Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Alicja Łepkowska-Gołaś: Uważam, że mieszkanki województwa podlaskiego potrzebują swojej reprezentacji w Sejmie

Jakub Wróblewski
Jakub Wróblewski
– Musimy odczarować przeświadczenie, że nasze województwo jest tzw. Polską B, bo zupełnie tak nie jest. Chcę też odczarować stereotyp Łomży jako miejsca, w którym nic się nie dzieje – zapowiada posłanka Alicja Łepkowska-Gołaś.

Zacznijmy od początku. Czy mogłaby pani zdradzić kulisy tego, jak dostała się na listy Koalicji Obywatelskiej w październikowych wyborach do parlamentu?

Człowiek musi sobie na to zapracować. Już od roku rozmawialiśmy na temat mojego startu w wyborach. Osobiście najpierw chciałam wziąć udział w wyborach samorządowych do łomżyńskiej rady miejskiej, a dopiero później, startować do parlamentu. Jednak po długich rozmowach z innymi członkami partii zdecydowaliśmy, że od razu trafię na listy do Sejmu. To duże wyzwanie, które musiałam dobrze przemyśleć. Rozmawiałam na ten temat również ze swoją rodziną. Mam bowiem pięcioletniego syna, więc musiałam wziąć pod uwagę to, jak pogodzić życie prywatne z zawodowym. Mąż jednak wsparł mnie w decyzji o starcie.

Do tej pory też nie siedziała pani w domu. W regionie łomżyńskim jest pani znana ze swojej działalności społecznej.

Wszystkie działania, które podejmowałam przez kilkanaście ostatnich lat, dały mi dużą rozpoznawalność. I choć tych działań było naprawdę sporo, to ja mam taki charakter, że pewne rzeczy sobie umniejszam. W 2010 roku rozpoczęłam współpracę z Fundacją Ocalenie jako wolontariuszka. Przez ponad 10 lat prowadziłam świetlicę dla dzieci uchodźczych w Łomży, gdzie zarządzałam ponad 60 wolontariuszami. Pamiętam jak z trzymiesięcznym synem na rękach organizowałam zbiórkę dla naszej podopiecznej, która potrzebowała miliona złotych na immunoterapię. Byłam koordynatorką koncertów WOŚP w Łomży i organizowałam Strajk Kobiet. Pamiętam, jak po wyroku Trybunału Konstytucyjnego uznałam, że nie mogę zostać w domu. Bałam się, że będę na proteście sama albo że będzie nas tylko kilka. Jednak okazało się, że wyszłyśmy z koleżankami na protest, a razem z nami wyszło pół tysiąca ludzi! Prowadziłam mnóstwo różnorodnych działań społecznych, dzięki którym nabierałam coraz większego doświadczenia, a jednocześnie poznawałam wspaniałych ludzi.

Przełożyło się to również na kampanię, w której była pani bardzo aktywna.

Była to praca u podstaw. Chcieliśmy jak najczęściej wychodzić do ludzi, bo tak przecież pracowałam do tej pory. Nie wyobrażałam sobie prowadzenia kampanii zza biurka. Mogłam też liczyć na wsparcie kolegów z partii. Dziękuję im, że zrobili krok do tyłu, abym ja mogła zrobić dwa do przodu. Moi kompani schowali swoje ambicje, żeby mi pozwolić działać. Wiedzieli, że nie odpuszczę żadnego spotkania, ani jednego uścisku ręki. Chciałam być cały czas wśród ludzi, ponieważ tak funkcjonuję na co dzień.

Nie próbowała pani również ukrywać swoich poglądów. Mimo tego, że ziemia łomżyńska jest jednym z bardziej konserwatywnych regionów w kraju, to pani głośno mówiła o potrzebie równości wszystkich płci i orientacji seksualnych. Nawet wzięła pani udział w białostockim III Marszu Równości, na którym nie było zbyt wielu polityków.

Staram się być wiarygodna w oczach wyborców. Mam swoje niezmienne poglądy, o których mówię od wielu lat. Nie zależy mi na tym, żeby się komuś przypodobać. Zawsze działam na rzecz pojednania, mimo różnic, jakie występują w społeczeństwie. Jestem w stanie współpracować z każdym, o ile widzę wolę porozumienia. Moje uczestnictwo w Marszu Równości tylko podkreśla, że działam na rzecz mniejszości, aby miały równe prawa i mogły normalnie funkcjonować w naszym kraju. Nie wyobrażałam sobie, że może mnie zabraknąć na marszu. Chciałam pokazać mniejszościom, że stoję po ich stronie.

Zaplanowana strategia okazała się skuteczna. Zdobyła pani ponad 13,5 tys. głosów, a w samej Łomży zdeklasowała swoich kontrkandydatów.

Myślę, że łomżanie pamiętają moje dotychczasowe działania. Starałam się rozmawiać ze wszystkimi, wszędzie być, działać, wspomagać różne inicjatywy. Myślę, że to głównie przyniosło taki efekt, a nie sama kampania. Z nikim nie staję do konfliktów, unikam wojen. Założyliśmy w kampanii, że moimi głównymi wyborcami będą mieszkańcy ziemi łomżyńskiej. Zakładaliśmy, że zdobędę około 6 tys. głosów. Okazało się jednak, że zdobyłam ponad dwa razy więcej, bo głosowali na mnie nie tylko wyborcy z Łomży, ale z całego województwa. Myślę, że nie bez znaczenia jest też fakt, że jestem kobietą. Uważam, że mieszkanki województwa podlaskiego potrzebują swojej reprezentacji w Sejmie.

Jak wrażenia z pierwszych dni w parlamencie?

Muszę przyznać, że Sejm dużo spektakularnej wygląda w telewizji niż na żywo. Jest to miejsce, w którym szybko się odnalazłam. Nie poszłam tam też jako typowa debiutantka nieznająca nikogo. Już podczas swojej działalności społecznej oraz podczas kampanii nawiązałam wiele relacji z kolegami i koleżankami z Platformy Obywatelskiej. Dostałam od nich duże wsparcie, dzięki czemu weszłam do Sejmu mocno podbudowana. Lubię pracę, także mam nadzieję, że przyniesie ona bardzo dobre efekty.

Czym zatem chciałaby się pani zajmować przez najbliższe cztery lata?

Bliskie są mi tematy związane z prawami kobiet i mniejszościami. Województwo podlaskie jest tak różnorodnym regionem, że chciałabym na jego podstawie pokazywać, jak można – mimo różnic – dobrze funkcjonować. Dlatego też myślę, że komisja do spraw mniejszości będzie dla mnie idealnym miejscem do pracy. Od zawsze bardzo bliska była mi kultura, polityka społeczna. Chcę również pracować na rzecz tego, aby nasz region, nasze województwo rozwijało się równomiernie. Musimy sprawić, aby nie tylko większe ośrodki miały ułatwiony rozwój, ale również te mniejsze gminy. Musimy odczarować przeświadczenie, że nasze województwo jest tzw. Polską B, bo zupełnie tak nie jest.

Jest pani jedyną reprezentantką ziemi łomżyńskiej w parlamencie, zatem jak chce pani reprezentować interesy regionu, z którego pani pochodzi?

Mamy dużo mniejsze możliwości rozwoju zawodowego, z tego względu, że mało się u nas inwestuje. Chcę pracować, aby ściągać do ziemi łomżyńskiej kolejnych inwestorów oraz inwestycje. Ludzie muszą wiedzieć, że nasze tereny są atrakcyjnym miejscem do zainwestowania swoich pieniędzy. Wtedy wzrośnie liczba miejsc pracy, ale wzrosną też zarobki. Chcę odczarować stereotyp Łomży jako miejsca, w którym nic nie ma i nic się nie dzieje. Nie jest to prawda. Mamy wiele atrakcji oraz wydarzeń, które mogą zainteresować potencjalnych turystów. Musimy pokazać, że nie jesteśmy wyłącznie trasą przejazdową na Mazury. Ważne jest również wyrównywanie szans w komunikacji. Społeczność musi mieć zapewnione połączenia, dzięki którym łatwiej będzie dostać się im do pracy czy szkoły. Musimy stworzyć takie warunki, aby nie trzeba było opuszczać ziemi łomżyńskiej i wyjeżdżać do większych aglomeracji miejskich.

Jest pani osoba mocno zajętą, a jak spędza pani czas wolny, kiedy już znajdzie się ta wolna chwila?

Plotę makramy. Jest to sztuka plecenia sznurków bez użycia drutów czy szydełek. Rękodzieło jest rzeczą, która mnie uspokaja i daje czas na przemyślenie różnych rzeczy. Jednak muszę przyznać, że tych wolnych chwil mam coraz mniej. Priorytetem jest dla mnie rodzina, więc robię wszystko, aby zachować ten work life balance (równowagę pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym – przyp. red.).

Zobacz też:Problemy branży mleczarskiej w związku z protestem przewoźników. Producenci apelują o podjęcie działań

od 7 lat
Wideo

iPolitycznie - Przemysław Czarnek

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna