MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Poniedziałkowy komentarz. Tęsknić na pewno nie będę

Wojciech Konończuk
Wojciech Konończuk
Trener Bogdan Zając nie zapisał się złotymi zgłoskami w historii Jagiellonii
Trener Bogdan Zając nie zapisał się złotymi zgłoskami w historii Jagiellonii jagiellonia.pl
Chyba wszyscy przecieraliśmy oczy ze zdumienia, widząc postawę piłkarzy Jagiellonii w Poznaniu. To byli ci sami, a jednak zupełnie inni ludzie. No i zupełnie inna gra.

"Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
wiosna - znów nam ubyło lat" - śpiewali kiedyś Skaldowie.

Przypomniała mi się ta piosenka nie tylko dlatego, że mecz w Poznaniu został rozegrany pierwszego dnia astronomicznej wiosny, ale dlatego, że Jagiellończycy wyglądali tak, jakby rzeczywiście ubyło im lat. A raczej, bo to ludzie młodzi, jakby ktoś powyciągał im odważniki z butów, a w serca wlał wiarę w siebie i radość z grania w piłkę. Nagrodą było wspaniałe zwycięstwo.

Nie trzeba być wielkim analitykiem, żeby dojść do wniosku, że ta przemiana była efektem roszady na ławce trenerskiej. Od dawna pod wodzą Bogdana Zająca Jaga nie prezentowała się tak mile dla oka i taki wniosek przyszedł mi do głowy jeszcze przy wyniku 1:2. A to, co się stało później, po prostu mnie zatkało.

Czytaj też: Poniedziałkowy komentarz. Nie nadążam za trenerem Zającem

Lista moich uwag do pracy trenera Zająca jest długa, jak spis wymarzonych prezentów dziecka pod choinkę. Chcę tylko zwrócić uwagę na kilka już dostrzegalnych różnic w pracy byłego już opiekuna Żółto-Czerwonych i ich aktualnego trenera Rafała Grzyba.

Pierwsza sprawa to zmiany. Z Lechem gola strzelił rezerwowy Bartłomiej Wdowik, a asystę zaliczył inny zmiennik - Tomas Prikryl. I to są lepsze statystyki niż we wszystkich spotkaniach pod wodzą Bogdana Zająca razem wziętych. Niewiarygodne, ale prawdziwe.

Były już szkoleniowiec specjalizował się w robieniu roszad kadrowych, które nic nie wnoszą, a często wręcz obniżają jakość gry. Na jednej z konferencji tłumaczył nawet, jak trudno wchodzi się na boisko, kiedy zespół przegrywa. A pewnie, tylko, że zrobić zmianę w końcówce przy prowadzeniu 5:0 potrafi każdy, a taką, która przy złym wyniku coś poprawi, tylko ktoś, kto ma przysłowiowego trenerskiego "nosa". Rafał Grzyb zaryzykował w starciu z trudnym rywalem, przy rezultacie 1:2 i na dodatek po czerwonej kartce Błażeja Augustyna i został za to nagrodzony zwycięstwem. Nie sądzę, by jego poprzednika było stać na taką ułańską fantazję.

A skoro już jesteśmy przy Augustynie. Trzy czerwone kartki z rzędu czynią go głównym kandydatem do tytułu rozbójnika ligi, ale są okoliczności łagodzące. Żaden z ukaranych żółtkiem fauli nie był jakimś brutalnym zagraniem, wymierzonym w zdrowie rywala. Przewinienia wynikały raczej z ferworu walki, a było też zagranie ręką, wycenione na żółtko przez "sprawiedliwego" Daniela Stefańskiego, którego skandaliczna decyzja została potem anulowana. Tak doświadczony piłkarz, jak stoper Jagi powinien jednak bardziej się kontrolować, szczególnie, gdy gra już z żółtym kartonikiem na koncie.

Ale odbiegłem od tematu. Po meczu trener Grzyb wziął część odpowiedzialności za wyrzucenie z boiska Augustyna na siebie. Trudno mi sobie przypomnieć, by Bogdan Zając przyznał się do jakiegokolwiek błędu. Z reguły za niepowodzenia odpowiada ktoś lub coś, najczęściej koronawirus. Ten, kto potrafi dostrzec błąd, przyznać się do niego i wyciągnąć wnioski, według mnie osiągnie znacznie więcej niż ten, kto pracuje w poczuciu własnej nieomylności i szuka usprawiedliwienia na zewnątrz.

To tylko dwa aspekty, a jest ich znacznie więcej, jak chociażby kwestia podejścia do współpracy z mediami i odpowiedzialności za własne wypowiedzi. Nie wiem, czy na kursach trenerskich jest to wykładane. Chyba nie, albo Bogdan Zając był akurat wtedy na wagarach.

Czytaj też: Poniedziałkowy komentarz. Tym razem trener Bogdan Zając mocno przesadził

W każdym razie, w przeciwieństwie do niektórych mediów centralnych nie uważam, że moment na pożegnanie się z trenerem Zającem był zły, czy stało się to przedwcześnie. Przeciwnie, pora była najwyższa, a ja za tym szkoleniowcem na pewno tęsknić nie będę.

Wojciech Konończuk

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Wyjazd reprezentacji Polski z Hanoweru na mecz do Hamburga

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Poniedziałkowy komentarz. Tęsknić na pewno nie będę - Kurier Poranny

Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna