MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Do Photona dołączył Classio. Razem mają podbić szkoły nie tylko w Polsce

Agata Sawczenko
Agata Sawczenko
Do Photona dołączył Classio
Do Photona dołączył Classio Wojciech Wojtkielewicz
Staramy się nie wywrócić do góry nogami procesu nauczania w szkole, tylko unowocześnić go – mówi Marcin Joka, członek zarządu firmy Photon Entertainment sp. z o.o.

Ile to lat temu księżna Kate przytuliła Photona?
Hmmm, policzmy… Pięć.

Wtedy poprosiliście ją o zaprogramowanie Photona w Warszawie. Photon, przebrany za księcia, na makiecie przedstawiającej Londyn miał dojechać do figurki księżnej. W marcu w tym roku znów byliście na największych na świecie targach edukacyjnych Bett Show 2023, tym razem w prawdziwym Londynie. I znów sukces! Ale księżnej Kate tym razem nie było?

No nie było… Ale nasza wizyta w Londynie faktycznie była dużym sukcesem – przede wszystkim dlatego, że pokazaliśmy nowy produkt.

Nowy?!
Faktycznie sporo nam zajęło jego opracowanie, bo skupialiśmy się na rozwijaniu Photona. Od 2021 roku, kiedy przestawiliśmy się całkowicie na sektor edukacji, wciąż rozwijamy samego Photona pod kątem wykorzystania go w szkole oraz tworzymy interaktywne zestawy do nauki zupełnie nowych przedmiotów, takich jak na przykład sztuczna inteligencja. Nowy produkt idzie dalej tym trendem, ale jest to już zupełnie nowa technologia.

Możesz o nim opowiedzieć coś więcej?

Stworzyliśmy system, który nazwaliśmy Inteligentna Klasa. Staramy się nie wywrócić do góry nogami procesu nauczania w szkole, tylko unowocześnić go. W większości szkół mamy interaktywne tablice, nauczyciele doskonale już wiedzą, jak z nich korzystać. Więc my teraz to rozbudowujemy. Stworzyliśmy multimedialną platformę, produkt, który składa się z trzech elementów. Pierwszym jest aplikacja dla nauczycieli, gdzie mają bibliotekę gotowych zajęć, wirtualny podręcznik i kreator do tworzenia własnych zajęć. Drugim komponentem są takie specjalne urządzenia dla uczniów, przypominające pady do konsoli, ale ma zupełnie inne przeznaczenie. Dzięki tym urządzeniom jesteśmy w stanie mierzyć indywidualny progres nauki uczniów, bo urządzenie jest przypisane do danego ucznia. Nie ma tu wyświetlacza, nie ma na nim możliwości instalacji aplikacji, więc nie rozprasza jak smartfon, nie rozwala lekcji, a daje nauczycielowi narzędzie do sprawdzania wiedzy za pomocą quizów, gdzie uczniowie udzielają odpowiedzi bez pomocy komputerów czy smartfonów. Dzięki temu nauczyciel ma nad tym pełną kontrolę: gdy quiz się kończy, nauczyciel po prostu automatycznie deaktywuje urządzenia. Dalej zapewnia ono jeszcze jedną funkcję – może być używane do komunikowania przez dziecko, że czegoś nie rozumie.

Nie wystarczy powiedzieć?
Tu może zgłosić to anonimowo, bez podnoszenia ręki i wystawiania się na ocenę innych dzieci.

A trzeci komponent?
Trzecim komponentem jest robot – nowy robot nowej generacji, który uzupełnia przestrzeń zbudowaną przez dwa pozostałe. Dzieciaki łączymy w grupy, stawiamy robota na ławce, a w czasie, gdy nauczyciel prowadzi prezentację, on w niej uczestniczy. Innymi słowy – prezentacja może być wyreżyserowana. Nauczyciel w odpowiednim miejscu lekcji mówi: ok, dalej wszystko wytłumaczy nam robot. Aktywuje robota, ten opowiada, wyświetla dodatkowe podpowiedzi, filmiki… I możemy wrócić do tradycyjnej lekcji. Ale robota możemy wykorzystać też do interakcji: możemy coś pokazać, opowiedzieć, czasem go dotknąć – choć tę możliwość wykorzystujemy rzadko. Co ważne, to, co jest na tablicy interaktywnej i co jest na robocie – jest w pełni zintegrowane. Na przykład prowadzimy lekcję angielskiego i nauczyciel mówi: uzupełnij zdanie wybranym słowem. Jakieś dziecko mówi do robota słowo, które uważa za pasujące. Jeśli odpowiedź jest poprawna, to uzupełnia się na tablicy. Jeśli nie – to oczywiście nie. Ale wtedy też dzieci mogą dostać jakąś podpowiedź.

Ten robot wygląda zupełnie inaczej niż Photon.
Tak. Wygląda totalnie inaczej. Zastosowana jest też tu zupełnie inna technologia. Photon był przecież zaprojektowany siedem-osiem lat temu, w międzyczasie technologia zmieniła się mocno. Nowy robot ma wyświetlacz, kamerę, matrycę mikrofonów, wiele stref dotykowych, akcelerometr, więc reaguje, gdy się do niego coś powie, pokaże, popchnie, podniesie. I co najważniejsze z naszej perspektywy – dodaliśmy w nim również unikatową dla urządzeń warstwę emocjonalną. W przypadku nowego robota – włączasz go i zaczyna żyć, reaguje na to, co się dzieje w okolicy. Jeśli złapiesz z nim kontakt wzrokowy, to będzie patrzył ci w oczy i będzie za tobą podążał. Jeżeli zaczniesz wchodzić z nim w jakąkolwiek interakcję – on to pogłębia i zmienia swoje stany emocjonalne. I to jest bardzo ważne, by budować taką relację z maszyną. Aczkolwiek oczywiście tam jest pewna granica, żeby nie doprowadzić do tego, że ktoś będzie robota uważał za przyjaciela. Ale robot już stwarza wrażenie prawdziwej istoty.

Nauczyciela?
Nie. To jest asystent nauczyciela, a nie jego zastępca.

Opowiedz jeszcze o tej jego prawdziwości.
Ma swój charakter. Można go zainteresować, rozbawić, wkurzyć. Można go też zanudzić i finalnie uśpić.

Jak się nazywa?
System nazywa się Classwise, robot Classio.

Jest już w szkołach?
Nie, jeszcze nie. W Londynie zrobiliśmy taką jego prapremierę. Wykorzystaliśmy fakt, że to są największe targi edukacyjne na świecie. Co prawda od COVID-u to była pierwsza edycja, na którą faktycznie zjechał się cały świat, bo na poprzedniej była tylko Europa. W tym roku przyjechały już firmy ze Stanów Zjednoczonych, z Azji, z Australii. Mieliśmy tam okazję, by te wszystkie firmy, z którymi potencjalnie będziemy mogli współpracować, zaprosić do naszego stoiska, zrobić im prezentację naszego produktu. Dodatkowo – jako że mamy komponent wirtualnego podręcznika, a jesteśmy firmą zakorzenioną w polskim systemie edukacyjnym, to potrzebujemy partnerów do tworzenia materiałów wielojęzycznych, dostosowanych do różnych systemów edukacyjnych, więc też poświęciliśmy masę czasu na spotkania właśnie z wydawnictwami. Był u nas między innymi przedstawiciel Disneya i rozmawialiśmy o potencjalnej współpracy produktowej pod kątem przedszkoli. Rozmawialiśmy też ze Spofity na temat ścieżki muzycznej – bo naszym produktem możemy też uczyć muzyki. Więc tak – potencjał mamy duży i nasz produkt na targach w Londynie zrobił duże wrażenie.

Nikt nie wymyślił niczego podobnego?
Nie wiem, czy to wynika z COVID-u czy z samego rynku edukacyjnego, ale widzimy pewną stagnację. Nasz pierwszy produkt powstał siedem lat temu. Na rynku konsumenckim byłby to już bardzo stary produkt. Telefony zmieniają się co roku, co chwilę wchodzą na rynek kolejne nowinki technologiczne. Z kolei na rynku edukacyjnym my nadal jesteśmy nowością. I to jest dla na bardzo ciekawa obserwacja. Jak wchodziliśmy na rynek, byliśmy zarówno w rynku konsumenckim, jak i w szkołach. I w szkołach teraz tak naprawdę dopiero zaczynamy dochodzić do tego momentu, że produkt zaczyna być rozpoznawalny powszechnie – w Polsce już osiągamy około 30 proc. pokrycia szkół podstawowych, ale za granicą cały czas jesteśmy nowością. A na rynku konsumenckim oczywiście już dawno jesteśmy starym produktem.

Jednak nie czekaliście – chcieliście się rozwijać mimo że w szkołach Photon nadal jest nowością.
Tak, to chyba wynika z naszej mentalności. Cały czas staramy się robić coś nowego. Już po pierwszych dwóch latach działalności, czuliśmy że sama nauka kodowania to za mało. Dziś mamy już zestaw Photona do sztucznej inteligencji, do terapii dzieci z autyzmem, do nauki o emocjach dla całej klasy, do nauki o ekologii, do robotyki i kodowania, gdzie dzieci mają takie minikontrolery, które łączą z naszym robotem. Wychodzimy więc mocno poza ten podstawowy obszar, od którego wszystko się zaczęło. A w nowym produkcie z kolei idziemy całkowicie w naukę… wszystkiego. My dajemy narzędzie, ale już nie zamykamy nauczyciela w jakichś konkretnych ramach. Ten zestaw narzędzi można porównać do klocków Lego: bierzesz klocki Lego i możesz sobie zbudować, co chcesz. Tak samo jest u nas. My dajemy zestaw narzędzi, zestaw różnych interakcji, funkcji, kilka przykładów, jak z tego skorzystać. Ale de facto nauczyciel może wymyślić, co chce i poprowadzić lekcję o przedsiębiorczości, o wojnie…

Wróćmy jeszcze na chwilę do Photona. Pamiętam, że kilka lat temu i szkoły, i samorządy bardzo chętnie kupowały Photona, natomiast nauczyciele trochę bali się go używać. Czy już poradziliście sobie z tym problemem?
To zależy od rynku. W Polsce jest to już dawno za nami. Bo zanim zaczęliśmy wprowadzać Photona masowo do szkół, bardzo dużo pracowaliśmy z nauczycielami, robiliśmy dużo warsztatów. To pomagało nam ich poznać, oswajać z Photonem jednych, a oni oswajali z nim swoich kolegów-nauczycieli – bo marketing szeptany bardzo dobrze tu działa. Nam te spotkania dawały też wiedzę, jak poprawić produkt, co w nim zmienić, co dodać. Tak naprawdę zresztą do dziś cały czas go zmieniamy, poprawiamy, dodajemy nowe aplikacje, nowe materiały wprowadzające dla nauczycieli. Bo jednak system edukacyjny od dwudziestu-trzydziestu lat niewiele się zmienił. Wprowadzamy nowe technologie, ale niekoniecznie zmieniamy tryb nauczania. A my z kolei chcemy wpływać na te metody nauczania. Dlatego cały czas sugerujemy nauczycielom, jak zmienić ten zatwardziały warsztat pracy i wprowadzić coś nowego.

A za granicą Photon jest popularny?
I znów odpowiem tak samo: to zależy. Wydaje mi się, że to wynika z kilku różnych czynników. Pierwsza rzecz to to, jaki jest poziom adaptacji technologii w szkołach. Przykładowo, we Włoszech jest nieźle, w Czechach jest nieźle. W Niemczech natomiast jest tragicznie, co jest dla nas bardzo zaskakujące. Drugim tematem jest pozycja nauczyciela w społeczeństwie i w całym systemie. We Włoszech jest podobnie jak w Polsce: nauczyciel jest niedoceniony i zdemotywowany przez system. W Niemczech natomiast jest urzędnikiem państwowym – on niewiele musi. W Polsce i we Włoszech cały czas mamy nauczycieli, którym bardzo się chce, którzy mają misję i czują, że szkoła to jest ich miejsce na Ziemi. Oni szukają rozwiązań, szukają nowych sposobów pracy, są zmotywowani wewnętrznie, dla dzieci. A dla kontrastu w Niemczech jest totalnie inaczej. Tam my tłumaczymy nauczycielom, dlaczego w ogóle warto wprowadzać coś nowego do systemu edukacyjnego.

Ale zależy wam na tych Niemcach – mimo że to taki trudny rynek.
Tak, zależy. Różne są rynki i na różnych nam zależy. Weźmy na przykład Stany – tam z poziomu Polski bardzo trudno jest osiągnąć sukces. Ale Stany uczą nas konkurencyjności. Jeżeli nasz produkt w Stanach będzie konkurencyjny, to będzie radził sobie z konkurencją na całym świecie. Dlatego my bardzo mocno inwestujemy w rozwój produktu na podstawie feedbacku ze Stanów, bo to nam pozwala być cały czas z przodu w Europie.

A jeśli chodzi o kraje europejskie?
Tu wybieramy sobie kraje, które są nieco prostsze, które mają aktualnie dobrą koniunkturę na rynku, czyli na przykład Włochy, Bułgarię, Rumunię, gdzie wchodzą fajne projekty wspierające edukację. Ale są też takie kraje jak Skandynawia – gdzie rynek jest nasycony, bo edukacja jest dobrze finansowana, ale mimo wszystko sukcesywnie cały czas budujemy pozycję, bo za chwilę przecież mamy nowy produkt, całkiem nowy produkt, bo to przecież nie jest ewolucja Photona. I dlatego wierzę, że nigdzie nie możemy odpuścić, że w końcu wszędzie przyjdzie nasz moment i pokażemy coś, co spowoduje, że nauczyciele chociażby w Niemczech docenią nas.

Macie programistów, specjalistów od kodowania, ale musicie też znać szkolny program nauczania.
To fajna rzecz i przekleństwo jednocześnie: my musimy być na bieżąco w bardzo wielu obszarach. Nadal jesteśmy stosunkowo małą firmą, bo liczymy około 40 osób, ale musimy zajmować się produkcją, programowaniem, elektroniką, systemami edukacyjnymi, tworzeniem contentu, marketingiem, sprzedażą międzynarodową. Lokalizacja produktów jest niesamowicie trudna, bo to nie jest tak, że wystarczy tylko przetłumaczyć materiały, ale trzeba jeszcze zrozumieć różnice w systemie edukacyjnym, dostosować. Bo przecież jeśli polskie scenariusze zawierają jakieś polskie lokalizmy, to nie będą one zrozumiane w innych krajach. Musimy je wyłapać. I musimy wiedzieć, że na przykład w Singapurze czy w Stanach Zjednoczonych nie ma fiołków – są za to zupełnie inne kwiaty. Albo jeśli na przykład mamy scenariusz do geografii i uczymy o sąsiadach Polski, to do każdego kraju musimy ten scenariusz adaptować. Albo weźmy piosenki w zestawach do przedszkoli – nie ma odpowiedników zagranicznych. To jest ogromne wyzwanie. Ale musimy sobie z tym radzić.

I radzicie sobie.
Tak – zarządzanie tym wszystkim jest bardzo trudne, zwłaszcza kiedy mamy dużo projektów w różnych kierunkach jednocześnie do dostarczenia. Ale musimy sobie z tym radzić, oczywiście zachowując równowagę życia prywatnego i służbowego.

Da się?
Wydaje mi się, że udało nam się to wypracować przez ostatnie dwa lata. COVID mocno na to wpłynął na to, że przewartościowaliśmy pewne rzeczy. Pomijając, że udało nam się znacznie poprawić organizację firmy: lepsze planowanie, zarządzanie projektami. Mocno się scyfryzowaliśmy – jako jeden z przykładów, od paru miesięcy nie podpisaliśmy żadnej umowy fizycznie, wszystko podpisujemy cyfrowo i to znacznie ułatwia takie codzienne funkcjonowanie. Ale czas pandemii mocno też zmienił nas w warstwie społecznej. Ludzie przetrwali ten okres, choć było ciężko, nie można było realizować swoich pasji, był problem z wyjazdami zagranicznymi, które też przecież pozwalają ludziom tę presję i stres z pracy zdjąć z siebie. Teraz więc dbamy o to, by regularnie wyjść gdzieś wspólnie, zorganizować sobie jakieś fajne rzeczy wewnątrz firmy czy motywować ludzi, by raz na jakiś czas złapali oddech od pracy. Mocno stawiamy na możliwość zdobywania nowych doświadczeń w pracy. Jeden z naszych pracowników zainicjował takie spotkania, gdzie poznajemy nowinki techniczne. Dwie wyznaczone osoby przygotowują informację, na przykład o chatGPT, a później prowadzą prezentację na ten temat dla nas wszystkich. Mieliśmy spotkania o tym, jakie narzędzia sztucznej inteligencji weszły na rynek, na co one pozwalają, jak można je wykorzystać. Później często wykorzystujemy te informacje w pracy, ale też przekazujemy dalej, na przykład w formie prezentacji dla jakichś dzieciaków. Dzięki takim spotkaniom zespół może się rozwijać. No a samodzielnie prawdopodobnie nikt z nas takich informacji by nie zdobył.

Lubicie się wszyscy?
Pewnie! I dbamy o relacje w firmie. Organizujemy wspólne spotkania, ogniska… Ostatnio nawet odkryliśmy, że mamy w zespole osoby, które grają na gitarze i znają szanty. Spędziliśmy w ten sposób cały wieczór.

No właśnie – tak tu miło u was, że zapomniałam, po co przyszłam. Wróćmy do nowego robota. Gdy rozmawiamy, jest koniec czerwca – zdążycie wprowadzić Classwise na rynek przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego?
Nie. Ale nie takie mamy plany. Do końca wakacji przygotowujemy produkcję. Bo w Londynie pokazaliśmy go w formie prototypu – oczywiście był w pełni funkcjonalny. Targi były w marcu, a my daliśmy sobie mniej więcej pół roku na przygotowanie gotowego już produktu. Mniej więcej na wrzesień powinniśmy więc przygotować start produkcji. A do dostarczenia produktu na rynek miną kolejne trzy-cztery miesiące. Ale od września, gdy szkoły wracają do pracy, zaczynamy kampanię marketingową, planujemy zorganizować własny cykl konferencji w Polsce, gdzie zaprosimy nauczycieli, by mogli poznać nasz produkt i sprawdzić, jak on działa. Start sprzedaży planujemy na koniec roku.

Długo musicie czekać na zarabianie pieniędzy…
No niestety tak tu jest. Samego Photona robiliśmy półtora roku – a robiliśmy przecież tylko tę jedną rzecz. Nowy produkt robimy ponad dwa lata. Zaczynając, nie spodziewaliśmy się, że to będzie tak zaawansowany technologicznie produkt. Ale widzimy, że to się podoba i ma potencjał. Każda prezentacja demo wzbudza zainteresowanie, a nawet zachwyt.

Dłużej pracujecie nad nowym produktem, bo już wiecie, na co zwracać uwagę, jakich błędów nie popełniać, co dopracować od razu?
Na pewno tak. Tę drogę już przeszliśmy. Ale tu są zupełnie nowe wyzwania. To nowy produkt, sporo w nim nowej technologii, której nie mieliśmy w poprzednim produkcie. Na pewno więc on jest bardziej skomplikowany – a to wydłuża proces. Wyzwaniem jest też to, że w tym samym czasie nie tylko tworzymy nowy produkt, ale rozwijamy też istniejący, zarządzamy relacjami inwestorskimi.

Myślicie o czymś dla starszych dzieci? Dla młodzieży?
Tak. Rozdzielamy sobie to w ten sposób. Photon pokrywa dosyć szeroką grupę: zaczynamy od przedszkoli, najmocniejsi jesteśmy w klasach I-III, ale mamy też rozwiązania dla klas IV-VIII, a teraz przygotowujemy zestaw do kodowania dla szkół ponadpodstawowych. I tu zamykamy rozwój Photona. Będziemy go rozwijać już tylko pod kątem merytorycznym i tworzyć aktualizacje. A nowy produkt – zakładamy – że będzie skierowany do uczniów czwartej klasy i wyżej.

Nastawiacie się już tylko na szkoły?
Taką decyzję podjęliśmy w 2021. Wiedzieliśmy, że musimy się na czymś skoncentrować. Bo wcześniej trochę staliśmy w rozkroku: który rynek wybrać? Oczywiście rynek masowy jest ciekawszy, bo praktycznie bez ograniczeń. Ale kategoria robotów edukacyjnych i w ogóle pomocy edukacyjnych interaktywnych nie jest jakoś mocno świadomą kategorią wśród odbiorców. Dlatego konkurowaliśmy z hulajnogami, z dronami, nawet z konsolami. Robot też nie należy do najtańszych produktów, więc kupienie go nie jest zwykle impulsywną decyzją: ok, kupię go i zobaczymy, czy dziecko się pobawi. To raczej jest prezent na gwiazdkę albo urodziny. Aby go sprzedawać, musieliśmy więc bardzo dużo inwestować w marketing, działania uświadamiające przez calutki rok, żeby tak naprawdę w końcówce roku na nim zarabiać. Szkoła w naszym przypadku jest dużo bardziej wymagająca, ale stabilna. Skupienie się na szkole ułatwiło nam też myślenie o produkcie, zarządzanie firmą. Bo nie musimy strzelać w dwa kierunki, totalnie od siebie różne. To daje efekty. Bo od podjęcia tej decyzji firma urosła pięciokrotnie – ponad dwukrotnie rok w rok. Jest takie powiedzenie: jeśli robisz po jednym kroku powoli, ale sukcesywnie w jednym kierunku, to gdzieś zajdziesz. A jeśli robisz dużo kroków, ale w różnych kierunkach, to stoisz w miejscu. My chcemy iść do przodu.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ślubowanie olimpijczyków - wywiad Przemysław Zamojski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Do Photona dołączył Classio. Razem mają podbić szkoły nie tylko w Polsce - Kurier Poranny

Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna