Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Pierwszy śmiertelny wypadek samochodowy

Tomasz Dudziński [email protected]
Grajewscy urzędnicy na swoich motorach w latach 30-tych XX w.
Grajewscy urzędnicy na swoich motorach w latach 30-tych XX w. Zbiory K. Zagrajek
Nie wiemy, kiedy na ulicach Grajewa pojawił się pierwszy samochód.

Oni mogli pochwalić się autem

Oni mogli pochwalić się autem

Grajewscy posiadacze samochodów w 1935 r.:
Samochody osobowe: Bokun Jan, Dębska Stefania, Falewicz Zofia, Gołkowski Czesław, Horensztejn Norbert, Mikołajewski Kazimierz, Hepner Sally, Sienkiewicz Wanda, dr Wasser Eljasz, dr Winer Grzegorz,

Samochody półciężarowe: 9. PSK, fabryka Hepnera (2 sztuki),Elski Froim (2 sztuki), Hanf Regina, Klecki Icko, Szklarzewski Fiszel.
Motocykle: 9. PSK, Naparty Leon, Nastaj Wacław, dr Nowicki Tadeusz (motocykl z koszem), Sobolewski Aleksander, Wojciechowski Marian.

Wprawdzie historię automobilizmu datuje się od końca XIX w., to do wybuchu II wojny światowej pojazdy mechaniczne nie tylko w naszym mieście, ale też w całej słabo rozwiniętej Polsce, były rzadkim przedmiotem zbytku.

Na dobrą sprawę prawdziwy przegląd automobilowego designu i to w unikalnym, bo militarnym wzorze, mieszkańcy Grajewa mieli dopiero w czasie I wojny światowej. Przetaczające się przez miasto armie, pruskie i rosyjskie, użytkowały przecież różne typy pojazdów mechanicznych, głównie jednak w wersji ciężarowej. Mimo grozy wojny wzbudzały one powszechne zainteresowanie grajewian, przyzwyczajonych bardziej do widoku żywych, niż motorowych koni.

Z upływem czasu przybywało na grajewskich ulicach samochodów i motocykli. Działo się tak m.in. za sprawą intensywnego rozwoju nowej gałęzi usług, jaką był transport samochodowy. W latach trzydziestych na lokalnym rynku w Grajewie poza samochodową komunikacją państwową działało przynajmniej 10 niezależnych przewoźników kursujących przeważnie do trzech większych miast: Łomży, Białegostoku i Suwałk. Ciekawostką jest, że również Polskie Koleje Państwowe obsługiwały w wybranych kierunkach kilka linii autobusowych. Czas podróży autobusem, na przykład pomiędzy Grajewem i Łomżą wynosił wówczas dokładnie 2 godz. i 12 minut, zaś pomiędzy Grajewem a Suwałkami dokładnie 2 godz. i 22 minut.

Grajewski rynek transportowy w większości obsługiwali przewoźnicy wyznania mojżeszowego. Ale samochody posiadały także firmy i instytucje zawiadywane przez Polaków. Były to np. Taśmiarnia Hepnera, Huta szkła "Janina", 9. Pułk Strzelców Konnych. Użytkownikiem samochodu był też Sejmik Powiatowy, ale w napiętym budżetowo roku 1931 musiał wyzbyć się pojazdu, bowiem jego roczne utrzymanie obciążało go niebagatelną kwotą 25 tys. zł. Pozbawieni auta urzędnicy obarczeni powinnością licznych wyjazdów służbowych, chcąc nie chcąc przerzucili się na komunikację zbiorową. A w tej nie brakowało incydentów, nieraz konfliktowych, a nieraz zabawnych.

W ówczesnej prasie zanotowano jeden z takich przypadków. "Po przyjściu pociągu do Grajewa, o godz. 5.35 rano, nie zatrzymując się ani chwili na dworcu, około 10 osób podążyło do samochodu, kursującego pomiędzy Grajewem a Łomżą. Na moje zapytanie, czy prędko samochód odchodzi, szofer odpowiedział "natychmiast". I rzeczywiście po upływie jakichś 10 minut ruszyliśmy ze stacji. Odjechaliśmy jednak tylko do zakrętu na szosę, gdzie samochód był zatrzymany przez jakiegoś człowieka z poleceniem do szofera, aby zaczekał, ponieważ zaraz mają wsiąść do samochodu urzędnicy Starostwa i że on zaraz przyniesie ich bagaż. Przez jakiś czas rzeczy były przyniesione, lecz urzędników nie było i samochód mając zaledwie dwa wolne miejsca, musiał stać. Przeszło tak pół godziny, publiczność domagała się odjazdu, lecz konduktor oświadczając, że jedzie sam Starosta, twierdził, że ruszyć nie może. Posyła się gońców do Starosty, lecz daremnie; mówią, że nie mogli się dostukać. Dzwonić z posterunku przez telefon nie można było, gdyż telefon okazał się zepsutym, samochód zaś wciąż czekał… Dopiero po godzinie bezskutecznego oczekiwania, kiedy publiczność zaczęła się oburzać i zapewniła konduktora, że da mu swoje adresy, by mógł się usprawiedliwić przed Władzą, zmuszony był odjechać. Po drodze jednak mocno ubolewał, że nie doczekał się p. Starosty, który zawsze każe na siebie czekać. Lecz zwykle to zajmuje 15-20 minut, a dziś całą godzinę... i pomimo to nie przyszedł".

Również w latach trzydziestych pojawiły się w Grajewie motocykle i samochody prywatne. Było ich jednak nie więcej niż kilkanaście. Posiadali je głównie miejscowi urzędnicy, lekarze i bogaci właściciele ziemscy.

Chociaż do II wojny światowej na grajewskich ulicach królowały wozy i furmanki, to nie obeszło się w mieście bez samochodowych kraks. Śmiertelnie zakończył się wypadek odnotowany 1 marca 1926 r. Obywatel Niemiec Rudolf Szalt zamieszkały w Królewcu, wymijając na ul. Boguszewskiej chłopską furę, skręcił na chodnik i najechał na mieszkańca wsi Konopki Andrzeja Ostaszewskiego (81 lat). Rannego w stanie beznadziejnym przewieziono do szpitala św. Stanisława w Szczuczynie, gdzie zmarł 2 marca. Była to pierwsza śmiertelna ofiara wypadku samochodowego w Grajewie.

Więcej szczęścia miała Zofia Kuczyńska, która uległa wypadkowi na drodze augustowskiej w październiku 1929 r. Natomiast we wrześniu 1931 r. między Rajgrodem a Bargłowem wywrócił się do rowu kursowy "autobus" o jakże pięknej nazwie "Złota Strzała". I tym razem obeszło się bez śmiertelnych ofiar.

Tomasz Dudziński jest dyrektorem Grajewskiej Izbie Historycznej

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna