MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Nowe Chlebiotki - miejsce w którym stara szkoła zyskała nowe życie dzięki wyjątkowemu marzycielowi

Urszula Śleszyńska
Urszula Śleszyńska
Iga Łapińska z mamą Barbarą, emerytowaną nauczycielką szkoły w Nowych Chlebiotkach
Iga Łapińska z mamą Barbarą, emerytowaną nauczycielką szkoły w Nowych Chlebiotkach Urszula Łobaczewska
Iga Łapińska – jako córka nauczycieli – dzieciństwo spędziła w szkolnym budynku w Nowych Chlebiotkach. Po dwudziestu latach wróciła do rodzinnej miejscowości i nakręciła film „Szkoła, świat”. To opowieść o zapomnianej już nieco szkole, której warto dać drugą szansę i o wspaniałych ludziach, których już po pierwszym obejrzeniu zaczyna się traktować jak rodzinę.

Nowe Chlebiotki to mała wieś, położona około 50 km od Białegostoku. Po dawnej gwarności nie ma już śladu. Tak jak i po szkole, która tam istniała. Został po niej tylko budynek i pamięć, a także nostalgia.
Bo tutaj każdy za czymś tęskni. Jedni za szkołą, inni za starymi drzewami, których już nie ma. Zastąpiły je tuje, z których budowane są żywopłoty. Coraz mniej tu również rozmów, takich codziennych, o tym co u kogo słychać. Ludzie rzadziej się ze sobą spotykają.

Są też tacy, którzy ze wsi wyjechali i wrócili po dwudziestu latach. Tak jak Iga Łapińska, która przyjechała do swojej rodzinnej wsi w 2021 roku, żeby stworzyć dokument. Punktem wyjścia była szkoła, a raczej to, co po niej zostało - pusty gmach. Zbudowany w czynie społecznym, niegdyś zadbany i wypełniony gwarem, teraz niszczeje.
Szkoła została zbudowana w 1968 roku. W parterowym budynku znalazły się trzy klasy, kancelaria, kuchnia, malutka szatnia i jedno przechodnie pomieszczenie, które służyło jednocześnie jako klasa, jadalnia, biblioteka i miejsce organizowania spotkań z rodzicami, apeli, akademii.

W 1975 tata Igi – Józef Łapiński został jej dyrektorem. Rok później do wsi Chlebiotki przyjechała też jej mama.

Do Chlebiotk (tak nazwę wsi wymawiają miejscowi – przyp. red.) trafiłam w bardzo prosty sposób - za mężem - wspomina Barbara Łapińska, mama Igi, która jest również jedną z bohaterek filmu „Szkoła, świat”. - Mąż już pracował w Chlebiotkach, był dyrektorem szkoły. To była mała podstawówka. Wcześniej pracowałam w większych i wydawało mi się, że łatwiej pracować w takiej większej szkole z pojedynczymi klasami. A tutaj trafiłam na klasy łączone i nie byłam do końca przygotowana do takiej pracy. Ale można się wszystkiego nauczyć, jak się trochę chce, a ja bardzo chciałam. Chciałam, bo od początku to miejsce wydało mi się takie piękne. Piękne pola, lasy dookoła, taka cisza, spokój. Dzieci, z którymi zetknęłam się w Chlebiotkach, były inne – miały mnóstwo obowiązków, zarówno po szkole, jak i przed musiały pomagać rodzicom. A przy tym miały bardzo mało kontaktu z tym wielkim światem. I pomyślałam, że dobrze byłoby w ten świat jakoś je wprowadzić, pokazać im coś poza Chlebiotkami.

Pani Basia razem z mężem Józefem i innymi nauczycielami starali się otworzyć swoich uczniów właśnie na świat, na jego piękno.

Mieliśmy sporo uczniów, bo oprócz tych naszych dzieci, z Chlebiotk, dowożone były też z całej okolicy - wspomina Barbara Łapińska. - Więc w pewnym momencie ta pierwsza szkoła, która powstała w Chlebiotkach, stała się za mała. Rozbudowaliśmy ją więc w czynie społecznym, własnymi siłami. To była ciężka budowa, trudne czasy. No ale w końcu szkoła powstała. A potem wszystko się załamało...

Bo nastał czas, kiedy w Chlebiotkach przez kilka lat pod rząd nie urodziło się ani jedno dziecko. Ten trend dostrzegalny był też w sąsiednich miejscowościach. I w końcu utrzymanie tej podstawówki z tak małą ilością uczniów zaczęło gminę zbyt wiele kosztować.

Wtedy zaczęły pojawiać się pogłoski o likwidacji. Mieszkańcy długo walczyli o swoją szkołę, ale, niestety, nie udało się jej utrzymać. Szkoła została zlikwidowana 23 kwietnia 2007 r. Dzieci zaczęto dowozić do Zawad, gdzie funkcjonowała duża podstawówka.

Budowa w procesie

Nikt nie pomyślał o tym, co stanie się z budynkiem. Nikt o niego nie dbał. Zaczęło się plądrowanie, wybijanie szyb w oknach, wchodzenie do środka i wynoszenie rzeczy - wspomina ze smutkiem pani Basia. - Potem pojawiła się pogłoska, że niedaleko naszej wsi powstanie lotnisko. No i budynek po szkole nabrał wtedy wartości. Kupił go pewien biznesmen, chciał zrobić w nim hotel. Ale później sprawa lotniska ucichła i biznesmen nagle stracił zainteresowanie swoją własnością. I wówczas pojawił się Wojtek, jeden z mieszkańców naszej wsi. To taki trochę fantasta, wyjątkowy marzyciel. Żal mu było szkoły, żal było tego miejsca. Więc kupił ten budynek na OLX-ie i do tej pory spłaca kredyt.

Pan Wojtek wpadł na pomysł, by w szkolnym budynku zrobić dom spokojnej starości. Ale żeby ten plan się udał, potrzebna była przebudowa. Niestety trudności materialne i te związane z przepisami nie pozwoliły mu zrealizować inwestycji.

Nie mogę zrozumieć, dlaczego Wojtek kupił ten budynek - mówi Iga. - Mówił, że po prostu stał przed swoją, znajdującą się po sąsiedzku oborą i patrzył na ten niszczejący budynek szkoły i serce go bolało. I ja wiem, że on mówi prawdę. On to kupił z sentymentu. Włożył w to bardzo dużo pieniędzy i pracy i teraz ma wielki budynek w stanie surowym. Myślę, że gdyby tam pojawił się sprawny inwestor, który by wszedł z Wojtkiem w spółkę, to na pewno by to mógł uratować. Ale na razie to jest taki pomnik szlachetnego uczucia w człowieku, który do tej szkoły kiedyś chodził, którego rodzice tę szkołę pomagali budować.

Aktualnie teren przed szkolnym budynkiem jest miejscem, w którym... relaksują się krowy.

Wojtek ma w oborze około stu krów – mówi Iga. – Te, które zachodzą w ciążę, oddziela od reszty stada i wysyła do szkoły. Przy szkole bowiem było kiedyś duże boisko, teraz zarośnięte jest trawą, więc to dobre miejsce do wypasu. Dzięki temu krowy, które są w ciąży, nie zostaną pokopane czy jakoś zranione przez swoje koleżanki ze stada. Kiedy się o tym dowiedziałam, pomyślałam, że to jest metafora tego, co się z tym miejscem stało. Niektórzy, jak oglądali zdjęcia z filmu (widać na nich krowy pasące się przed szkołą – przyp. red.), mówili że to tragiczne, smutne. A mnie się to wydawało jednocześnie takie trochę groteskowe, absurdalne. Bardzo polubiłam te krowy i cieszyłam się, że mogą przez chwilę żyć na wolności, a nie całe życie pod dachem obory, w ciasnocie wśród innych krów. Cieszyłam, że jest im dobrze, a równocześnie było mi żal tej szkoły.

Iga tłumaczy, że szkoła nigdy nie była dla niej tylko zwykłym budynkiem.

Dla mnie ona zawsze była bytem osobowym, często mi się śniła. Była takim żyjącym istnieniem, a potem stała się taka niepotrzebna. My ją naprawdę kochaliśmy... – mówi. – Ten budynek to był mój dom. Jak trzeba było zejść na lekcje, to tylko zbiegałam jedno piętro w dół (Iga z rodzicami, rodzeństwem i babcią mieszkała nad szkołą - przyp. red.). Kiedy inne dzieci wracały już do swoich domów, ja bawiłam się w szkole. Często musieliśmy tam w czymś tacie pomagać, na przykład przesadzać kwiatki, sprzątać, robić inwentaryzację w bibliotece.

Dlatego też kiedy po dwudziestu latach Iga wróciła tu z filmową ekipą, to było dla niej wielkie przeżycie.

Zawsze, kiedy tu przyjeżdżałam, zachodziłam na chwilę do szkoły i mówiłam: „cześć szkoło” – opowiada.

O problemach dzisiejszej wsi

Początkowo chciała zrobić dokument tylko o szkole. Ale kiedy przyjechała do swojej wsi, zmieniła plany.

Bo ci ludzie, ci nasi podlascy ludzie, to są wspaniali bohaterowie, samograje . Nie mogłam pominąć ich w filmie - mówi reżyserka. - Ludzie w Chlebiotkach są niesamowicie serdeczni, kochani, bezpośredni, mają ogromne poczucie humoru. I jednocześnie opowiadają o problemach dzisiejszej wsi i pokazują, w którą stronę idzie ich życie. I to życie mnie w swojej urodzie, w całym tym skomplikowaniu i bogactwie też zachwyciło. I dlatego te krowy mnie zachwyciły. One są naprawdę takim skrótem wizualnym całej historii, która się przez to miejsce przetoczyła. I o tym chciałam zrobić ten film - nie tylko o szkole, ale o życiu. O Nowych Chlebiotkach, o których nikt wcześniej nie słyszał, a teraz już nawet w Amsterdamie wiedzą, gdzie leży ta miejscowość (film miał swój pokaz w Holandii – przyp. red.). I będą o nas słyszeli wszędzie tam, gdzie będziemy pokazywać nasz film. Dla mnie to jest absolutnie niesłychane, że Chlebiotki nagle gdzieś istnieją w świecie. I myślę, że dla ludzi z Chlebiotk to też jest bardzo ciekawe i ożywcze.

Ciekawe są też historie mieszkańców tej wsi, a jest ich osiem, tyle ile bohaterów. To wspomniana już Basia, czyli mama Igi, emerytowana nauczycielka i Wojtek - nowy właściciel szkoły. Jest też Marzena, żona Wojtka, która zmęczona jest i krowami, i szkołą, i kredytem, ale też codziennymi obowiązkami. Marzą jej się wakacje, ale krowy wolnego nie dają. A ona chciałaby pojechać gdzieś, nawet niekoniecznie daleko, żeby - jak sama mówi – „zobaczyć trochę światu”. Jest i ich córka - Kamila, która w momencie kiedy zaczął powstawać dokument miała 14 lat i bała się jak to będzie, kiedy pojedzie do miasta, do liceum i będzie musiała zmieniać sale po każdej lekcji (w szkole podstawowej, w której się uczyła, cały dzień mieli zajęcia w jednej sali - przyp. red.). A która kiedyś kto wie, może będzie działać w branży filmowej, bo przez dwa lata kręcenia dokumentu przez ekipę Igi złapała bakcyla. Adam to kolejny bohater, który po ciężkim dniu pracy na budowie zawsze znajduje czas na siłownię, którą zresztą sami z kolegami sobie w Chlebiotkach stworzyli. To tam bił rekordy, które później potwierdzał na różnych zawodach. Krzysiek też uczył się w szkole w Chlebiotkach, a jego rodzice ją budowali. Dzisiaj jest wójtem gminy Zawady i nie boi się próbować nowych rzeczy, takich jak chociażby... mleko owsiane. Sławek jest przykładem człowieka, który przepracował całe życie na roli. W pewnej chwili jednak zaczął rozumieć, że jego dzieci nie będą chciały przejąć po nim gospodarstwa. Jako jedyny z rodzeństwa został na gospodarce. Też chciał kiedyś studiować, ale przejął gospodarstwo po swoich rodzicach. Bardzo się bał, że nigdzie indziej się nie sprawdzi, ale mimo obaw dostał pracę i dzisiaj montuje silosy zbożowe. Lubi chodzić z wykrywaczem metalu po okolicznych lasach i polach, znajduje jakieś przedmioty z dawnych lat i gromadzi je w domu. Kocha historię, kocha opowieści. Jest w końcu i Urszula, która coś by chciała w życiu zmienić, ale jeszcze nie wie co. Kiedyś chciała studiować, ale się nie udało. Odziedziczyła sklep po mamie, ale jest już zmęczona tą pracą i chciałaby się przekwalifikować. Tym bardziej, że sklep musi otwierać za każdym razem, kiedy pojawia się klient. W Chlebiotkach czuje się niespełniona.

Urszula, Krzysiek, Sławek, Wojtek to są moi uczniowie - wspomina pani Basia. - Wszystkich ich uczyłam, przechodziłam z nimi od dzieciństwa do tej ich dorosłości. A teraz, jak oglądam ich w tym filmie, to jestem podwójnie wzruszona.

Feta w Chlebiotkach, pokazy w Amsterdamie i Białymstoku

Film jest dostępny do obejrzenia w internecie – na stronie theschool.vnlab.org . „Szkoła, świat”. To interaktywny dokument. Reżyserka stworzyła czułą i miejscami zabawną opowieść, historię o wspólnocie, jej rozwoju, awansie i sprawczości, o kompetencjach, zanurzeniu w przyrodzie, gościnności, ale też o konfliktach, pogardzie, kompleksach, niemocy.
Producentem dokumentu jest Szkoła Filmowa w Łodzi. W listopadzie ubiegłego roku był on prezentowany na festiwalu IDFA w Amsterdamie. I tu też jest ciekawa historia.

Przygotowywaliśmy się do największego i najważniejszego festiwalu kina dokumentalnego na świecie, czyli IDFA w Amsterdamie. Organizatorzy powiedzieli, że jest jeden warunek. Musi tam być premiera światowa - opowiada Iga. - A my wcześniej obiecaliśmy bohaterom, że we wrześniu zrobimy premierę w Chlebiotkach. I miało być wokół tego dużo szumu. Chcieliśmy to zrobić w maksymalnie otwarty sposób, a potem się okazało, że musimy udawać, że tego wcale nie robimy i... zrobić to cichaczem!

Wszystko odbywało się w dawnej sali kółka rolniczego, a Iga z ekipą liczyli, że przyjdzie może z 50 osób ze wsi. Jednak życie miało swój scenariusz.

Nagle, o godz. 19, już po wieczornym karmieniu i dojeniu zwierząt, przed salą pojawił się sznur samochodów - wspomina ze śmiechem Łapińska. - Było około 150 osób. Tylu ludzi nie widziano w Chlebiotkach od bardzo wielu lat. Przyjechali nawet z odległych miast. Jeden mój szkolny kolega jechał z Niemiec i niestety nie zdążył, dotarł już po projekcji. To wszystko było tak niesamowite! Wiedziałam, że wszyscy chodzą z telefonami i poprosiłam, żeby nie robili zdjęć, bo w związku z premierą w Amsterdamie nie mogło być śladu po pokazie w Chlebiotkach. Inaczej mogliby nas wykluczyć z festiwalu. I oni mnie faktycznie posłuchali. Nikt nie zrobił ani jednego zdjęcia. Przygotowaliśmy bardzo dużo jedzenia, rozpaliliśmy ognisko, kupiliśmy kiełbasę, kartofle, mieliśmy strasznie dużo ciasta, ludzie sami nanieśli. Niektórzy nawet przynieśli jakieś sałatki, bo wiedzieli, że moja ekipa nie je mięsa. Był bimber, było wino. Było wspaniale.

Podobnie zresztą jak na podlaskiej premierze, która odbyła się tydzień temu w Białymstoku w ramach Festiwalu ¿UNDERGROUND/INDEPENDENT? organizowanego przez Białostocki Ośrodek Kultury. Spotkania, po którym już nikt nie powie, że jedzie do Chlebiotek, tylko do Chlebiotk.

Zawsze, od pokoleń, mówi się u nas Chlebiotk, bo i w tamtych rejonach w ogóle lokalnie jest taka odmiana – wyjaśnia Iga. – Wieś Wieczorki i Konopki też ludzie odmieniają jako do Konopk i do Wieczork. Teraz już młodsi czasami od tego odchodzą, bo ich zaczęto gdzieś w mieście poprawiać. A ja cały czas, z uporem staram się mówienie „Chlebiotk” normalizować i upowszechniać, bo uważam, że to jest bardzo piękny, lokalny zwyczaj. Tak jak piękne są Chlebiotki, nasza szkoła, krowy i wszyscy mieszkańcy Chlebiotk.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Dlaczego lato sprzyja miłości?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna