Telefoniczni dowcipnisie

Ireneusz Sewastianowicz [email protected]
- W dzień dzwonią przeważnie dzieci. W nocy ożywiają się nietrzeźwi - mówi kpt. Andrzej Olszewski z PSP w Suwałkach.
- W dzień dzwonią przeważnie dzieci. W nocy ożywiają się nietrzeźwi - mówi kpt. Andrzej Olszewski z PSP w Suwałkach. Fot. I. Poczobut
Suwałki. Nudzą się, więc dzwonią na alarmowe numery. Niektórych ponosi pijacka fantazja i widzą pożar, którego nie było.

Mniej "bomb"

Mniej "bomb"

Jeszcze parę lat temu plagą były zawiadomienia o bombach, rzekomo podłożonych w szkole. Był to sposób na uniknięcie klasówki albo zapewnienie sobie dodatkowego dnia wolnego. W tym roku w Suwałkach odnotowano tylko jeden taki incydent. Po anonimowym telefonie odbyła się ewakuacja w ZS nr 4..

Dzikie gęsi zamarzają w locie, a później spadają na wieżowce, gdzie zjadają je koty. Łoś napił się zatrutej wody z Czarnej Hańczy i teraz leży na Kościuszki - mniej więcej takie "informacje" miejskim służbom ratowniczym przekazuje pewna niezrównoważona psychicznie suwalczanka. Na stanowiskach kierowania często wyświetla się też numer automatu zainstalowanego w suwalskim szpitalu psychiatrycznym.

- Można się śmiać, ale to utrudnia nam pracę. Codziennie odbieramy nawet po kilkadziesiąt telefonów od różnych "dowcipnisiów" - mówi Dariusz Siwicki, zastępca komendanta miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Suwałkach.

Wariaci, dzieci i pijacy
Strażacy przeważnie są w stanie odróżnić fałszywy alarm od prawdziwego. Nie zawsze jednak udaje się uniknąć zbytecznego wyjazdu. W ubiegłym roku odnotowano 13 takich przypadków, w tym - już 18.

- Często dzwoniący działają w dobrej wierze, bo zauważyli jakiś dym w sąsiednim bloku. Później okazuje się, że tylko komuś przypalił się garnek na kuchence i musiał otworzyć okno. Trudno wtedy mieć do kogokolwiek pretensje - mówi D. Siwicki.
Zdarzają się jednak wezwania zupełnie nieprawdziwe. Nie paliły się garaże przy ulicy Witosa, nie zdarzył się wypadek w Przebrodzie, nie płonął dom przy Kościuszki. Tymczasem strażacy ruszali na niepotrzebną akcję. Tracili czas i pieniądze.

Statystyk nikt nie prowadzi, ale najczęściej "bawią" się w ten sposób dzieci, pijani i chorzy psychicznie.

- Niedawno jakiś pijany domagał się w nocy, żeby mu natychmiast przywieźć ładowarkę do telefonu. Tylko musi pasować do noki - opowiada kpt. Andrzej Olszewski z suwalskiej PSP. - Dzieci, jeśli dzwonią, przeważnie popisują się wulgaryzmami.

Nie zawsze bezkarni
- Zdarzają się fałszywe alarmy, ale nie jest to w ostatnim czasie jakaś plaga - uważa z kolei Adam Szałanda, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Suwałkach. - Mam nadzieję, że tak już zostanie. Parę lat temu było znacznie gorzej.

Autorzy telefonicznych dowcipów raczej omijają policyjny numer alarmowy.

- Obawiają się i mają rację, że nam łatwiej będzie ich namierzyć - twierdzi Krzysztof Kapusta, oficer prasowy KMP w Suwałkach.

Za nieuzasadnione wezwanie służb ratowniczych grozi odpowiedzialność przed Sądem Grodzkim. Często też trzeba pokryć koszt podjętych działań. Wiąże się to w sumie z wydatkiem kilku tysięcy złotych. Za nieletnich płacą rodzice.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie