Jej podróż życia do Kraju Środka

Kazimierz Radzajewski [email protected]
- Ten Chiński Mur jest faktycznie ogromy i strasznie długi. Zobaczyłam kawałek - opowiada Zofia Kopczewska.
- Ten Chiński Mur jest faktycznie ogromy i strasznie długi. Zobaczyłam kawałek - opowiada Zofia Kopczewska. Zofia Kopczewska
Region. Zofia Kopczewska ochrzciła 3 lipca w chińskiej stoczni Tianjin Xingang statek m/s "Podlasie".

Nasz statek już w minioną niedzielę popłynął w swój dziewiczy rejs do Włoch, z rudą żelaza. Pani Zofia jest dumna i szczęśliwa, bo akt chrztu i egzotyczna podróż zwieńczyła jej aktywne życie.

Nasza matka chrzestna - nasza, bo Zofia Kopczewska jest jedną z laureatek plebiscytu "Współczesnej" - wróciła w minioną sobotę do domu w Wojtówcach k. Knyszyna. Jej kandydaturę wybrał armator, Polska Żegluga Morska w Szczecinie.

Pani Zosia była zmęczona 34-godzinną podróżą z drugiej półkuli, ale nadmiar wrażeń i tak nie pozwalał na odpoczynek. Musiała ochłonąć.

Największy honor

- Moja współpasażerka w pociągu ze Szczecina nie wierzyła, że wracam z Chin, a potem stwierdziła: - "Demokracja to jest to. Takie coś może się już przydarzyć zwyczajnemu człowiekowi - opowiadała wzruszona Kopczewska.
Pani Zofia była w Chinach pięć dni. To była jej podróż życia i największy honor, jaki mógł ją spotkać.

- Zaopiekowano się mną jak królową. Statek zrobił na mnie wrażenie swoim ogromem. Trzeba było wdrapać się po chybocącym trapie w... szpilkach na wysokość równoważną dziesiątemu piętru. Wszyscy byli przejęci, bo butelka z szampanem musi pęknąć. Inaczej będzie zły omen dla statku. Chrzest odbył się na pokładzie, zaś butelkę szampana rozbiłam szczęśliwie o nadbudówkę. I raptem na pokładzie zrobiło się kolorowo, to Chińczycy wystrzelili konfetti - wspominała przejęta Kopczewska.

Pani Zosia wypowiedziała wcześniej rotę: "Płyń po morzach i oceanach świata, sław imię polskiego marynarza i chińskiego stoczniowca. Nadaję ci imię Podlasie".

Statek poświęcił polski misjonarz od o.o. Oblatów i uczynił to... malarskim pędzlem, bo w Chinach trudno o kropidło.

- Dopiero wtedy do mnie dotarło, w jakim podniosłym akcie dane mi było uczestniczyć. Byłam dumna z siebie, jak nigdy w życiu - wzruszyła się Kopczewska.

- A jaki ja jestem szczęśliwy! To się mojej Zosi należało, za całe aktywne życie - stwierdził tak samo wzruszony jej mąż Kazimierz.

Statek z rąk chińskich stoczniowców odbierał Leszek Trachimowicz, przedstawiciel armatora, Polskiej Żeglugi Morskiej. Kapitanem "Podlasia" jest Wiesław Cholewa, zaś pierwszym oficerem - jak się dowiedziała Kopczewska - nasz ziomek, Sławomir Osmólski z okolic Bielska Podlaskiego.

Będą kontakty z "Podlasiem"

Pani Zosia przekazała kapitanowi pamiątki od monieckiego starosty i herb Knyszyna - to dla zaznaczenia miejsca, skąd pochodzi matka chrzestna. Przedstawiciel stoczniowców dostał zaś statuetkę białowieskiego żubra i trzeba mu było tłumaczyć, co to za zwierzę. W rewanżu Kopczewska otrzymała od Chińczyków sznur pereł i od armatora złotą bransoletę z wygrawerowaną datą chrztu i nazwą statku.

Ma też toporek, którym przecinała linkę wiążącą butelkę szampana. Teraz, raz na pięć lat, ma prawo popłynąć w rejs "Podlasiem". Być może zaryzykuje kiedyś taką podróż. Za naszym pośrednictwem przekazuje sugestię od kapitana Cholewy, by lokalne władze utrzymywały stały kontakt z m/s "Podlasie".

- To wspaniała idea! Będziemy w stałym kontakcie z załogą statku - zadeklarował natychmiast Andrzej Matyszewski, burmistrz Knyszyna.

"Podlasie" to masowiec przeznaczony do transportu rud metali, zboża, stali. Statek zabiera do pięciu ładowni 38 tys. ton towaru, ma 190 m długości i 28,5 m szerokości.

- Policzyliśmy, że gdyby ładunkiem był cukier, to wystarczyłoby go do obdzielenia wszystkich Polaków, po kilogramie. Byłam na mostku kapitańskim, zaglądałam do ładowni i maszynowni. To jak wielka fabryka - mówiła pani Zosia.

Obsługę statku stanowi 22-osobowa załoga. "Podlasie" pływa pod banderą Wysp Bahama. To tzw. "raj podatkowy" i PŻM także korzysta z tej ekonomicznej możliwości zarabiania pieniędzy.

Pani Zosia na to zasłużyła

Tymczasem Kopczewska wspomina wycieczki na Wielki Mur, do Zakazanego Miasta, na Plac Niebiańskiego Spokoju. Oglądała Pekin przygotowujący się do letniej Olimpiady.

- Na oficjalnym bankiecie były tylko chińskie specjały. Jadłam odważnie, nic się na talerzu nie ruszało - żartowała kobieta z Podlasia.

Złoto, czerwień i kolor niebieski - te barwy i detale wieńczące pałace, pagody zapamięta Kopczewska do końca życia.

- Na placu Tiananmen, gdzie w 1989 r. komunistyczne władze Chin rozprawiły się krwawo z manifestacją studentów, widać policjantów. Są oni obecni w każdym miejscu Pekinu. Stolica Chin to wielki plac budowy. Cudowne są autostrady, pasy zieleni to kapitalnie zadbane ogrody. Ten naród pracuje - i to widać! Piękne są stadiony olimpijskie - wspomina przedolimpijski ruch w Kraju Środka.

Zofia Kopczewska jest emerytowaną nauczycielką chemii. Uczyła młodzież w jednym z łomżyńskich ogólniaków. Kilka lat temu wróciła na swoje rodzinne gospodarstwo do Wojtówiec. Z mężem i synem Bartoszem prowadzi rodzinny dom seniora. Mają u siebie dziesięcioro domowników, którym zabrakło miejsca w ich własnych domach.

- Pani Zosia to wspaniała kobieta! Zastępuje nam żony i matki. Jak najbardziej zasłużyła na honor bycia matką chrzestną statku - podtrzymuje swoją opinię Kazimierz Żmiejko, domownik pochodzący z Rudy k. Krypna.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie