A tych chłopców strasznie żal...

Urszula Bisz [email protected]
Jakby Marcin prowadził, może by wszyscy żyli - zastanawia się Ryszard z Mikołajek (pierwszy z lewej)
Jakby Marcin prowadził, może by wszyscy żyli - zastanawia się Ryszard z Mikołajek (pierwszy z lewej) A. Zgiet
Łomża. To miał być sposób na wakacje. Pozbierać przez kilka tygodni jagody u Niemców, potem wrócić z kasą w kieszeni, wyskoczyć w Polskę.

Czterech młodych chłopaków i 20-latka. A potem te straszne sekundy... I huk hamującego pociągu, który nie zdążył się zatrzymać.

Marcin miał 25 lat, mieszkał w Mikołajkach niedaleko Łomży. Był już po studiach, pracował. Kamil był cztery lata młodszy. Pochodził z Łomży, mieszkał na jednym z tamtejszych blokowisk. Drugi Kamil był spod Jedwabnego, z maleńkiej wioski Olszewo-Góra. Miał 18 lat. Chodził jeszcze do ogólniaka. Krzysztof, który tego tragicznego dnia kierował samochodem, miał 19 lat. Mieszkał w Chojnach Młodych, tak jak jego o rok starsza siostra Monika. Tylko ona cudem ocalała. Jej brat i koledzy zginęli w zmiażdżonym przez pociąg samochodzie.

Jechali zbierać jagody, nie dotarli do celu

Tragiczne chwile rozegrały się w poprzedni wtorek, około godziny 14 między miejscowościami Grindau i Hope w Niemczech. W lewy bok volkswagena passata kombi, którym podróżowali, uderzył regionalny pociąg kursujący na linii Hanower - Buchholz. Ciągnął auto po torach jeszcze przez 250 metrów.

- Poruszali się po gruntowej drodze równoległej do torów kolejowych - opisał rzecznik miejscowej policji Detlev Maske. - Podczas wyprzedzania pojazdu rolniczego volkswagen passat przejechał przez trawnik oddzielający drogę od torowiska i wjechał pod lokomotywę ciągnącą skład pasażerski.

Doszło do tego w pobliżu przejazdu przez tory kolejowe, który, jak twierdzą niemieccy funkcjonariusze, był prawidłowo oznakowany i dobrze widoczny z obu stron z odległości kilkuset metrów.

Pięcioro młodych ludzi jechało do miejsca, w którym byli zatrudnieni. Za zachodnią granicą pracowali sezonowo przy zbieraniu jagód. Niestety nie udało im się dotrzeć do celu.

Ich rodziny i znajomi są pogrążeni w żałobie i żalu. Nie są w stanie pojąć, jak doszło do tej tragedii. Przecież wszyscy oni mieli tylko zarobić na życie za granicą i szybko wrócić do Polski do rodzinnych domów! Niestety - w przypadku czwórki z nich - wróciły tylko ich ciała, by spocząć w pokoju w ojczystej ziemi.

Rodziny w zbyt wielkim szoku, bo jak opisać tak wielką stratę

Ten tragiczny wypadek załamał rodziców wszystkich młodych mężczyzn. Pomimo naszych próśb nie chcieli rozmawiać o tym, co się stało z ich synami.

- Tego nie da się opisać, to dla nas wielka tragedia, dramat - mówiła zapłakana siostra Marcina, najstarszego z tragicznie zmarłych. - Moja mama, co ona może powiedzieć... Przecież to dla niej szok. Tam na podwórku stoi przecież jego samochód. To nie powinno się stać! To jest zbyt straszne. Co my w ogóle możemy powiedzieć... - nagle głos jej się załamał. O nic więcej nie pytaliśmy.

Żal, bo to przecież nie chuligan

Sąsiedzi w niewielkich, podłomżyńskich Mikołajkach nieco chętniej opowiadają o zmarłym Marcinie, bo jak mówią, to był naprawdę dobry chłopak. Będzie go we wsi brakować.

- Do Niemiec pojechał jakiś tydzień przed wypadkiem, dosłownie kilka dni, ale wcześniej też już tam bywał - powiedział pan Ryszard, sąsiad Marcina z Mikołajek. - Pojechał do pracy prawdopodobnie na trzy tygodnie. Tu urlop wziął i pojechał. Szybko miał wrócić.

- W ogrodniczym sklepie pracował w Łomży - dodaje kolega pana Ryszarda, Stanisław Kaszuba, mieszkaniec rodzinnej wsi Marcina. - To syn sołtysa był. Szkoda. Wielka szkoda, że zginął. Cichy chłopak. Dobry. Nie pijak. Nie palił. Nikomu nie ubliżał. Można powiedzieć - dusza człowiek. Dwadzieścia pięć lat miał. Pani, co to za wiek... Na śmierć?! A i tak najstarszy był z tych, co zginęli. Żony nie miał. Miał dziewczynę, ale nie zdążył się ożenić. Dobry chłopak był. Nie chuligan, bo jakby chuligan, to co innego... A we wsi nikt nie słyszał, żeby komuś coś złego zrobił albo powiedział. Solidny, odpowiedzialny chłopak...

Stała się sprawa nieodwracalna

- Jakby to on kierował, może by do tej tragedii nie doszło - wtrąca pan Ryszard. - On dobrze jeździł, odpowiedzialnie. Nie zachowywał się jak młody wariat, co to dopiero prawo jazdy dostał i popisuje się za kierownicą...
- Aj, Rysiek przestań! - przerywa pan Stanisław. - Stała się sprawa nieodwracalna i nic my nie zmienimy. To się tylko modlić można.

"Co teraz można powiedzieć?"

I wszędzie - w Mikołajkach, Łomży, Chojnach-Młodych i Olszewie Górze oraz tam, gdzie byli bliscy i znajomi Rafałów, Marcina i Krzyśka - ostatnie dni wypełniła modlitwa i wspomnienia. Nawet jeśli ktoś ich znał tylko z widzenia.

- Mieszkał na tej samej klatce schodowej co ja - wspomina sąsiadka Kamila pochodzącego z Łomży. - Wiele powiedzieć nie mogę, ale i źle nie ma co wspomnieć. Nie był taki, jak potrafią być młodzi chłopcy w jego wieku. Uczynny był, cichy. Nigdy problemów mi i innym sąsiadom nie robił. Że to akurat właśnie tacy ludzie muszą ginąć, to straszne. Pomyśleć tylko, że jeszcze całe życie było przed nim. Co teraz można powiedzieć? Chyba nic... Taka niepotrzebna, zaskakująca ta śmierć...

Rodzinie potrzebna jest pomoc

Tym razem zaskoczyła aż czterech młodych, dopiero rozpoczynających życie mężczyzn. Ich rodzinom pomagają teraz policyjni psycholodzy i miejscowe władze. Łomżyński urząd miasta zadeklarował pomoc w załatwieniu wszelkich formalności związanych z transportem ciał czterech mężczyzn, którzy zginęli po zderzeniu z pociągiem. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej otoczy rodziny odpowiednią pomocą. Według lekarzy, życie piątej pasażerki nie jest zagrożone.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

z
znajoma
Ponoć dziennikarka obiecała nie wykorzystywać pewnych treści rozmów... Można się zdziwić.
A swoją drogą, z tym blokowiskiem to pewne przegięcie. Oby w innych miastach mieli takie osiedla jak te.
Dodaj ogłoszenie