Pocięła się żyletką. Nakłamała policji i rodzinie, że ją napadli

Helena Wysocka [email protected]
sxc.hu
Udostępnij:
To pierwszy taki przypadek w naszym regionie.

- Dlaczego tak zrobiła, trudno w tej chwili ocenić - mówi Ryszard Tomkiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Suwałkach. - Na ogół ludzie wymyślają różne historie z chęci zysku. Bywa też tak, że są psychicznie chorzy. Wkrótce kobieta odpowie za swój czyn przed sądem.

Miała sześć ran na przedramieniu

Ewa ma 29 lat. Mieszka z mężem i teściem w niewielkiej, położonej na skraju Puszczy Augustowskiej wsi. To bardzo szanowana rodzina. Ewa nie pracuje. Wychowuje roczną córkę. W połowie czerwca tego roku zaalarmowała policję, że ją napadli. Grozili, okaleczyli i i zabrali oszczędności. Były w sejfie i należały do teścia.

Tej nocy była w domu tylko z dzieckiem. Mąż nieco wcześniej wyszedł na polowanie. Teść - wypoczywał w Bieszczadach.

Było dziesięć minut po ciszy nocnej. Szykowała się do snu, gdy ktoś zapukał do drzwi wejściowych. Myślała, że to mąż. Zdarzało się, że wracał z polowania wcześniej niż planował. Ewa bez wahania otworzyła drzwi, a wtedy do domu wdarło się dwóch ubranych na czarno i zamaskowanych mężczyzn. Byli młodzi i wysocy. Prawdopodobnie, bo szczegółów nie pamięta. Sparaliżował ją strach. Jeden ze sprawców był uzbrojony. Miał nóż, albo coś podobnego. Zranił gospodynię w ramię i udo. Później zażądał wydania pieniędzy. Zagroził, że jeśli tego nie uczyni, to skrzywdzi śpiące na górze dziecko.

- Mówili dobrze po polsku - opowiadała kobieta. - Właściwie to tylko jeden. Drugi nie groził, ale bez przerwy rzucał bluźnierstwami. Strasznie przeklinał. W domu Ewy były dwie szafy pancerne. Do obu miała klucze. W jednej szafie przechowywana była broń i pieniądze. Były to oszczędności teścia. Drugą szafę wypełniały fotografie. One też należały do seniora rodu.

Sprawcy byli dobrze zorientowani. Kazali swojej ofierze otworzyć tę szafę, w której były oszczędności i broń. Zabrali tylko pieniądze. W sejfie było ponad trzy tysiące dolarów i sześć tysięcy złotych. Pokrzywdzony oszacował swoje straty na ponad 18 tysięcy zł.

Bandyci zabrali kasę, wsiedli do samochodu i odjechali w stronę wsi. Kilka minut później przerażona kobieta zawiadomiła o napadzie męża. A ten zdecydował, by wezwać policję. - Pokrzywdzona była przerażona, na ręce miała sześć ciętych ran - twierdzi policjant, który miał tego dnia dyżur.

Mimo, że dochodziła już niemal północ, funkcjonariusze sprowadzili na miejsce psa. Nie podjął tropu. Następnego dnia we wsi zaroiło się od policjantów. Chodzili od domu do domu.

- Pytali, czy nie widzieliśmy nic podejrzanego - opowiadali rolnicy. - Ale tu nikt się nie kręcił. Okolica spokojna, nigdy nic się nie zdarzyło. Zresztą, my po nocy się nie włóczymy. Skąd mamy wiedzieć, kto i gdzie jeździ.

Śledztwo trwało dwa miesiące. Augustowscy śledczy zwrócili uwagę na parę "dziwnych" drobiazgów. Zaczęli zastanawiać się, dlaczego napastnicy nie chcieli otwierać drugiej szafy pancernej? Albo, dlaczego nie zabrali myśliwskiej broni? Nie wiadomo też, skąd wiedzieli, że w domu jest małe dziecko. Musieli znać rodzinę. Pierwsze podejrzenie padło na ekipę, która kilka tygodni wcześniej remontowała dom. Ale robotnicy mieli alibi.

Podczas analizy przesłuchań śledczy zauważyli, że Ewa gubił się w szczegółach. Niby mało istotnych, ale jednak. W końcu przyznała, że w tej sprawie występuje w podwójnej roli. Potrzebowała pieniędzy, nie chciała prosić o nie męża. Wymyśliła więc napad.

- Śledztwo w tej sprawie zostało umorzone - informuje Aneta Piskorska z Prokuratury Rejonowej w Augustowie. - Pokrzywdzony nie chce ścigać sprawcy.

Ale to nie koniec sprawy. Prokuratura wszczęła bowiem drugie postępowanie. Ewa odpowie przed sądem za to, że zawiadomiła o przestępstwie, którego nie było. Wkrótce usłyszy zarzuty. Kobiecie grozi do 3 lat więzienia.

Sama sobie groziła... śmiercią

Przedstawiciele suwalskich organów ścigania mówią, że w ostatnich latach odnotowano kilka fałszywych zgłoszeń o przestępstwach. Najgłośniejsza sprawa dotyczyła 13-letniej Moniki. O jej gehennie pisaliśmy trzy lata temu. Monika została napadnięta i okaleczona. Później doszło do dwóch kolejnych napadów. Pokrzywdzona nie potrafiła opisać napastników. Nie było świadków zdarzeń. Policja umorzyła śledztwo. Tymczasem nastolatka zaczęła otrzymywać sms-y oraz listy z pogróżkami. Autorzy grozili jej śmiercią, rysowali gilotyny i szubienice.

- Jesteśmy torturowani psychicznie - płakała matka Moniki. - Dlaczego policja nic nie robi? Jak długo ten koszmar będzie jeszcze trwał?

Monika przestała wychodzić z domu. Miała indywidualny tok nauczania. Zaczęła korzystać z porad psychologa i psychiatry.

W końcu policja zdecydowała się na zamontowanie kamery przy drzwiach wejściowych do mieszkania dziewczyny, która nie miała o tym zielonego pojęcia. Kilka dni później została przyłapana na gorącym uczynku. Pod wycieraczkę podkładała list z pogróżkami. Funkcjonariusze przeszukali mieszkanie. W tapczanie Moniki znaleziono dwa gotowe listy z pogróżkami oraz torbę wyciętych z gazet liter.

- Rówieśnicy nie akceptowali jej - mówiła Ewa Starczewska, psycholog. - Dziewczyna chciała zaistnieć.

Wpadł na wąsach

Kilka lat temu na policję zgłosił się mężczyzna, który został napadnięty w centrum Suwałk. Opisał sprawcę i ten trafił za kratki. Na szczęście, długo nie siedział. Śledczy doszli do prawdy na podstawie... wąsów. Otóż w policyjnych protokołach znalazł się zapis, że sprawca miał je tak duże, jak Wałęsa. W wyjaśnieniach, które ofiara składała w prokuraturze mówiła, że jak Zorro. Śledczy dostrzegli tę niewielką różnicę. Gdy próbowali ustalić, jakie faktycznie były wąsy pokrzywdzony stwierdził: - Na co dzień, jak u Zorro. Ale gdy napadał, to robił się na Wałęsę.

- Mieliśmy też dwa zgłoszenia kradzieży tirów - dodaje prokurator Tomkiewicz. - Faktycznie do przestępstwa nie doszło. Zgłaszający chcieli wyłudzić odszkodowanie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie