Zabić i umrzeć z miłości

Ireneusz Sewastianowicz
Zostawił pożegnalny list. Napisał, a właściwie nabazgrał ołówkiem, zaledwie kilka zdań: "Pogrzebu nie wyprawiajcie. Kupcie tylko garnitur i nie rozpaczajcie. Tam mi będzie lepiej. Nie będzie moja, nie będzie niczyja".

Władysław Kozłowski w lecie 1984 r. miał 26 lat. Z rodzicami mieszkał w niewielkiej wsi koło Smolnik. Trochę pomagał w gospodarstwie, ale pracował też w przedsiębiorstwie, które zajmowało się remontem dróg. Nieźle zarabiał, uchodził za oszczędnego, stronił od alkoholu.

Zakochał się w sąsiadce, 17-letniej Bożenie. Ponoć, z wzajemnością. Wkrótce cała okolica plotkowała o tym romansie. Swój zdecydowany sprzeciw wyrazili wówczas rodzice dziewczyny.

- Żadnego wesela nie będzie - oznajmił kategorycznie jej ojciec. - On za stary i za głupi.

Od tej pory młodzi spotykali się już tylko po kryjomu, co jednak nie przeszkadzało im w snuciu planów na przyszłość. Władek rwał się do ożenku. Bożena nie oponowała, chociaż w jej wieku raczej nie myśli się o małżeństwie.

Nie wiadomo, kiedy i dlaczego pomiędzy zakochanymi pojawiły się pierwsze nieporozumienia. Być może Bożenę przekonały perswazje rodziców, zwłaszcza że ojciec dość często sięgał po pas, żeby wybić jej z głowy nieodpowiedzialne amory.

Tym bardziej, nie wiadomo skąd wzięła się broń. Eksperci od kryminalistyki stwierdzili, że jest to "jednostrzałowy pistolet kalibru 8,5 mm, wykonany sposobem samodziałowym, przeznaczony do odstrzału nabojów niescalonych". Przypuszczalnie Władek skonstruował go sam. Zdaniem rodziców i znajomych, od dziecka miał smykałkę do majsterkowania.

Pod koniec lipca oboje spotkali się na weselu znajomych. Wyszli na spacer z biesiadnej izby. Władek już się nie pokazał, chociaż impreza dopiero nabierała rozmachu.

Bożena wróciła zapłakana i roztrzęsiona.

- Uderzył mnie w twarz. Pokazywał pistolet i groził, że zabije, a później sam popełni samobójstwo - opowiadała przyjaciółce.

Ten scenariusz chłopak zrealizował wieczorem następnego dnia. Czekał na Bożenę na pastwisku, aż wyjdzie wydoić krowy. Nie było świadków ich ostatniej rozmowy.
Mieszkańcy pobliskich domów, w odstępie kilkunastu minut, usłyszeli dwa strzały. Najpierw znaleźli w trawie Władka. Nie żył. W ręce trzymał pistolet.

Bożena leżała kilkaset metrów dalej. Była nieprzytomna. Po paru tygodniach zmarła w szpitalu. Oboje pochowani zostali na cmentarzu w Smolnikach. Śmierć ich nie połączyła. Spoczywają osobno.

Imiona i nazwiska zostały zmienione.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.