Pani Krystyna z Sanatorium miłości wróciła bez drugiej połówki. Białostoczanka wzięcia udziału w programie jednak nie żałuje (zdjęcia)

Magda Ciasnowska
Magda Ciasnowska
Turnus w Sanatorium miłości dobiegł końca. Jedną z uczestniczek trzeciego sezonu programu była Krystyna Wolfart. Białostczanka przyznaje, że wzięcie w nim udziału było dla niej przygodą życia.

Za nami finał trzeciego sezonu "Sanatorium miłości". Tym razem, sześciu panów i sześć pań, podczas miesięcznego turnusu, szukało swojej drugiej połówki w Polanicy Zdrój.

W tym gronie znalazła się białostoczanka - Krystyna Wolfart. Okazuje się, że do udziału w programie nakłoniła ją przyjaciółka.

- Pewnego dnia zadzwoniła do mnie z informacją, że właśnie trwa nabór do tego programu i zasugerowała, że powinnam wysłać swoje zgłoszenie. Oczywiście odpowiedziałam jej, że na pewno tego nie zrobię. Na co usłyszałam: „dobrze, to ja napiszę to za ciebie”. I napisała! A kiedy mi to później przeczytała, to stwierdziłam, że właściwie to mogę się zgodzić, bo co ma być to będzie i przystałam na wysłanie zgłoszenia do telewizji. Przez cały czas byłam jednak przekonana, że i tak nic z tego nie będzie - przyznaje pani Krystyna.

A jednak, produkcja programu z tysięcy zgłoszeń wybrała właśnie ją. Potem cicha, spokojna i nieśmiała białostoczanka, musiała szybko przyzwyczaić się do mikrofonów, kamer i ciągłego bycia w centrum zainteresowania.

- Po jakimś czasie nie zwracaliśmy już na te kamery uwagi. Czasami zachowywaliśmy się wręcz jak duże dzieci, np. kiedy trzeba było słuchać, to ktoś gadał... Kiedy trzeba było robić jedno, to ktoś zawsze robił coś innego... I potem trzeba było kręcić jeszcze raz. Może to jest tak, że im człowiek starszy, to tym mniej zdyscyplinowany? - mówi nam pani Krystyna.

Sprawdź:Sanatorium Miłości 3. W niedzielę poznamy króla i królową turnusu. Uczestnicy szykują się do wielkiego balu (zdjęcia)

Przez miesiąc seniorka z Podlasia poznawała bliżej pozostałych uczestników programu i uczestniczyła w przygotowanych przez produkcję atrakcjach. Był lot wiatrakowcem, warsztaty taneczne i teatralne z gwiazdami, zjazd kolejką tryrolską, a nawet poszukiwanie złota. Były też oczywiście liczne randki. Jednak niestety, koniec końców z żadnym z panów nie zaiskrzyło.

- Przede wszystkim nic na siłę. Skoro nikt mi się nie spodobał, to trudno. Rozczarowana na pewno nie jestem. Poznałam przecież wielu ciekawych ludzi, zdobyłam przyjaźnie na – mam nadzieję – długie lata. To to, czego tak naprawdę oczekiwałam - podkreśla białostoczanka.

Pani Krystyna wciąż czeka więc na miłość. Przyznaje jednak, że nadziei na wielkie uczucie jest w niej coraz mniej. Za to więcej jest w niej teraz na pewno odwagi.

- Zrobiłam się dużo bardziej otwarta i odważna, co już po dwóch tygodniach zauważyli nawet moi koledzy i koleżanki z sanatorium. I sama też to czuję. Poza tym cieszę się z tego, że udało mi się w życiu jeszcze coś fajnego przeżyć. I tak jak mówi każdy, tak i jak powtarzam, że udział w tym programie to była przygoda życia. Nie żałuję tego, że zgodziłam się na wysłanie zgłoszenia i teraz, gdyby była tylko taka możliwość, z chęcią wysłałabym je sama. Kiedy jesteśmy po 60-tce, to już nawet nie ostatni dzwonek, a dzwon! Warto więc zaryzykować i zrobić coś dla siebie - podkreśla pani Krystyna.

Całą rozmowę z panią Krystyną będzie można przeczytać w piątkowym Magazynie Kuriera Porannego.

Zobacz też:

Rusza kanał TV dla seniorów, Antena HD

Wideo

Materiał oryginalny: Pani Krystyna z Sanatorium miłości wróciła bez drugiej połówki. Białostoczanka wzięcia udziału w programie jednak nie żałuje (zdjęcia) - Kurier Poranny

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

W tym wywiadzie zgłosiła sąsiadka a w poprzednim synowie. Dobre. Grunt że jest o czym pisać

Dodaj ogłoszenie