Zabłudów. TOZ zabrał psy z dwóch hodowli, "bo żyły w skandalicznych warunkach". Właścicielka zarzuca inspektorom kradzież i prześladowanie

Olga Goździewska
Olga Goździewska
Psy były stłoczone na czas remontu, ale zadbane i dobrze zaopiekowane - mówi właścicielka hodowli pod Zabłudowem. TOZ pokazuje za to zdjęcia z interwencji. Tu widać wszystko - podkreśla prezes organizacji prozwierzęcej. Maria Karolina Misiuk/TOZ Białystok
Prezes TOZ w Białymstoku zabrała psy z legalnej hodowli pod Zabłudowem. Jej zdaniem zwierzęta przebywały w skandalicznych warunkach, o czym poinformowała prokuraturę. Właścicielka czworonogów nie pozostała dłużna, zgłosiła przywłaszczenie mienia i nękanie. Domaga się zwrotu psów i szacuje straty. Według niej ich wartość rynkowa to około 140 tys. zł, zaś hodowlana to minimum 2,5 mln złotych.

W październiku ubiegłego roku prezes Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami interweniowała w hodowli zwierząt pod Zabłudowem. Niepokój Anny Jaroszewicz wzbudzały warunki, w jakich przebywały zwierzęta. Zaniedbany dom, brak prądu, studni, małe i brudne klatki. Według relacji TOZ, właścicielka nie mieszkała w miejscu przebywania psów. W interwencji uczestniczyli policjanci i powiatowy inspektor weterynarii. Gmina Zabłudów wydała wtedy decyzję o czasowym odbiorze psów.

- Psy zostały odebrane z powodu utrzymywania w niewłaściwych warunkach w stanie rażącego niechlujstwa i zamknięciu bez dostępu do wody. Pani Misiuk wprowadziła się do domu na wsi w marcu, interweniowaliśmy w październiku. Przez kilka miesięcy zwierzęta żyły w kontenerach. W tym czasie właścicielka kupowała kolejne psy, mimo że nie miała warunków do ich trzymania - tłumaczy Anna Jaroszewicz, prezes oddziału TOZ w Białymstoku - Psy w dniu interwencji były w różnej kondycji. Część z nich miała zmiany skórne, przerośnięte pazury. Nie były wychudzone, ale też nie miały tkanki mięśniowej, przez brak wybiegania. Niektóre zastaliśmy we własnych odchodach. Obecnie zwierzęta przebywają w tzw. domach tymczasowych pod opieką czterech organizacji pozarządowych - dodaje Jaroszewicz.

Zobacz też: Co dalej ze schroniskiem w Radysach? Właściciele "mordowni" wyszli z aresztu za kaucją i zawiesili działalność (ZDJĘCIA)

Właścicielka hodowli odpiera zarzuty i uważa, że Jaroszewicz dopuściła się przywłaszczenia wartościowych psów m. in. rasy bulterier i staffordshire bull terier. Biznes prowadziła legalnie, bo hodowla była zarejestrowana.

- Jakiś czas przed interwencją zamieszkałam w starym domu, 18 km od Białegostoku i rozpoczęłam remont, aby polepszyć warunki psom i nam. Wynajęłam również mieszkanie w Białymstoku, aby córka miała dogodny dojazd do szkoły. Niestety, na czas remontu psy były stłoczone, ale zadbane i dobrze zaopiekowane - zapewnia Maria Musiuk, właścicielka hodowli. - Niestety TOZ podczas interwencji zarzucił mi m. in. nieporządek w domu. Później spotkałyśmy się z wielką falą hejtu po nagłośnieniu sprawy w mediach społecznościowych tej organizacji. Ludzie życzyli nam śmierci, grozili. Próbowano się włamać do wynajmowanego przeze mnie mieszkania. Musiałyśmy uciekać z miasta. Ale prezes TOZ mieszka w pobliżu naszej wsi i niemal codziennie przejeżdża obok naszego domu, zagląda nam w okna. Ma też swoje układy. Nie czujemy się bezpiecznie i złożyłam kolejne zawiadomienie do prokuratury o uporczywym nękaniu - tłumaczy Misiuk.

Przyznaje, że wielokrotnie zgłaszała nękanie do prokuratury, ale śledztwa były umarzane.

- TOZ w żaden sposób nie szykanuje i nie prześladuje tej osoby, ani też członkowie naszej organizacji. Ja jako Prezes TOZ w Białymstoku nie miałam żadnego kontaktu ani prywatnie ani w ramach mojej społecznej działalności z tą osobą od października 2019 roku. Poza tym psów nikt nie ukradł, zostały one zabezpieczone policyjnym protokołem zajęcia rzeczy - podkreśla prezes TOZ.

Prokuratura Rejonowa w Białymstoku nadal prowadzi czynności sprawdzające m.in. przesłuchuje świadków i przygląda się dokumentacji weterynaryjnej z hodowli. O szczegółach sprawy informować nie chce.

- W prokuraturze prowadzone jest jedno postępowanie, ale nie możemy odpowiedzieć na pytanie dot. hodowli Marii Karoliny Misiuk, ponieważ w tym momencie nie dysponujemy aktami sprawy - poinformował Karol Radziwonowicz, prokurator rejonowy w Białymstoku.

Przebieg postępowania możemy jednak prześledzić dzięki dokumentacji udostępnionej na oficjalnej stronie białostockiego TOZ-u i przesłanej przez Marię Misiuk. Z pism wynika m. in. że prokuratura 18 maja 2020 roku umorzyła dochodzenie w sprawie znęcania się przez nią nad zwierzętami. Na podstawie tej decyzji burmistrz Zabłudowa zwrócił się do TOZ-u, by ten oddał psy właścicielce.

- Mieliśmy podstawę, by wystosować takie pismo. Na samym początku TOZ powiadomił policję o tym, że zwierzęta są trzymane w niekorzystnych warunkach. Do interwencji w domu pani Misiuk dołączyły nasze służby, ale zwierzęta zostały już wtedy odebrane przez policjantów. Zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym i byliśmy zmuszeni do wydania oficjalnej decyzji o odbiorze psów i powierzeniu ich pod opiekę organizacji - tłumaczy Wiesław Dąbrowski, zastępca burmistrza gm. Zabłudów.

Od decyzji urzędu natychmiast odwołała się Maria Misiuk. Sprawa zaczęła toczyć się dwoma ścieżkami: administracyjną, przez Urząd Miejski w Zabłudowie, oraz karną, przez Prokuraturę Rejonową w Białymstoku.

- W rezultacie sprawa trafiła do sądu, a biegły sądowy stwierdził, że nie było podstaw do odebrania psów, bo ich życie i zdrowie nie było zagrożone. W związku z tym burmistrz wydał nową oficjalną decyzję o nieodbieraniu psów właścicielce. Ale decyzja została zaskarżona, tym razem przez TOZ - zaznacza Dąbrowski. - Sprawa jest skomplikowana i długo się ciągnie. Dla naszego urzędu jest to problem. Wydaliśmy do maja ok. 20 tys. na utrzymanie psów, po tym jak zostały odebrane. Będziemy się starać o zwrot tych kosztów od Marii Misiuk, ale dopiero, gdy sprawa będzie miała swój finał - podkreśla zastępca burmistrza.

Prezes TOZ nie zamierza oddać psów właścicielce i podkreśla, że gmina nie może o tym decydować. Pismo potraktowała jak zwykły list.

- Sprawa jest w toku. Powrót do hodowców będzie możliwy jeżeli sąd orzeknie w prawomocnym postanowieniu, że nie doszło do znęcania się - zaznacza Jaroszewicz.

Gość Porannego: Adam Kraśko, uczestnik pierwszej edycji programu Rolnik Szuka Żony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3