Gdy szef omija łukiem prawo pracy...

Hubert Bar
- Przestrzegamy przepisów BHP i nosimy rękawice ochronne w pracy - mówi Artur Okoński pracujący przy układaniu nawierzchni obiektów sportowych. Nie narzeka na swojego szefa.
- Przestrzegamy przepisów BHP i nosimy rękawice ochronne w pracy - mówi Artur Okoński pracujący przy układaniu nawierzchni obiektów sportowych. Nie narzeka na swojego szefa.
Region. Brak ubezpieczenia, ustne omówienie zasad pracy zamiast spisanej umowy, zlecanie pracy ponad ustawowe normy to najczęstsze grzechy lokalnych pracodawców.

O dziwo, pracownicy sami je często tolerują! Trudno się dziwić, wciąż o pracę trudno, a nadzieja na dobrą posadę jest większa niż świadomość, jak wiele można stracić, godząc się na łamanie prawa.

Gdy do pracy trzeba dojechać

- Umówiłam się z pracodawcą, że będę dojeżdżała taksówką do firmy, w której prowadziłam kurs - mówi Eliza Kubrak, lektorka języka angielskiego w jednej z łomżyńskich szkół.

- Po miesiącu miał mi oddać pieniądze za dojazdy. Zwlekał, obiecywał, że "w następnym miesiącu". Nasza umowa była ustna i nie miałam żadnych świadków. W końcu rzuciłam tę pracę, ale pieniędzy nie odzyskałam - skarży się.

W podobnej sytuacji znalazł się Marcin Michalski, również prowadzący kursy językowe w zakładach pracy.

- Przełożony dał mi służbowy samochód, żebym dojeżdżał pod Ostrów Mazowiecką - opowiada.

- Miałem dostać dodatkowe pieniądze, bo przecież traciłem na dojazd ponad godzinę. Wypłata jednak nie była powiększona o umówioną kwotę. W końcu zrezygnowałem z tej pracy - dodaje zawiedziony.

Lektorzy i trenerzy prowadzący kursy zatrudniani są najczęściej na podstawie umów cywilno-prawnych. Gdy ktoś ma umowę-zlecenie lub umowę o dzieło, wtedy trzeba dodatkowej umowy dotyczącej rozliczenia za dojazdy. Jeśli jest ona na piśmie, wtedy można uniknąć podobnych problemów.

Zmiany w ostatniej chwili

- Mam niemiłe doświadczenie z pracą w supermarkecie - mówi Joanna Serwatko z Piątnicy. - Zdarzało się, że nasza przełożona, która już tam nie pracuje, w ostatniej chwili mówiła nam o szkoleniu po godzinach i kazała zostać dłużej. Gdy z koleżankami protestowałyśmy, odparła, że przecież "od dawna o tym wiadomo", a żadnego ogłoszenia nie było.

Na taki sam brak jasnego harmonogramu narzekają Magdalena Serafińska i Katarzyna Sieradzka, które też pracowały w dużym markecie.

- Najbardziej denerwowało nas, gdy zmieniano rozpiskę dyżurów pod nieobecność pracownika - mówią.

- Przyszłam kiedyś rano do pracy po urlopie i okazało się, że mam na drugą zmianę. Cały dzień miałam przez to zmarnowany - żali się Serafińska.
Sieradzka znalazła się w odwrotnej sytuacji.

- Dobrze, że zadzwoniły do mnie wieczorem koleżanki z pracy i powiedziały mi, żebym przyszła do pracy rano. Kierowniczka zmieniła rozpiskę i nie raczyła mnie o tym poinformować. Taki chaos powoduje straszną nerwówkę - dodaje.

Kasa czy wolne

Pracodawca ma obowiązek dbania o to, by czas pracy w wymiarze etatu nie przekraczał średnio 40 godzin tygodniowo. Łomżyńscy inspektorzy pracy zauważają, że ostatnio najbardziej popularne stało się "oddawanie" przepracowanych nadgodzin w formie dni wolnych.

- Bardziej mi to odpowiada niż dostawanie dodatkowych pieniędzy - twierdzi Bartosz Piasecki, pracownik piekarni. - Kiedyś szef nam płacił podwyższoną stawkę za nadgodziny. Co z tego, że zarabiałem nieco więcej pieniędzy, jeśli nie miałem ich kiedy wydać? - śmieje się. - Teraz odbijam sobie te nadgodziny podczas "długich weekendów".

Kontrole czasu pracy dotyczą godzin przyjścia i wyjścia pracownika. Często łomżyńscy pracodawcy pokazują inspektorom samą listę obecności. Podpis przy dacie świadczy jednak tylko o tym, że ktoś był w pracy, a nie jak długo pracował.

Dwa światy

Zdaniem pracodawców, nieprzestrzeganie przepisów wynika głównie z wysokich kosztów zatrudnienia. Z wypracowanego zysku i tak trzeba połowę oddać na ubezpieczenia i podatki. Oszczędza się, gdzie można, na odzieży ochronnej czy odpowiednich szkoleniach.

- Każdy chce od razu etat i zwrot kosztów dojazdów - mówi jeden z właścicieli łomżyńskich firm.

- Ludzie nie angażują się w pracę dla firmy, nie zostaną ani sekundy dłużej niż trzeba. Tylko zacznie pracować, chce np. refundacji kosztów okularów. Popracuje trzy miesiące i znika. A ja drugiemu mam te okulary kupować? To dwa oddzielne światy pracodawców i pracowników. Jednemu trudno drugiego zrozumieć.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie