Podlasianie trafili w gusta kulinarne mieszkańców stolicy (zdjęcia)

Dorota Biziuk
Nikt nie dał rady przejść obojętnie obok takich pyszności. Warszawianie chętnie sięgali do portfela, żeby kupić coś, co - jak mówili - ma zapach Podlasia.
Nikt nie dał rady przejść obojętnie obok takich pyszności. Warszawianie chętnie sięgali do portfela, żeby kupić coś, co - jak mówili - ma zapach Podlasia.
Warszawianom Podlasie kojarzy się przede wszystkim ze zdrową żywnością. Duża w tym zasługa imprezy, która od sześciu lat odbywa się w stolicy Polski.
Na Placu Teatralnym w centrum stolicy odbyl sie festyn ph. "Podlaskie Gminy Wiejskie w Warszawie". Impreze zorganizowal Związek Gmin Wiejskich Województwa Podlaskiego.

Gminy Wiejskie w Warszawie

Chodzi o festyn ph. "Podlaskie Gminy Wiejskie w Warszawie". Kolejna edycja imprezy odbyła się w minioną niedzielę na placu Teatralnym.

- Myśleliśmy o skutecznej formie promocji Podlasia poza Podlasiem i tak narodził się pomysł na przygotowanie festynu w Warszawie. Impreza od razu spotkała się z ogromnym zainteresowaniem ze strony mieszkańców stolicy - powiedział Mirosław Lech, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich Województwa Podlaskiego, a jednocześnie pomysłodawca festynu.

Inaczej niż w sklepie

Po raz kolejny organizatorzy przedsięwzięcia i jego uczestnicy przekonali się, jak bardzo warszawianie cenią zdrową i smaczną podlaską żywność.

- W sklepie nie kupi się takich wyrobów. Przyjechałam na plac Teatralny z drugiego końca Warszawy, żeby zaopatrzyć się w podlaski chleb, sery i przyrządzone tradycyjnym sposobem wędliny - powiedziała starsza kobieta.

Wiadomo, że to co smaczne, ma swoją cenę. W przypadku serów było to ok. 35 zł za kilogram.

- Jesteśmy skłonni zapłacić więcej, ale przynajmniej mieć pewność, że jemy coś, co nie jest nafaszerowane konserwantami i sztucznymi barwnikami - usłyszeliśmy od mieszkańców stolicy.

Pytanie za pytaniem

- Widać, że warszawianie są bardzo dociekliwi. Zanim zrobią zakupy, pytają z czego jest zrobiony dany produkt. Zdarzają się również pytania dotyczące procesu produkcji - powiedziały Walentyna Lewicka i Dorota Karolczuk z Wiązówki koło Dąbrowy, które przyjechały do Warszawy z własnymi serami.

Reguła jest taka: im mniej znana potrawa, tym więcej pytań ze strony kupujących. Przekonali się o tym Maria i Elżbieta Radeckie oraz Maciej Szczęsnowicz z Sokółki, którzy przywieźli do stolicy tatarskie pierogi o egzotycznie brzmiących nazwach: kobate (pieróg z mięsem), sebzeli (z warzywami), almałyk (z jabłkami), dżantyk (z serem i rodzynkami), burek (z serem i pietruszką).

Warszawianie mogli też zaopatrzyć się w miody z Zielonych Płuc Polski i inne słynne podlaskie wyroby.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Z
Zen
Ale to od piwka :-)
O
Oborniczy_Makowlany
Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam kaszankę i kabanosy. mógłbym je jeść codziennie a do tego kiełbasa mniam
Tyle, że brzuch rośnie i rośnie :/
Dodaj ogłoszenie