Nie mam tremy

B. Maleszewska
Jacek Wójcicki śpiewa od dziecka. Ma nietypowy i piękny głos.
Jacek Wójcicki śpiewa od dziecka. Ma nietypowy i piękny głos. B. Maleszewska
Rozmowa. Lubi ABBĘ, podróże i ciszę. Cieszy się, że nauczył się asertywności. W młodości czuł się jak samotny żagiel, grał w kabaretach i zachwycał sławą. A jaki jest teraz? Co go drażni w Polsce, jakie ma marzenia, wady i zalety? O tym wszystkim z Jackiem Wójcickim rozmawiała Urszula Krutul.

Zawsze wiedział Pan, że w przyszłości będzie śpiewał i grał?

- Jako dziecko byłem eksploatowany, bo szybko dałem się poznać jako nietypowy głos. Podobno wzbudzałem sensację. Mamy, babcie i panie w przedszkolach płakały ze wzruszenia słuchając mnie (śmiech). Strasznie nie lubiłem, jak mi kazano śpiewać. Ale byłem dzieckiem karnym i posłusznym, więc śpiewałem. A w marzeniach strasznie chciałem być pilotem. Jestem fascynatem lotnictwa cywilnego i to jest drugie moje hobby po ABBIE (śmiech). Niestety, tych marzeń nie udało się zrealizować. A bywają one bardzo różne. Niektóre dzieci chcą być policjantem czy strażakiem. A mój siostrzeniec, jak był mały, chciał być emerytem (śmiech).

Ma Pan tremę przed występami?

- Raczej nie. Lubię występować, sprawia mi to przyjemność. Czasami koledzy dowcipkują, że trudno mnie ze sceny ściągnąć. Tłumaczę znajomym, którzy się denerwują, że to nie ma sensu. Jeśli ktoś się pomyli, to przecież może coś powtórzyć. Nikt nikomu krzywdy nie zrobi, jeśli zdarzy mu się popełnić błąd. Denerwuję się tylko kiedy śpiewam podczas choroby: mam chore gardło, a muszę wystąpić.

W jakim repertuarze czuje się Pan najlepiej?

- W różnorodnym. Co ma i dobre, i złe strony. Bo przecież, jeśli wszystko można zaśpiewać, to kompozytorzy nie wiedzą, co mi napisać. Dobrze się czuję w estetyce kabaretowej, w muzyce poważnej - taki repertuar bardzo mi się podoba. A na próbach najbardziej lubię śpiewać ABBĘ (śmiech).

Wspomniał Pan o kabaretach...

- Przez kilkadziesiąt lat byłem w kabarecie Piwnica pod Baranami.

Ale tworzył Pan też swoje kabarety...

- To było w szkole. I może nie tworzyłem, tylko byłem jednym z uczestników. To były czasy wygłupów. Jestem osobą dosyć charakterną i z temperamentem. Próbowałem zapalać do różnych pomysłów kolegów czy koleżanki ze szkoły. Szło to dosyć opornie. Może miałem za małą siłę przekonywania? Zawsze zostawałem na placu boju sam, z jedną czy dwiema osobami. Myślę, że dzisiaj młodzież bardziej się garnie do takich eksperymentów. A ja uczęszczałem do zwykłych szkół, nie muzycznych. Moich kolegów nie ciągnęło do teatru czy kabaretu. Byłem trochę jak samotny żagiel.

A co Pana śmieszy?

- Ha, mam duże poczucie humoru. Kiedyś śmieszyli mnie politycy, teraz mnie bardzo denerwują.

Co jeszcze Pana denerwuje?

- Brak zapału, werwy i pozytywnego myślenia. Dużo podróżuję po świecie i jak wracam, to wydaje mi się, że Polska to jeden z najsmutniejszych krajów na świecie. Mamy o sobie wyobrażenie wesołych, wiele śpiewających. A to jest kompletna bzdura! Śpiewamy tylko po dużych ilościach alkoholu, nie potrafimy się bawić w grupie, śpiewać wspólnych pieśni. Mamy roszczeniowe podejście do życia i ludzi. Egocentryzm polski jest dość niezwykły - uważamy się za pępek świata. O Polsce niestety mówi się rzadko, przy okazji jakichś katastrof czy śmierci znanych Polaków. Nie doceniamy naszych wielkich. Promujemy chłam i bylejakość. I mamy to, co mamy.

To w takim razie gdzie chciałby Pan żyć?

- Ja lubię ten kraj. Trochę się w nim zmienia, ale strasznie powoli. Myślę, że ludzie wracający z zagranicy trochę to zmienią. Nauczyli się w innych krajach, ile można zyskać dzięki pozytywnemu nastawieniu do życia.

Wierzy Pan w przypadki?

- Trudno powiedzieć. Wierzę w los. A jak los, to już nie przypadek. Zsyła nam różne rzeczy - dobre i złe. Wierzę w to, że wszystko ma swoje powody. Na szczęście, nie miałem jeszcze w życiu takich bardzo tragicznych i mocnych przypadków i przeżyć, kiedy mógłbym otrzeć się o jakieś inne światy. Miałem wprawdzie kiedyś poważny wypadek samochodowy, byłem w samolocie 11 września...

Naprawdę?

- Tak. Byłem w jednym z samolotów, które lądowały w czasie ataku na World Trade Center. Ale każdy ma jakieś takie momenty wstrząsu w swoim życiu, które lekko zmieniają jego światopogląd. Wiele mi dało bycie w Piwnicy pod Baranami, bo nauczyło mnie patrzenia na świat i życie tak, jakby każdy dzień miał być ostatni. Oczywiście w takim pozytywnym znaczeniu.

A ma Pan jakieś wady?

- Czasami jestem dość impulsywny i wręcz niegrzeczny. Łatwo mnie zdenerwować. Nauczyłem się być asertywny. Bo długo byłem takim chłopcem, co to mnie panie i mamy kochały. Taki Jacuś - który bał się powiedzieć komuś złe słowo albo odpowiedzieć złym na złe. Nauczyłem się być czasami niegrzeczny i niemiły.

Wtedy trudniej wejść mi na głowę. Rzadko to się na szczęście zdarza. Jestem pamiętliwy, ale nie umiem się mścić. Jednak jeśli ktoś wobec mnie postąpił nieuczciwie i źle, to już mu nie zaufam... Jakaś psychodrama wychodzi z tego wywiadu (śmiech). Niech się Pani zapyta na przykład co lubię jeść (śmiech).

Dobrze, więc co Pan lubi?

Jestem indywidualistą i pracuję samotnie. Nie jestem w żadnym zakładzie pracy, nie pracuję w teatrze. Jestem takim easy riderem. To też wpływa na sposób patrzenia, myślenia i odbiór ludzi. Czasami ludzie mnie męczą. Częste rauty i balangi też. Uwielbiam ciszę. Lubię kawiarnie i restauracje w których albo jest cicho, albo się sączy lekka, klubowa muzyka, która pozwala mówić i nie przeszkadza w odbiorze drugiej osoby. Głośna muzyka działa na mnie destrukcyjnie.

Może to też oznaka wieku, ale sądzę, że raczej zawsze taki byłem. Bardzo lubię pogadać z ludźmi. Lubię też zaszaleć (śmiech). Lubię samotność. Nie za dużo, ale... (śmiech). Uwielbiam podróżować, robić zakupy, żyć wygodnie, bez stresu, być bogatym i pięknym, przystojnym. Ale mam metr siedemdziesiąt wzrostu, więc przystojny nie będę (śmiech). Przystojny mężczyzna zaczyna się od metra osiemdziesiąt.

A jakie ma Pan marzenia?

- Nie można opowiadać o marzeniach, bo wtedy one się nie spełniają. Gdybym był bardzo bogaty to często bym występował z orkiestrami. Moim marzeniem jest jeżdżenie w trasy z wielką orkiestrą, żeby grać fajną muzykę. Chciałbym to dawać ludziom. Mamy teraz za mało pięknej muzyki. Jest dużo tandety. Mam nadzieję, że piękne głosy i tradycyjne piosenki z refrenem wrócą do łask. Marzą mi się takie trasy, koncerty, wyjazdy gdzieś daleko. Chciałbym wrócić do kilku miejsc na świecie, które bardzo kocham: do Australii, do Wenecji. Ale na cokolwiek nie spojrzymy, jakkolwiek nie będziemy marzyć i zdobywać szczyty i góry, to i tak zdrowie jest najważniejsze... Wracając do marzeń.

Trzeba próbować. Myślę, że ten wysiłek szukania, czymkolwiek się skończy - sukcesem czy porażką jest ważny. I wszystkich do tego zachęcam, żeby porażki nas nie zniechęcały, tylko wzmacniały. A na koniec można zacytować tekst "Desideraty": "Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat". Więc cokolwiek się nie wydarzy, trzeba wstać rano i powiedzieć sobie, to jest kolejny dzień i zdobywam nowy szczyt. A czy się uda, czy nie - nieważne. Spróbuję.

Dziękuję za rozmowę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie