Uwaga! W internecie grasuje patologiczny podrywacz!

Monika Kluf Zaktualizowano 
Uważaj, z kim klikasz

Złowił ją jednym kliknięciem na Gadu-Gadu. Z zasady nie odpowiadała nieznajomym, ale zaczął tak niebanalnie, że zrobiła wyjątek. Potem "klikał" i dzwonił codziennie przez trzy miesiące. Jego determinacja przekonała ją, że nie chodzi mu "tylko o jedno". Iwona ma 45 lat i wciąż jest bardzo atrakcyjna, mężczyźni się nią interesują, ale po rozwodzie trudno jej znowu któremuś zaufać.

Jackowi udało się tę blokadę przełamać. Konsekwentnie kreował się na samotnego, porzuconego przez nieczułą żonę, odpowiedzialnego 50-latka o wysokim IQ i gołębim sercu, który samotnie wychowuje dwie dorastające pociechy. Mieszkał na drugim końcu Polski. Swoją sytuację rodzinną opisał tak: żona pracuje za granicą i kogoś tam ma, ale postanowili zachowywać pozory, by młodszemu dziecku oszczędzić traumy przed maturą, rozwiodą się, kiedy ją zda.

- Brzmiało przekonująco - wspomina Iwona. - Po trzech miesiącach znajomości i pasjonujących rozmów na każdy temat umówiliśmy się w realu.

Znała go ze zdjęć, ale na żywo zrobił jeszcze większe wrażenie. Wysoki, o urodzie przedwojennego amanta, szarmancki w gestach i słowach. Kolana się pod nią ugięły, ale przez całą randkę panowała nad emocjami jak kontroler lotów. Potem kolacja, wino, rozmowa do rana i żadnych erotycznych podtekstów z jego strony.

Następnego ranka, spoglądając na Jacka przy śniadaniu, Iwona uśmiechała się do własnych myśli. Jacek jej się podobał i miał coś, co dojrzałe, samotne kobiety cenią wyżej niż wydepilowany tors, podrasowaną na siłowni muskulaturę czy jaguara w garażu. Umiał słuchać kobiet. Zamiast myśleć "tylko o jednym", do bladego świtu chłonął utyskiwania na niesprawiedliwą opatrzność, sukinsyna męża, wredne koleżanki i pieskie do tej pory życie. A regularne pytania "może ja cię nudzę" odpierał przekonującym, choć ocierającym się o banał: Skądże! Mogę cię słuchać całą noc!

- Każda dałaby się na to złapać - twierdzi Iwona, która uważa się za osobę przenikliwą i nie w ciemię bitą.

Bez oporów zaczęła spotykać się z Jackiem regularnie. Zawsze to on przyjeżdżał do niej. Ona nie była u niego nigdy. Jakoś się nie złożyło.

Zjawiał się co dwa tygodnie, w weekendy. Mówił, jak kocha, pomagał w domowych porządkach, przygotowywał kolację, naprawił kontakt, pomalował przedpokój, poprawił wystający panel. Gadali o wszystkim, o życiu, dzieciach, filmie, ulubionych książkach. - Erudyta i złota rączka w jednym - zamyślała się Iwona, stwierdzając, że w nowościach na księgarskich półkach jej facet orientuje się tak samo dobrze jak w promocjach Obi.

Że Jacek to ideał, było dla niej niepodważalne jak dogmat. Czasami zapytał, czy nie dorzuciłaby się do paliwa, bo podróż do niej drogo go kosztuje. Wczasy opłacali konsekwentnie po połowie. Poza tym Jacek często powtarzał, że nie przeszkadza mu, gdy kobieta płaci, w myśl zasady, że płaci ten, kto akurat ma.

- Jeśli wtedy liczył, że będę jego sponsorką, to szybko się przekonał, że sama mam niewiele - mówi dziś Iwona.

Kiedy wspomniał o ślubie i snuł wizje na temat ich wspólnej przyszłości, była już przekonana, że to jej druga połówka jabłka, że zły los wreszcie się od niej odwrócił i że nie wszyscy faceci to świnie.
Tym bardziej że zachwycone nim były także dzieci, rodzina i wszyscy znajomi Iwony bez wyjątku. - Co jak co, ale potrafił zrobić wrażenie. A ja pękałam z dumy. Spotykaliśmy się tak przez trzy lata. Wydawało mi się, że dobrze go znam.

Mówił: Nie zdradziłem cię!

Pierwsze wątpliwości zasiał rachunek za apartament w pewnym bardzo eleganckim i drogim pensjonacie. Jacek nie zaprzeczył i nie potwierdził, że był tam z kobietą.
- Nie zdradziłem cię, jeśli o to ci chodzi - uciął.

Iwona oparła się pokusie drążenia tematu. Do czasu. - Wyjeżdżał do mnie zawsze o tej samej porze, ale coraz później docierał na miejsce - wspomina. - Zaniepokojona dzwoniłam do niego, ale telefon był ciągle zajęty, a on potem w domu - ciągle zmęczony.
Spóźnienia tłumaczył odwiedzinami u szwagra, kuzyna, znajomego na trasie, a zmęczenie - podróżą. Iwona zaczęła robić się podejrzliwa.

Wiedziała, że postępuje źle, kiedy złamała hasło do poczty Jacka, ale wolała wcześniej się upewnić, czy jej nie oszukuje. Bała się, że kolejny zawód (wcześniej oszukiwał ją mąż) zmiażdży jej samoocenę tak jak mikser lód do jej ulubionej margherity, którą przygotowywała sobie na specjalne okazje i z którą teraz zasiadła przy komputerze.

"Pa, gorące buziaczki. Do następnego spotkania" i parę jeszcze gorętszych pozdrowień dały jej pewność, że nie jest tą jedyną. Powiedziała o tym Jackowi, ale bała się przyznać do grzebania w jego poczcie. Skłamała, że jakaś kobieta ją przed nim ostrzegła i na dowód przesłała adresowane do niego e-maile.

Tekstami jak z wenezuelskich telenowel, o tym, że ktoś chce zniszczyć podejrzeniami ich miłość i że nie mogą na to pozwolić, Jackowi jakoś udało się spacyfikować podejrzliwość Iwony. Ale nie do końca. Sama się z tego rozgrzeszając, uskuteczniała regularną "hakerkę" i szukała nowych dowodów.
Nigdy nie podejrzewała, że natknie się na coś takiego. Po złamaniu hasła na monitorze jej laptopa ukazał się ni mniej, ni więcej tylko... arkusz kalkulacyjny w Excelu.

Metodycznie, ze skrupulatnością urzędnika skarbówki jej facet, który snuł wizję ślubu, wpisywał dane złowionych w sieci ofiar: internetowy nick, imię, wiek, miejscowość, stan cywilny, adres e-mailowy, telefon, zdjęcia i uwagi. Tam wpisywał godne zapamiętania szczegóły typu: wyjaśnić, gadaliśmy, napisać maiła, pilnie napisać maiła, mąż wrócił.

Iwona zastygła w osłupieniu. Wszystkie naniesione w arkuszu panie łączyło jedno: miały 40-60 lat i były niezależnie od wieku atrakcyjne i samotne. - Cholernie samotne! - podkreśla Iwona.

W użyciu i w rezerwie

Klikając na dane każdej z kobiet, można było przejść do ich profilu na portalach randkowych, w których - jak na pełnym morzu - zarzucał sieci Jacek.

- Po lekturze niektórych anonsów można było dojść do wniosku, że to nie były kobiety żądne przygód czy frywolne singielki, ale osoby zranione, spragnione bliskości, czułości i troski, takie, które muszą być silne, ale chciałyby poczuć się słabe w ramionach swojego mężczyzny. Czyli takie jak ja - mówi Iwona. - A Jacek, ucieleśnienie naszych marzeń, szukał potwierdzenia własnej atrakcyjności i skutecznie zdobywał podziw, od którego, moim zdaniem, był uzależniony ten patologiczny podrywacz.
Żeby się nie pogubić, dołączył do arkusza przydatne zakładki: Spotkanie, Chętne na Spotkanie, Rozmowa (z takimi np. wpisami jak: "był kontakt", "gadaliśmy, ale o niczym", "coś o skype" "uzupełnić dane", "koniecznie napisać maiła", "wysłać wiadomość", "oczko"), a dalej zakładka: W Rezerwie, Brak Odzewu, gdzie w jednej rubryczce, obok danych i zdjęcia biuściastej szatynki wpisany jest nawet powód tego braku: "wrócił jej facet".

W każdej z tych rubryk po kilkanaście pań. W Rezerwie: czterdzieści siedem.
Tropiąc ślady Jacka w sieci, Iwona odkryła coś jeszcze: świeżuteńkie zdjęcie z żoną. Czułe spojrzenia i splecione dłonie sugerowały raczej renesans uczucia niż separację. A dzieci okazały się młodsze, niż deklarował czuły tatuś, do matury każde miało daleko. I było ich troje, a nie dwoje.

Iwona nie wierzyła własnym oczom. Wykręciła numer do jednej z kobiet. - Dziękuję pani za ostrzeżenie - powiedziała tamta zgaszonym głosem i odłożyła słuchawkę. Druga, sądząc, że dzwoni żona Jacka, zaatakowała: - Jak nie radzi sobie pani z własnym mężem, to już pani problem!
Potem Iwona dała sobie spokój z telefonami. I z Jackiem też. Kiedy się z nim rozprawiała, przyznał, że popełnił błąd, że to wszystko już nieaktualne, że naprawdę rozwodzi się z żoną. l że kiedyś stanie przed nią, by udowodnić, że mówił prawdę, i że jeszcze będzie o nią walczył, bo takiego uczucia zniszczyć nie powinni.

- Jakbym oglądała jakąś pieprzoną "Modę na sukces" - kręci głową Iwona.
Kiedy wiedział, że to naprawdę koniec, westchnął tylko: - Okazałaś się dla mnie za dobra!
- Co oznaczało: za sprytna, by go w końcu nie przyłapać - tłumaczy sobie dziś Iwona.
Jej danych nie było w arkuszu. Może dlatego że nie złowił jej w randkowym portalu. Może do mnie naprawdę coś czuł? - zastanawia się czasem. - Najgorsze jest to, że gdyby mi wtedy obiecał, że to się nigdy nie powtórzy, pozwoliłabym mu wrócić.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 60

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

P
Pracodawca

Ale potwierdzone jest to, że mieszka i pracuje w Krakowie. Pracuje prawdopodobnie w pogotowiu na dyspozytorni w głównym budynku pogotowia i na 100% w szpitalu Rydygiera. Może nawet uda się zdobyć gdzie mieszka, bo też muszę go odwiedzić...

P
Pracodawca

Ok daj jakiś kontakt do Ciebie to wyślę kilka info. Pozdrawiam

N
Niech się boi bo ma czego

Dziękuję bardzo,czekam na info.

P
Pracodawca

Szkoda ze tak późno piszesz. Grzegorz nie pracuje i nie przebywa juz w Warszawie. Z tego co ustalilem od tygodnia pracuje w Krakowie w jedynym ze szpitali. Jeżeli będę wiedział dokładnie gdzie to napewno napisze.

N
Niech się boi bo ma czego

Gdzie go znajdę w Warszawie?
Mam z nim do pogadania!

Z
Z wrocka

Masakra dziewczyny miejcie się na baczności dziwny koleś kłamieeeeeee na całego

K
KG
W dniu 30.12.2015 o 22:13, Marta_sympatia napisał:

Ja bym uważała:) szkoda słów...mam nadzieję, że to ostatni taki mężczyzna w moim życiu, Bez wartości i zasad...a bajeruje że ho ho ho. Że ratownik, że taki opiekuńczy, że taki i owaki...jak dla mnie wieśniak...

Oczywiście uważaj! Rozmawiałam z kolegą z zupełnie innej miejscowości... Kiedy opowiadał mi o koleżance którą pewien koleś z badoo robił w ch****, historia wydawała mi się dziwnie znajoma... A kiedy padło nazwisko podparte zdjęciem - padłam ze śmiechu:) Okazało się że to ten sam gość który zbajerował mnie:) Jak widzę całkiem  nieźle mu to idzie:)

O
Ostrzegam!

Taka mała sugestia dla Anny, Grzegorz nie ma prawka! Jest ślepy jak kura! Zanim dojdzie kolejny raz do TRAGEDII za sprawą Grzegorza to może się ktoś w końcu tym zajmie!

A
Anna

Pracuje w warszawskim Falck'u. Tu też bryluje, oszukuje, ale chyba kierownictwo na nim się zaczyna poznawać. Nie dostał się na dyspozytora, a czas jako kierowcy karetki też chyba ma policzony.

O
On jest super!

Czy któraś z was wie gdzie Grześ znajduje się obecnie? Wystarczy samo miasto.
Bardzo mi na tym zależy.

q
qwerty

tez potweirdzam, mieszkal we wrocku, mial jakies zaburzenia osobowosci, stracil tutaj wszystko, mial wymyslone cv i nie wiadomo czy w ogole mial uprawnienia ratownika, jezdzil autem bez prawka, ciagle sie przeprowadzal a pozniej okazalo sie ze oszukiwal wlascicieli i wyprowadzal sie bez placenia, kobiet po kilka jednoczesnie, gdy wszystko wyszlo uciekl do szczecina

K
Kelnerka

Potwierdzam ...

X
X

Nie planujcie z nim przyszłości To nie jest materiał na długi związek a tym bardziej na męża.

x
xxxxx

A może jeszcze ktoś ma coś ciekawego do piwedzenia, żeby ostrzec nowe ofiary ...

K
Koniec

Myslę że czas zakończyć temat Pana Grzegorza ratownika szkoda czasu na bzdurne pisanie .Morał jest taki że trzeba być zawsze uważnym i przezornym i nie za bardzo ufać .

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3