Białystok. Nie żyje dziecko porażone prądem. Właściciel...

    Białystok. Nie żyje dziecko porażone prądem. Właściciel mieszkania skazany, ale nie za śmierć chłopca

    (ika)

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Zapadł nieprawomocny wyrok w sprawie związanej ze śmiercią 10-miesięcznego chłopczyka porażonego prądem. Białostocki sąd uznał, że instalacja elektryczna była źle wykonana i wymagała remontu. Wbrew twierdzeniom prokuratury nie ma jednak podstaw, żeby to oskarżonego właściciela mieszkania winić za zgon dziecka.
    Jan B. został skazany "jedynie" za nieumyślne narażenie lokatorów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku
    1/34
    przejdź do galerii

    Jan B. został skazany "jedynie" za nieumyślne narażenie lokatorów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W czwartek sąd ukarał go za to grzywną wysokości 1 tysiąca złotych. ©Anatol Chomicz

    - "Kowal zawinił, Cygana powiesili" - skwitował sąd cytując znane powiedzenie.
    Zobacz galerię
    W efekcie Jan B. został skazany jedynie za nieumyślne narażenie lokatorów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W czwartek sąd ukarał go za to grzywną wysokości 1 tysiąca złotych.

    Do tragedii doszło rankiem 21 czerwca 2017 r. w wynajmowanym domu przy ul.
    Bacieczki w Białymstoku. W mieszkaniu - oprócz raczkującego 10-miesięcznego Mattiasa - była jego matka, jej partner i jedna z córek. Kiedy mężczyzna wyszedł na chwilę do sklepu, a matka - jak twierdzi - kończyła pić kawę, dziecko z kuchni przeraczkowało do korytarza. To były ułamki sekund. Chłopczyk chwycił wystające nisko nad podłogą niezabezpieczone kable od dzwonka. Został porażony prądem. Trafił do szpitala. Lekarze z UDSK walczyli o życie niemowlęcia przez ponad dwa tygodnie. Niestety 7 lipca chłopczyk zmarł.

    Zmarło niemowlę porażone prądem. Właściciel domu stanął przed sądem (zdjęcia)

    Początkowo w sprawie zarzuty usłyszała 35-letnia matka Mattiasa. Prokuratura uznała, że niewystarczająco dobrze sprawowała opiekę nad dzieckiem. Po kilku miesiącach umorzyła jednak postępowanie wobec kobiety, a zarzuty postawiła właścicielowi domu. Czy słusznie?

    Według sądu - częściowo. I przy akcie oskarżenia i wyroku sądu kluczowa była opinia biegłych, według których instalacja elektryczna w domu wykonana była w sposób nieprawidłowy, a jej elementy pod napięciem nie były zabezpieczone. Stwarzały ryzyko porażenia prądem.

    - Opinia jest miażdżącą dla oskarżonego. Lokatora obciążają pewne naprawy, ale właściciel nieruchomości miał obowiązek udostępnić mieszkanie zdatne do użytku, i na podstawie przepisów, na przykład prawa budowlanego, wykonywać cykliczne przeglądy instalacji elektrycznej - wymieniał sędzia Krzysztof Kozłowski z Sądu Rejonowego w Białymstoku.

    Zabójstwo dwumiesięcznego dziecka. Ojciec pobił go na śmierć? Prokurator: Znęcał się nad synem i go zabił

    Tu wina Jana B. jest bezsporna, co po ogłoszeniu wyroku przyznała również obrona.

    - Zgadzamy się z treścią wyroku. Przyznajemy, że stan instalacji był niewłaściwy. Ale najważniejsze, że mój klient nie jest winny śmierci tego dziecka - podkreślał adw. Rafał Goździewski.

    Stanowczo stwierdził to sąd. Uznał, że 65-letniu Janowi B. nie można przypisać winy za nieumyślne spowodowanie śmierci małego Mattiasa. Po pierwsze, chłopczyk został porażony prądem, ale wcale nie chwytając za kable.

    - Do nieszczęścia doszło na skutek tego, że z jakiś powodów obudowa dzwonka została zdjęta lub też dzwonek został zdjęty ze ściany i leżał luzem powodując możliwość dotarcia do jego zacisków na tylnej obudowie dzwonka przez Mattiasa K. - tłumaczył sąd rejonowy.

    Uważa, że w sprawie jest wiele wątpliwości, a podstawowa jest taka: kto dokonał demontażu. Sędzia Kozłowski ocenił zeznania członków rodziny jako sprzeczne w tej kwestii, zaś osobą, której najbardziej zależało na zrzuceniu z siebie odpowiedzialność, była matka.

    W dzień przed tragedią nad miastem przeszła burza. Kobieta przyznała, że dzwonek wydawał irytujący dźwięk. Chciała wyciszyć gong, próbowała coś odłączyć. Zdaniem sądu, mogła nieumiejętnie zdjąć obudowę. Fakt jest taki, że gdy po śmierci chłopca do mieszkania przyszli policjanci, nie było jej na ścianie. Dlaczego? Matka oraz jej partner i tu złożyli rozbieżne zeznania.

    – To pokazuje, że zeznania tych osób są momentami wręcz niewiarygodne, sprzeczne. Nie wiem, dlaczego na podstawie takich zeznań na ławie oskarżonych pod zarzutem nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka zasiada pan Jan B. Przepraszam za porównanie, ale do głowy mi przychodzi tylko polskie powiedzenie, że „kowal zawinił, Cygana powiesili” – skwitował sędzia Kozłowski. – Należało próbować dalej wyjaśnić okoliczności związane z demontażem dzwonka i wówczas wyciągnąć wnioski co do tego, kto za śmierć dziecka odpowiada.

    Po opuszczeniu sali rozpraw, prokuratur Anna Giedrys przypomniała, że po umorzeniu przez prokuraturę postępowania wobec matki, zostało złożone zażalenie do sądu. Sąd analizując dowody, decyzję prokuratury podtrzymał.

    Zabójstwo nowonarodzonego dziecka. Licealistka oskarżona

    Czytaj treści premium w Gazecie Współczesnej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (1) forum.wspolczesna.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Współczesna.pl to aktualne informacje z woj. podlaskiego i części woj. warmińsko-mazurskiego. POLUB NAS na Facebooku

    Współczesna.pl jest na Twitterze

    Polecamy

    Hity ze sprawdzianów i kartkówek. Nauczyciel płakał, jak sprawdzał

    Hity ze sprawdzianów i kartkówek. Nauczyciel płakał, jak sprawdzał

    Czyste powietrze! Sprawdź jak walczyć o czyste powietrze w naszym mieście.

    Czyste powietrze! Sprawdź jak walczyć o czyste powietrze w naszym mieście.

    Białystok w 1999 roku (archiwalne zdjęcia)

    Białystok w 1999 roku (archiwalne zdjęcia)