Walczył w imię dobra rolników. I zwyciężył

Joanna Bajkiewicz
Joanna Bajkiewicz
Sąd uznał racje powoda - Andrzeja Remisiewicza. Na ogłoszeniu wyroku nie pojawiła się żadna ze stron.
Sąd uznał racje powoda - Andrzeja Remisiewicza. Na ogłoszeniu wyroku nie pojawiła się żadna ze stron. J. Bajkiewicz
Sąd uwzględnił racje skarżącego. Sprzedawca musi zapłacić mu ponad 4 tysiące złotych i zabrać wadliwe siano.

Po dwóch latach i ponad dziesięciu rozprawach sprawa wreszcie doczekała się zakończenia. Jak mówi Andrzej Remisiewicz, walczył przed Temidą nie dla siebie, ale dla rolników.

- Chciałbym, żeby rolnicy się jednoczyli, żeby byli odważni i stawiali czoła nieuczciwym handlowcom - wyjaśnia.

Remisiewicz działa w branży rolno-spożywczej od ponad 20 lat. Prowadzi firmę, która zajmuje się m.in. sprzedażą nawozów. W 2015 roku rolnictwo zmagało się z klęską suszy, w konsekwencji której już jesienią powstało ogromne zapotrzebowanie na siano. Chociaż jego firma nie posiadała go w regularnej sprzedaży, postanowiła odpowiedzieć na prośby rolników i pośredniczyć w jego zakupie.

- Dokonaliśmy 100 proc. przedpłat na siano w balotach owiniętych siatką i sznurkiem. Siano miało być paszą dla zwierząt. Jednak to, co przyjechało aż znad morza, nie nadawało się do niczego - tłumaczy Remisiewicz.

Zobacz też Dni Łomży 2017. Koncert Zenka Martyniuka przyciągnął tłumy (zdjęcia, wideo)

Pan Andrzej wziął nawet rzeczoznawcę z zakresu rolnictwa. Ten stwierdził, że skład botaniczny nie odpowiadał jakości typowego siana, co więcej - stwarzał zagrożenie dla zdrowia ludzi i zwierząt oraz bezpieczeństwa żywności.

- Siano prawdopodobnie zostało źle zabezpieczone po zabelowaniu, zamokło i rozpoczął się proces gnilny. Ze względu na pleśń oraz obecność toksyn nie można było stosować go ani jako paszy, ani nawet jako ściółki - mówi przedsiębiorca.

Strona sprzedająca nie uznała jednak reklamacji, więc Remiszewski postanowił wejść na drogę sądową. Przed Temidą musiał udowodnić nie tylko wątpliwą jakość towaru, ale i jego nabycie.

Sprzedawca bowiem, prawnik z Warszawy, przez cały proces twardo trzymał się tego, że jego siano było dobrej jakości. Jego zdaniem przyczyn tego, co trafiło finalnie do rąk pana Andrzeja, trzeba szukać w transporcie.

Remisiewicz domagał się zapłaty 5761 złotych. Sąd przychylił się do wniosku powoda. Ustalił, że między stronami doszło do zawarcia umowy, towar został wydany oraz był dotknięty wadą. Sąd uznał jednak, że zebrany materiał dowodowy pozwala na uwzględnienie jego powództwa w 74 proc. Pozwana strona będzie musiała zapłacić przedsiębiorcy 4251 zł oraz odebrać 40 balotów wadliwego towaru, w terminie 10 dni od uprawomocnienia się wyroku.

- Rolnicy nie mają czasu i pieniędzy na takie udowadnianie racji - wyznaje Zdzisław Łuba, przewodniczący Izby Rolniczej w Łomży. Ale przyznaje, że takie praktyki to dla rolników chleb powszedni, niestety.

Dni Łomży 2017

Dni Łomży 2017. Koncert Zenka Martyniuka przyciągnął tłumy (...

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie