Zatonął volkswagen, którym jechało dwóch wędkarzy

Magda Hirsztritt [email protected]
Spektakularna akcja wydobywania samochodu z dna jeziora trwała 14 godzin. Wzięło w niej udział ponad 20 strażaków i ratowników WOPR z całych Mazur.
Spektakularna akcja wydobywania samochodu z dna jeziora trwała 14 godzin. Wzięło w niej udział ponad 20 strażaków i ratowników WOPR z całych Mazur. KP PSP w Piszu
Udostępnij:
Akcja trwała kilkanaście godzin.

Niereformowalni, głupi - tak w dosadnych słowach określają ratownicy tych, którzy jeżdżą po zamarzniętych mazurskich jeziorach. Apele i ostrzeżenia nie działają. Przez dwa dni strażacy i ratownicy WOPR wyławiali z dna jeziora Roś samochód, którym jechało dwóch wędkarzy. W akcji wzięły udział 22 osoby.

Pasję przypłacili życiem
Mężczyźni pochyleni nad krótką wędką na tafli jeziora to normalny zimowy widok na Mazurach. Kilku tej zimy swoją pasję przypłaciło życiem. Ostatnie ofiary to dwaj wędkarze, których ciała w sobotę płetwonurkowie wyłowili z jeziora Mosąg niedaleko Brąswałdu (powiat olsztyński).

Niestety, coraz bardziej powszechny jest widok aut pędzących po tafli. Mimo że mrozu nie ma od kilu dni, a lód jest coraz cieńszy, nie brakuje amatorów takich przejażdżek.

80 metrów od brzegu, 5 metrów pod lodem
7 marca po południu na jeziorze Roś w okolicach ośrodka wypoczynkowego Polfa zatonął volkswagen, którym jechało dwóch wędkarzy. Mężczyźni zdążyli uciec z auta, zanim zatonęło i wezwali pomoc.
Strażacy zaczęli szukać czerwonego volkswagena. Piłami spalinowymi wycinali duże tafle lodu. - Samochód leżał na dachu, w odległości około 80 metrów od brzegu, 5 metrów pod lodem. Po prawie czterech godzinach odstąpiono od dalszych działań - informuje Józef Baranowski ze straży pożarnej w Piszu.

Akcję wznowiono następnego dnia. Na miejsce przyjechała specjalistyczna grupa strażaków-płetwonurków z Giżycka i Olecka oraz ratownicy WOPR.
Nurkowie przymocowali do samochodu zbiorniki wypornościowe i zamontowali liny odciągowe. Następnie podnieśli auto i odpowiednio je ustawili. Musieli wycinać wielkie tafle lodu i powstałą w ten sposób wodną drogą ciągnęli volkswagena w kierunku brzegu.

W miejscu, gdzie Roś ma ok. 1,5 metra głębokości, strażacy oparli o lód i dno drewniane deski. - Pojazd, przy użyciu ręcznej wyciągarki, około godziny 21 został wydobyty na lód i odholowany na brzeg jeziora, a następnie przekazany właścicielowi - dodaje Józef Baranowski.

W tej niełatwej akcji wzięło udział 22 ratowników z całych Mazur. Trwała w sumie 14 godzin.
- Nie ma w Polsce przepisów, które pozwalałyby obciążyć kosztami takich działań - mówi strażak. - W niektórych krajach ci panowie dostaliby po prostu fakturę do zapłacenia. I dodaje: - Ale my nie myślimy o pieniądzach, naszym zadaniem jest ratowanie życia i mienia. Tylko że czasem może dojść do większego nieszczęścia, podczas gdy strażacy przez wiele godzin wydobywają z jeziora auto lekkomyślnych wędkarzy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Chyba ktoś kretynom wcisnął, że kupili pojazd Pana Samochodzika.
g
grześ
za głupotę powinno się płacić. jak by trzeba było płacić za tego typu akcję strażaków czy innych służb to by było mniej takich wypadków
Przejdź na stronę główną Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie