Białystok. Proces ws. porwania Amelki i jej matki. Sąd przesłuchał pokrzywdzoną [zdjęcia]

Izabela Krzewska
Izabela Krzewska
Natalia R. relacjonując przed sądem wydarzenia z 7 marca 2019 r. była poruszona. Momentami - bliska płaczu. Zeznania składała w obecności biegłej psycholog. Pełnomocnik oskarżycielki posiłkowej wnosił o wydanie uzupełniającej opinii na temat psychicznych skutków porwania, co może mieć wpływ na kwestie zadośćuczynienia
Natalia R. relacjonując przed sądem wydarzenia z 7 marca 2019 r. była poruszona. Momentami - bliska płaczu. Zeznania składała w obecności biegłej psycholog. Pełnomocnik oskarżycielki posiłkowej wnosił o wydanie uzupełniającej opinii na temat psychicznych skutków porwania, co może mieć wpływ na kwestie zadośćuczynienia I. Krzewska
- Nie wiedziałam, co się z nami stanie. Córka płakała, bała się. Po drodze mąż włączał radio. Mówił, że w całym kraju trwa obława. Odwrócił się do mnie i śmiejąc się powiedział: Zobacz, jakie jesteście teraz sławne" - zeznała Natalia R.

Proces w tej głośnej sprawie toczy się przed Sądem Rejonowym w Białymstoku. 26-latka i jej córka zostały uprowadzone spod bloku na osiedlu Dziesięciny. Wśród dwóch sprawców, którzy ponad dobę przetrzymywali pokrzywdzone, był Cezary R. Jest oskarżony o bezprawne pozbawienie wolności oraz zamontowanie lokalizatora GPS w samochodzie żony. Jeszcze żony, bo w toku jest sprawa rozwodowa. Małżeństwo z małą Amelką mieszkało w Niemczech. Natalia R. postanowiła porzucić męża, który - według nieoficjalnych informacji - miał się nad nią znęcać. W 2017 r. wróciła do Białegostoku skąd pochodzi. Od tamtej pory toczy się postępowanie przed sądem cywilnym o ustalenie miejsca pobytu dziecka. Tragicznego dnia Natalia R. odwoziła 3-letnią córeczkę do babci, która miała się opiekować dziewczynką, gdy mama pójdzie na siłownię. Było to 7 marca, około godziny 10.

Zobacz także: Białystok. Porwanie i zabójstwo 27-letniego białostoczanina. Sąd skazał obu oskarżonych na dożywocie (zdjęcia, wideo)

- Kiedy już wyciągnęłam córkę z fotelika, usłyszałam samochód, który z piskiem opon zatrzymał się za moim. Wysiadło z niego dwóch mężczyzn. Jeden na pewno był w kominiarce. Drugi nie pamiętam. Ale rozpoznałam go po głosie. To był mój mąż - zeznawała we wtorek 26-latka. - Zostałam złapana i w zasadnie wepchnięta wraz z córką do samochodu. Krzyczałam, prosiłam ludzi o pomoc. W tym czasie mój mąż krzyczał do przechodniów "zabieram swoją rodzinę do domu". Byłam przerażona, nie wiedziałam, co się dzieje.

Według relacji kobiety, córeczka upadła na wycieraczkę z tyłu samochodu. Ona na nią. Auto odjechało. Za kierownicą citroena usiadł Cezary R. Porwane leżały na podłodze. Z akt śledztwa wiadomo, że sprawcy na pobliskiej ul. Cedrowej zatrzymali się w okolicy garaży, gdzie stał przygotowany drugi samochód. Cezary R. ciągnąc żonę za ubranie, zmusił, by przesiadła się do opla. Jego wspólnik Łukasz K. pilnował kobietę i dziewczynkę z tylnego siedzenia. Samochód ruszył.

- Córka przez cały czas płakała. Mówiła, że się boi - w czasie zeznań 26-latce łamał się głos. - Nie wiedziałam, co się dzieje. Krzyczałam: co robicie? Mąż cały czas mówił, że jedziemy do domu, co w jego rozumieniu znaczy - Niemcy.

Po wyjeździe z Białegostoku, kierowca opla skręcił w boczną drogę i przez kolejne długie godziny jeździł po łąkach i leśnych ścieżkach, z dala od głównych tras. W całej Polsce obowiązywał już tzw. Child Alert. Na drogach i granicach wszczęto kontrole.

Czytaj też: Porwanie na Dziesięcinach to nie pierwsze uprowadzenie w wykonaniu ojca Amelki. Cezary R. porwał inne dziecko w 2018 roku (zdjęcia)

Zaczęło się ściemniać.

- Zatrzymaliśmy się w środku lasu. Mąż i ten chłopak wysiedli, zamknęli samochód i zaczęli przysypywać go gałęziami. Kiedy wsiedli, powiedzieli, że lata nad nami helikopter policyjny. Zrobili to, żeby termowizja nie wykryła ciepła silnika. Kilka godzin spędziliśmy w zimnym, wyłączonym samochodzie - wynika z wtorkowych zeznań białostoczanki.

Dodała, że wciąż prosiła męża, by je wypuścił. Ale Cezary R. stwierdził, że muszą ustalić zasady wychowania Amelii. Już po zatrzymaniu przed prokuratorem nie krył swoich zastrzeżeń, m.in. w kwestii szczepień dziewczynki. Chciał też porozumieć się co do miejsca pobytu dziecka. Natalia R. stwierdziła, że woli, aby zrobił to sąd (proces toczy się w drugiej instancji). W zamian słyszała wymijające odpowiedzi, a w końcu, że jak chce, to może wysiąść. Ale Amelia zostaje.

Kobieta obawiała się utraty dziecka. Twierdzi też, że nie miała szansy ucieczki. Odebrano jej telefon, poza tym sprawcy zablokowali drzwi w aucie, których bez klucza nie można było otworzyć od środka.

- Mąż i ten chłopak stali cały czas blisko. Bałam się, że jeżeli spróbowałabym uciec, to i tak by mnie złapali. Do tego sytuacje, kiedy się zatrzymywaliśmy, a ja byłam poza samochodem, miały miejsce w środku lasu. Nie wiedziałabym, w którą stronę iść - przyznaje.

Po nocy spędzonej w lesie w okolicy Tykocina, poszukiwani ruszyli w kierunku Ostrołęki. Atmosfera między wspólnikami była coraz bardziej napięta. Planowali to od miesięcy, ale sytuacja wymknęła się spod kontroli.

- Chłopak, który siedział obok mnie, zdjął kominiarkę mówiąc, że chyba już nie zależy mu na tym, żeby być anonimowy. Przepraszał mnie za to, co się stało - wyznała Natalia R.

W pewnym momencie negatywne emocje sięgnęły zenitu. Między mężczyznami doszło do kłótni. Łukasz K. miał uderzyć wspólnika, szarpać go. Kazał mu się zatrzymać i wypuścić porwane. Użył też gazu łzawiącego. Gdy wypakowywał swoje rzeczy z bagażnika, Cezary R. szybko dobiegł do kierownicy, by odjechać z żoną i córką. Tym udało się jednak wysiąść na ulicę. jak relacjonuje Natalia R. razem z Łukaszem K. szli wzdłuż ulicy. Mężczyzna zatrzymał jeden z przejeżdżających pojazdów. Wytłumaczył kierowcy, że to zaginione i poprosił, aby odwiózł je na komisariat. Sam też chciał z nimi jechać, ale kierowca odmówił.

Natalia R. i Amelka były już bezpieczne. 8 marca po godzinie 15 w rękach policji był też Łukasz K. i Cezary R. Pierwszy z mężczyzn współpracował z organami ścigania. Dobrowolnie poddał się karze i już w ubiegłym roku usłyszał wyrok roku więzienia. Sąd uwzględnił jego postawę i pomoc w uwolnieniu 26-latki i jej dziecka.

Cezary R. do żadnego z zarzutów się nie przyznaje. To druga rozprawa, ale na żadnej nie pojawił się osobiście i nie złożył bezpośrednich wyjaśnień przed sądem. W prokuraturze twierdził, że to nie było porwanie. Żona nie krzyczała, nie stawiała oporu, dobrowolnie wsiadła do jego samochodu. Nie szarpał, a co najwyżej mógł ją popędzać, bo "się guzdrała z wsiadaniem do samochodu".

Oskarżony podkreślał, że jego córka została uprowadzona, ale przez matkę. Nie została mu odebrana władza rodzicielska. To jego żona, złamała prawo, bowiem bez wyroku sądu i orzeczeniu miejsca stałego pobytu Amelki, wywiozła córkę do innego kraju, a potem utrudniała mu kontakty z dziewczynką, podburzana przez swoją matkę.

Grozi mu kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

Kolejna rozprawa 16 października. Sąd zamierza kontynuować przesłuchanie Natalii R., która - zgodnie z zapowiedziami swego pełnomocnika - będzie się domagać odszkodowania i zadośćuczynienia.

- Do tej pory towarzyszy mi lęk. Przez wiele miesięcy bałam się wychodzić z domu, bałam się wsiąść i jeździć samochodem. Za każdym razem zatrzaskiwałam zamek automatyczny, żeby nikt nie był w stanie go otworzyć. Miałam problem z żołądkiem, silne migreny i stany depresyjne. Były dni, kiedy nie dałam rady się podnieść z łóżka. Moje ciało odmawiało posłuszeństwa - tłumaczyła sądowi.

Ćwiczenia WOT w pasie przygranicznym z Białorusią

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
11 sierpnia 2020, 20:00, dziadek:

Jak to czytam to mam wrażenie że to nie para ludzi , ale para idiotów.

-facet jak chciał byc z żoną i córka to powinien jechać do Niemiec , a nie 2 dni po krzakach i dojechał do Tykocina .

-kobieta pod wpływem mamuski , wystraszona bo tu mąż a tu mamusia , a jeszcze babcia była /może jeszcze żyje/.

Szkoda mi tylko dziecka , bo rodzice to niedorozwoje TOTALNI .

Dziadek zamiast gadać to byś pomógł a nie tylko gadasz i gadasz. Zięciu już ciebie wyprzedził bo przynajmniej coś zrobił a ty dalej gadasz i gadasz. Tylko też mówisz że para idiotów a jeśli ten zięciu to nie idiota tylko naprawde masz córkę i żonę niedorozwiniętą? To coś ty za facet żeby z tym porządku nie zrobić? Te a ten ojciec i ta mamusia to faktycznie jacyś modele. Ona laska on też to o co im chodziło? On zabiera tą swoją żonę i dziecko? Od czego? Facet widać że też nie głupi. Jak mówi że zabiera swoją rodzinę do domu to o co w tym wszystkim poszło? Dziadek żona ci berło ukręciła? Zięciu to wygląda że facet i głowa rodziny. Dziadek a tyś co zapomniał że facet to facet? A tykocin to chyba nie był tylko ojcewo. Facet się zatrzymał w ojcewie.

d
dziadek

Jak to czytam to mam wrażenie że to nie para ludzi , ale para idiotów.

-facet jak chciał byc z żoną i córka to powinien jechać do Niemiec , a nie 2 dni po krzakach i dojechał do Tykocina .

-kobieta pod wpływem mamuski , wystraszona bo tu mąż a tu mamusia , a jeszcze babcia była /może jeszcze żyje/.

Szkoda mi tylko dziecka , bo rodzice to niedorozwoje TOTALNI .

Dodaj ogłoszenie