czerwijowska, zostawiła barwne wspomnienia, o czym pisałem przed tygodniem, a Kazimiera to znana poetka i sekretarz (broniła się przed określeniem sekretarka) Józefa Piłsudskiego. Cały ten manewr był konieczny, gdyż w Rosji carskiej dzieci z „nieprawego łoża” nie mogły między innymi pobierać nauk w szkołach państwowych.

Stanisław Wołk, ziemianin i urzędnik

Był synem Gustawa i Barbary, urodzonym w Rudce, wychowanym w Czartajewie. Poślubił w 1922 roku Irmę Zofię Urbańską, córkę właścicieli majątku na Podolu i tu można poczynić kolejną dygresję, bo ojciec Irmy zaginął w czasie wojny światowej (Wielkiej Wojny), a matka z córkami musiały uchodzić „do Polski”, zamieszkały w Warszawie. Irma Zofia, jako studentka Wyższej Szkoły Handlowej, odbywała praktykę w Okręgowym Stowarzyszeniu Spożywców w Siemiatyczach, a Stanisław był prezesem Rady Nadzorczej tegoż stowarzyszenia. I tak się zaczęła miłość, a potem związek na długie lata przetykany zdarzeniami dramatycznymi. Młodzi gospodarowali w Czartajewie do 1930 roku, po czym przenieśli się do Kosowa Poleskiego, bo Stanisław objął tam posadę starosty, zaś w 1934 r. został prezydentem miasta Równe. Polesie i Wołyń charakteryzowały się złożonymi stosunkami narodowościowo-wyznaniowymi, to pierwsze było synonimem biedy (Polska C), na terenie tego drugiego narastał opór ukraiński. W 1928 r. małżeństwu Wołków urodził się syn Adam; jego rodzeństwo stanowili: Ewa, Danuta i Krzysztof.

Wakacje 1939 roku obfitowały w plotki, pilnie czytano prasę, czasopisma i radio donosiły o groźbach ze strony hitlerowskich Niemiec, prowokacjach. Mniej uwagi zwracano na wydarzenia w ZSRR. W ostatnich dniach sierpnia Irma z córkami (liczyły 16 i 13 lat) pojechały do domu w Równem, by poczynić przygotowania do nowego roku szkolnego. Stanisław z młodszymi synami został jeszcze w Czartajewie. W dworze mieszkał dzierżawca, Wołkowie korzystali z gościnny u babci (domek w ogrodzie) i cioci (pobliski folwark). Adam zapamiętał dobrze te sielskie klimaty, spacery po polach, kąpiele w stawie. Nie ma wątpliwości, że pozostanie ojca w Czartajewie uratowało mu życie.

Wojna zaznaczyła się najpierw nalotami niemieckimi, paliły się i Siemiatycze. Po sforsowaniu pozycji pod Wizną XIX Korpus Pancerny gen. Hansa Guderiana ruszył w kierunku Brześcia, bo okrążyć od wschodu wojska polskie broniące linii Wisły. Nie wiedziano jeszcze, że były to działania zgodne z tajnym dodatkiem do układu niemiecko-sowieckiego Ribbentrop-Mołotow, zawartym 23 sierpnia 1939 roku w Moskwie. Spotkanie z czołgistami niemieckimi w Czartajewie nie zapowiadało dramatów. W rozmowach pomagała bona Niemka, ale i Adam również dobrze już władał językiem najeźdźców. Oficerowie niemieccy radzi z sukcesów częstowali chłopców czekoladą, a jeden z nich, pokazując na portret Piłsudskiego, oświadczył, że gdyby ten żył, to by do wojny nie doszło. „Co on przez to rozumiał?”. Żołnierze niemieccy skonfiskowali radio i zarznęli część owiec. Koło wsi Grzyby zginął motocyklista i został pochowany przy kapliczce przydrożnej.

Za „pierwszego Sowieta”

28 września do Czartajewa dotarła czołówka wojsk sowieckich. Kontrast był ogromny, konie ciągnęły zepsuty autobus, Stanisław zaczął się ukrywać, nocował po wsiach szlacheckich, gdzie miał wielu znajomych, babcia zakopała co cenniejsze i „trefne” rzeczy, w tym mundur ojca Adama z 1920 roku.

Piekło w Czartajewie rozpoczęło się po utworzeniu przez okupantów komitetu fornalskiego z dotychczasowym stelmachem na czele. Najpierw rozgrabiono inwentarz żywy, konie i krowy. Kłopot był z biegającymi owcami, więc rzucano młotkiem po nogach, każdy chciał upolować jak najwięcej. Meble dzierżawcy wywieziono z dworu do Siemiatycz, z pewnością dla dostojników sowieckich, podzielono też zawartość piwnicy serowarni. A potem przyszła kolej na rabunek sprzętów, pościeli, ubrań. Przy czym fornale, pracujący dotychczas w majątku, nie dopuszczali do łupów „wioskunów”, chłopów ze wsi. „Znajomi mi dobrze ludzie wynosili z dworu co się dało i się komu podobało. Czasem rzucali po drodze i wracali po coś innego. Baby z tłumokami pościeli przepychały się w drzwiach (…). Takie kursowanie trwało długo”. Tak swoiście rozumianej sprawiedliwości klasowej stało się zadość. Z kolei chłopi rzucili się na piłowanie drzew w pańskim lesie.

Stanisław nie wytrzymał i pojechał do Równego, zgolił tylko wąsy i zakładał okulary. Udało się mu powrócić, ale tylko samemu, bo żona z córkami były bacznie obserwowane przez współpracowników NKWD. Wyrzucono je z mieszkania, z trudem wiązały koniec z końcem. I w Czartajewie groźba aresztowania narastała, ojciec Adama wraz z dzierżawcą przeprawili się po kryjomu przez Bug i zamieszkali w majątku pań Moczulskich we Frankopolu. Syn rozpoczął naukę w miejscowej czteroklasówce, pozostawał pod opieką babci.

Próba połączenia rodziny

Zaplanowano to tak. W pierwszym etapie Irma z dwiema córkami dojechała do Czartajewa. W drugim wraz z czwórką dzieci poczyniła przygotowania, by dołączyć do męża/ojca we Frankopolu (babcia z niepełnosprawną, niemówiącą córką Stefcią miały zostać na miejscu, bo sądzono, że im nic nie grozi). Niestety, przewoźnik okazał się nikczemnikiem, wziął pieniądze i całą grupę wydał pod Drohiczynem pogranicznikom sowieckim. Ci jednak po dwóch dobach zwolnili ze strażnicy w Zajęcznikach piątkę „wrogów narodu”. Mama Irma nie dała za wygraną, najpierw poszła do zdradzieckiego przewodnika i odebrała swoje pieniądze („oddał bez słowa”). Gdy zaś lody na rzece puściły, 5 kwietnia z dwiema córkami przepłynęła łódką przez Bug. Po dłuższym odpoczynku, bo dopiero 1 maja wróciła do Czartajewa po synów. Okazało się jednak, że ich już nie ma, bo zostali wywiezieni na Sybir 13 kwietnia wraz z babcią i Stefcią, a w transporcie dołączyła jeszcze ciocia i druga babcie. Irma chciała poprosić władze sowieckie, by i ją zabrano na wschód. Aptekarz siemiatycki pan Wasilewski wytłumaczył zbolałej matce, że to nie ma sensu, jakiekolwiek układy z Sowietami grożą katastrofą.

Cóż było zatem robić, ta niezwykle dzielna kobieta raz jeszcze przeprawiła się za Bug (zabierając ze sobą niemowę z rodziny państwa Czarnockich z Bryk), by być razem z mężem i córkami. W tym czasie dwaj synowie (Adam lat 11 i Krzysztof lat 6), dwie babcie (Barbara Wołk lat 83 i Benigna Urbańska lat 74), ciocia (Konstancja Wołk lat 44) i wspomniana Stefania (lat 36) dojeżdżały już na Syberię.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3