Zwykły odruch niezwykłych ludzi

Urszula Bisz ubisz@wspolczesna.pl
Krzysiek i Artur nie potrafili do końca pojąć, dlaczego interesują się nimi wszystkie media: - Czy my naprawdę zrobiliśmy coś nietypowego? - pytali.
Krzysiek i Artur nie potrafili do końca pojąć, dlaczego interesują się nimi wszystkie media: - Czy my naprawdę zrobiliśmy coś nietypowego? - pytali.
Region. Niektórzy z nich ruszają w pościg za złodziejem, inni oddają właścicielom znalezione pieniądze - to zwyczajni-niezwyczajni, którzy zachowują się inaczej niż większość społeczeństwa.

Postawa obywatelska w obecnych czasach wydaje się wręcz archaicznym terminem. Gdy widzimy coś niepokojącego na ulicy lub słyszymy krzyki zza ściany, większość z nas udaje głuchych i ślepych.

Ludzie wychodzą z założenia, że lepiej nie reagować. Tłumaczą, że w ten sposób sami unikną niebezpieczeństwa. Boją się też, że potem będą "ciągani" przez policję na komisariat i do sądu. Po co, skoro można mieć święty spokój? Na szczęście nie wszyscy tak uważają. Są tacy, którzy potrafią rzucić wszystko i pomóc atakowanej staruszce lub oddać tysiące złotych znalezionych na chodniku. Wśród nich są na pewno Artur i Krzysiek.

- Mam nadzieję, że kiedyś będę stary i jeżeli będę potrzebował pomocy, ktoś mi jej udzieli - powiedział 22-letni Artur Mioduszewski, przedstawiciel handlowy. - Dlatego nie zastanawiałem się nawet, czy mam zareagować, gdy usłyszałem krzyk atakowanej kobiety.

To on razem z o trzy lata starszym Krzysztofem Michałowskim (funkcjonariuszem straży granicznej) zatrzymali kilkanaście dni temu sprawcę rozboju, który próbował okraść 51-letnią kobietę.

Usłyszeli krzyk i ruszyli w pościg

23 czerwca w południe na ul. Słonimskiej w Białymstoku zaatakował ją młody mężczyzna. Chwycił za gardło, szarpał, próbował zerwać z uszu kolczyki. Kobieta zaczęła wzywać pomocy. Na jej krzyk zareagowali Artur i Krzysiek. Ruszyli w pościg za uciekającym przestępcą i szybko go zatrzymali. Gdy już go obezwładnili, na miejscu pojawił się policjant z II Komisariatu Policji w Białymstoku, który był już po służbie.

Poznali się leżąc na przestępcy

- To były chwile, wszystko rozegrało się bardzo szybko - opowiadał po wszystkim Artur. - Nie zastanawiałem się, czy to ktoś inny powinien pomóc. Zobaczyłem, co się dzieje i zacząłem biec. Kątem oka zauważyłem, że w tym samym kierunku biegnie Krzysiek... Chociaż wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak się nazywa. Poznaliśmy się właściwie padając na ziemię, kiedy dopadliśmy złodzieja - dodaje ze śmiechem.

- To były sekundy - dodaje Krzysiek. - Tamten mężczyzna zdążył jeszcze zerwać naszyjnik z szyi kobiety.

- Tylko później się okazało, że nie był on ze złota. Była to mało warta imitacja - śmieje się Artur. - A faceta udało się złapać, bo Krzysiek kopnął go w piętę i ten stracił równowagę.

Obaj pytani o to, dlaczego to zrobili, stwierdzali, że był to impuls. Zachowali się tak, jak ich zdaniem, powinien zachować się każdy, który widzi, że komuś innemu dzieje się krzywda. Mówili, że trzeba próbować, nawet jeśli pościg może okazać się nieskuteczny. Gdy w ubiegłym tygodniu, w błyskach fleszy odbierali z rąk prezydenta i komendantów wojewódzkiego i miejskiego dyplomy i upominki, byli zszokowani zamieszaniem, jakie wokół nich powstało, no bo przecież zrobili to, co na ich miejscu powinien zrobić każdy. Dlatego wymknęli się z szumnych uroczystości, a o nietypowym początku swojej znajomości postanowili pogadać mniej oficjalnie przy kuflu piwa.

Pieniądze leżały na ulicy

Jeszcze bardziej zaskakujące wydaje się zachowanie innej zwyczajnej-niezwyczajnej osoby, która postanowiła być anonimowa, mimo że zrobiła coś naprawdę godnego podziwu.

U zbiegu ul. Białówny i Sienkiewicza w Białymstoku 25 marca leżało 10 tys. zł. Znalazła je przypadkowa osoba i, mimo łakomego kąska, odpowiedziała na apel policji zamieszczony we wszystkich lokalnych mediach. Przekazała mundurowym pieniądze, by ci mogli je oddać właścicielom - parze staruszków, którzy praktycznie byli już pogodzeni z utratą gotówki.

Wartościowa zguba leżała tuż przy krawężniku. Ustawiony na sztorc plik banknotów mijało wielu przechodniów. Podniosła je jedna osoba, która, gdy chciano jej oficjalnie podziękować, postanowiła nie ujawniać swoich danych. Nie chciała nawet, by znana była jej płeć (choć policjantom wyrwało się przypadkiem, że była to kobieta). Funkcjonariusze ujawnili tylko oficjalnie, że znalazca nie należy do osób zamożnych.

Nie mogła inaczej pomóc, więc chociaż podała czapkę

Nieco mniej spektakularny, ale budzący uśmiech na twarzy, przykład pomocy obywatelskiej wspomina Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.

- Pamiętam taką sytuację, gdy jechałem radiowozem i zobaczyłem, jak w okolicach kościoła mężczyzna bije kobietę - opowiada Dobrzyński. - Wysiadłem, próbowałem go uspokoić, a on rzucił się i na mnie, więc go obezwładniłem, rzuciłem na ziemię. W tym czasie spadła mi z głowy czapka. Nie mogłem jej podnieść, bo go trzymałem, a nikt nie podszedł, żeby mi pomóc, mimo że akurat dużo ludzi wyszło z kościoła.

Wszyscy jednak tylko się przyglądali. Tylko jedna staruszka podeszła bliżej, podniosła czapkę, która potoczyła się po chodniku i założyła mi ją na głowę. Oczywiście nie omieszkałem jej podziękować - śmieje się rzecznik.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.