Włosi czuli się u nas jak w domu, a Francuzów podbiły babka i ogórki

Justyna Paszko
Agnieszka Żuk (pierwszy rząd, druga z prawej) gościła u siebie dwóch studentów z Francji: Stéphana Kouame (pierwszy z lewej) i Bastiena Dupontrouve (pierwszy z prawej)
Agnieszka Żuk (pierwszy rząd, druga z prawej) gościła u siebie dwóch studentów z Francji: Stéphana Kouame (pierwszy z lewej) i Bastiena Dupontrouve (pierwszy z prawej) Wojciech Gołębiewski
I my, i pielgrzymi, których gościliśmy w ich drodze na Światowe Dni Młodzieży w Krakowie, przeżyliśmy niezapomniane dni

Do Danuty Iwaszko z podsu-walskiej wsi Mała Huta mieli przyjechać goście z Angoli. Specjalnie dla nich zaczęła uczyć się języka portugalskiego. - A ja miałem gościć u siebie trzy Słowenki, ale w ostatniej chwili okazało się, że przyjadą Włosi - mówi Łukasz Arciszewski z Białegostoku.

Arciszewski, tak jak wielu Podlasian, zdecydował się na przyjęcie pod swój dach pielgrzymów przybyłych na Światowe Dni Młodzieży.

- Wrażenia z ich pobytu są jak najbardziej pozytywne. To bardzo otwarci i weseli ludzie - przyznaje.

Na jednej z wycieczek po Białymstoku skosztowali babki ziemniaczanej.

- Jej smak nie wszystkim przypadł do gustu. Ostatecznie i tak najczęściej jedli pizzę - śmieje się. - Ale przyznali, że nasze miasto bardzo im się podoba. Czuli się tu bezpiecznie. Zupełnie jak w domu.

Po wyjeździe gości do Krakowa Arciszewski postanowił do nich dołączyć. Wraz z żoną spędził pod Wawelem jeden dzień. - Bez problemu udało nam się dojechać do centrum miasta. Zaparkowaliśmy w takim miejscu, z którego mieliśmy jedynie 5 minut drogi do okna papieskiego na ul. Franciszkańskiej - opowiada.

Przyznaje jednak, że w Krakowie było tłoczno: - Ze zwiedzaniem byłby problem. Wiele miejsc było zamkniętych. Ale ostatecznie nie było tak źle, jak informowały media.

Parze udało się dotrzeć pod okno papieskie.

- Jako młode małżeństwo mieliśmy pewien przywilej i nie musieliśmy tak długo czekać. Jednak niektórzy musieli swoje w kolejce odstać.

Światowe Dni Młodzieży w Krakowie Arciszewski zapamięta na długo.

- Przywieźliśmy same pozytywne wrażenia. No i udało nam się zobaczyć papieża Franciszka - wyjawia.

Białostoczanka Agnieszka Żuk gościła u siebie dwóch studentów z Francji.

- W szkole średniej uczyłam się języka francuskiego. Niestety trochę wyparowała mi ta umiejętność - śmieje się. Ale przyznaje, że z komunikacją nie było żadnych problemów. - Okazało się, że wystarczy zwykły translator w komórce. I podstawy angielskiego.

Żuk już uczestniczyła w Światowych Dniach Młodzieży. Była w Australii i Niemczech.

- W Kolonii i Sydney interesowało mnie dosłownie wszystko, co było wokół - wspomina.

Nie inaczej było z Francuzami, których gościła.

- Zabrałam ich na wycieczkę do Białowieży, bo bardzo chcieli zobaczyć żubry - mówi.

Przyznaje, że goszczenie Europejczyków nie jest problemem: - Wszystko to, co oni jedzą we Francji, jest dostępne także w naszych sklepach. Dla ułatwienia dałam chłopakom do wypełnienia tabelki z kategoriami „lubię” i „nie lubię”. To był świetny pomysł.

Francuzi próbowali pierogów, ale nie podbiły one ich żołądków. Furorę zrobiła za to babka ziemniaczana.

- Zakochali się także w ogórkach małosolnych, co było zupełnie zaskakujące. Moi znajomi z Finlandii twierdzą, że u nich takie rzeczy się wyrzuca - śmieje się Żuk.

Z chłopakami z Francji ma stały kontakt: - Napisali mi, że Białystok podobał im się o wiele bardziej niż Kraków. Moja siostra śmiała się, że ktoś w końcu słusznie ocenił nasze miasto.

Agnieszka Żuk pojechała na Światowe Dni Młodzieży do Australii i Niemiec, nie mogła zatem opuścić tych w ojczyźnie.

- Zatrzymałam się u siostry, która mieszka bardzo blisko krakowskiego rynku, więc wychodziłam z mieszkania w sam wir wydarzeń. Grupy pielgrzymów spotykały się na ulicy, tańczyły, wspólnie modliły się. Było bardzo wesoło - zdradza nam.

Mimo starań organizatorów Kraków na kilka dni stał się bardzo zatłoczonym miejscem.

- Kiedy z dnia na dzień do miasta przybywają dodatkowo prawie 2 miliony ludzi to wiadomo, że jakiś problem z przejazdem będzie. Nie da się tego uniknąć. Ale takie już są uroki Światowych Dni Młodzieży - śmieje się pani Agnieszka.

Klimat wydarzenia chwali również ksiądz Antoni Wiszowaty z parafii w Kali-nówce Kościelnej.

- Wszystkie nacje, które zjechały do Krakowa, stworzyły niesamowitą atmosferę. Najwspanialszym wydarzeniem była droga krzyżowa na Błoniach i oczywiście czuwanie modlitewne z Ojcem Świętym. Entuzjazm przybyłej młodzieży udzielał się wszystkim mieszkańcom Krakowa. I na pewno papieżowi Franciszkowi.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie