Mieli lecieć do Hiszpanii. Zadał żonie 27 ciosów

Michał Modzelewski [email protected]
Grzegorz L. w dniu, w którym zamordował swoją żonę miał zabrać ją do Hiszpanii. Wcześniej okłamywał ją miesiącami, że dobrze zarabia w pracy.
Grzegorz L. w dniu, w którym zamordował swoją żonę miał zabrać ją do Hiszpanii. Wcześniej okłamywał ją miesiącami, że dobrze zarabia w pracy.
Udostępnij:
Dramatyczny reportaż.

Kiedy z ust sędziego padło pytanie o stan cywilny Grzegorza L., ten długo milczał. Po kilku minutach wydusił z siebie półgębkiem: "wdowiec", ale nie miał odwagi spojrzeć ani na sędziów i ławników, ani tym bardziej w stronę teściowej i teścia. 28-letni grajewianin za bestialskie zabójstwo żony został skazany przed Sąd Okręgowy w Łomży na 25 lat więzienia. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

Nie powiedział, że stracił pracę
Iwona wyszła za Grzegorza ponad dwa lata temu. Grajewianin pracował wówczas jako agent ubezpieczeniowy w jednej z firm. Ona zaś zarabiała na życie w miejscowej pizzerii, której klienci wspominają ją jako "zawsze uśmiechniętą i pogodną dziewczynę". Było to jej drugie małżeństwo, z poprzedniego została jej kilkuletnia córeczka. Z Grzegorzem zamieszkała w jednym z bloków przy ul. Wojska Polskiego w Grajewie, niemal naprzeciwko miejscowej komendy powiatowej. Sąsiedzi postrzegali ich jako szczęśliwe, niemal wzorowe, młode małżeństwo. Nic nie zapowiadało nadchodzącej tragedii, która rozegrała się wiosną 2011 roku. Grzegorz nigdy dotąd nie miał żadnego konfliktu z prawem.

Problemy Grzegorza zaczęły się, kiedy kilka miesięcy po ślubie (w październiku 2010 r.) stracił pracę. Żonie o tym fakcie nawet się nie zająknął i - jakby nic się nie zmieniło - codziennie rano wychodził z mieszkania i wracał dopiero po południu. Twierdził, że ma sporo klientów i dobre wyniki. W rzeczywistości jednak zaczynał coraz częściej pożyczać pieniądze aż wpadł w spiralę długów, z której nie potrafił już się wyplątać...

Marzenia o słonecznej Hiszpanii...
Jednym z największych marzeń Iwony był wspólny wyjazd do Barcelony, gdzie mieszkał brat Grzegorza. Można sobie tylko wyobrazić jej radość, gdy mąż obiecał wszystko załatwić. Kobieta ciągle nie wiedziała, że Grzegorz od wielu miesięcy jest bezrobotny, że wpędził ich w długi i ma na karku kredyty. Może gdyby mąż miał śmiałość jej o tym powiedzieć, nie doszłoby do tragedii.

Pewnego dnia Grzegorz oznajmił, że zakupił już bilety na samolot - na środę, 4 maja. I że na lotnisko w Warszawie pojadą samochodem pożyczonym z jego firmy ubezpieczeniowej.

W przeddzień wyjazdu w domu odbywały się wielkie przygotowania do wymarzonej podróży. Iwona była ponoć niezwykle podekscytowana tym, że w końcu zobaczy przepiękną Barcelonę. O opiekę nad swoją córką na czas wyjazdu poprosiła teściów. Wszystko wydawało się być zapięte na ostatni guzik.

W dniu wylotu wstali około godz. 3 nad ranem, zjedli wspólnie śniadanie i zaczęli znosić na dół torby i walizki. Jednak Grzegorz wziął z domu coś jeszcze poza pakunkami - myśliwski nóż, o ostrzu długim na blisko 20 cm...
...skończyły się w piwnicy

Kiedy już znieśli wszystkie bagaże, Grzegorz powiedział, że musi jeszcze na chwilę wrócić do mieszkania, bo źle się czuje. Tam zwymiotował, drugi raz tego ranka. Potem znowu zszedł na dół, gdzie żona czekała już na obiecany samochód, którym miał podjechać kolega z firmy Grzegorza. Zaczęła się nerwowo dopytywać, dlaczego auto się nie pojawia. Wówczas chwycił ją i zaciągnął w okolicę wiatrołapu klatki schodowej. Nie wypuszczając jej z rąk, zaczął zadawać cios za ciosem. Jak skwapliwie wyliczył prokurator rejonowy w Grajewie, Tadeusz Januszek, padło 27 ciosów. Przeważnie w korpus, uszkadzając po kolei najważniejsze narządy.

Do zbrodni doszło o tak wczesnej godzinie, że w okolicy nie było jeszcze żadnych przechodniów i nie udało się znaleźć żadnych świadków zajścia. Zresztą Grzegorz bardzo szybko rozpoczął zacieranie śladów. Ciało Iwony zaciągnął do piwnicy i przykrył je dywanem oraz kartonami. Potem zabrał się do zacierania śladów krwi. Zmywał je wodą z mydłem, wycierał ubraniami. Po wyjściu z piwnicy bez celu chodził po Grajewie.

Przyznał się księdzu, potem policji
Po kilku godzinach wrócił do domu, aby zmienić buty. Potem znowu zszedł do piwnicy, gdzie ukrył zakrwawione ubrania razem z narzędziem zbrodni.

Zimną krew zachował również, kiedy po chwili zadzwonił do swojej pasierbicy. Kiedy ta chciała usłyszeć głos matki, tłumaczył, że są już w drodze do Hiszpanii, a mama śpi. Potem znowu błąkał się przez kilka godzin po mieście. W międzyczasie wyrzucił na dworcu PKS zaplamione krwią buty. Po czym wsiadł w taksówkę i dojechał nią aż do Kolna, gdzie pozbył się noża. Około godziny 18 pojechał do Łomży, potem do Zambrowa. Jeszcze tego samego dnia znalazł się w Białymstoku, gdzie spędził noc włócząc się po ulicach i popijając wódkę. Następnego dnia wszedł do kościoła i wyznał księdzu całą prawdę. To właśnie duchowny miał go przekonać do pójścia na policję i przyznania się do zbrodni.

Do siedziby Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku dotarł około godziny 22. Zgłosił się do dyżurnego i zadeklarował chęć złożenia zeznań. W rozmowie z oficerami od razu przyznał się do winy i wskazał miejsce ukrycia zwłok. Chwilę potem grajewscy funkcjonariusze już sprawdzali wskazane przez Grzegorza miejsca.

Za kratami spędzi 25 lat
Kiedy zakutego w kajdanki Grzegorza prowadzono na pierwszą rozprawę, jego teściowa zanosiła się płaczem. Prokurator Januszek, odczytujący akt oskarżenia, stwierdził zwięźle, że do zbrodni doprowadziło kłamstwo. Kłamstwo, w którym żył Grzegorz i jego niczego nieświadoma małżonka.

Grzegorza zbadali też biegli psychiatrzy. Nie stwierdzili jednak żadnych zaburzeń psychicznych, ale zauważyli cechy tzw. osobowości dysfunkcjonalnej.

Grzegorz L., zapewne spodziewając się zainteresowania mediów, wystąpił z wnioskiem do sądu, aby ten utajnił przebieg całej rozprawy. Tłumaczył, że leży mu na sercu dobro małoletniej pasierbicy, Iwony, która powinna dowiadywać się o tragicznej zbrodni od rodziny, a nie za pośrednictwem mediów. Sąd przychylił się do wniosku oskarżonego.

- Przecież o niej nie myślał, jak mordował jej matkę, a teraz wstydzi się ludziom pokazać - rzucił w jego stronę jeden z wezwanych świadków.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie