Usta Tuska przy portfelu

Konrad Kruszewski [email protected]
Udostępnij:
Jest w rządzie jeden obywatel prawdomówny. Nie ściemnia. Mówi jak jest, przynajmniej w sprawie emerytur. Nazywa się Waldemar Pawlak. A mówi mniej więcej tak: Jeżeli liczysz, że rząd zapewni ci godziwą emeryturę, to jesteś głupi. Lepiej odkładaj ją sobie sam, albo się rozmnażaj. Jak się dobrze rozmnożysz, to na starość będą utrzymywały cię dzieci.

Jeżeli ktoś jeszcze nie zrozumiał, co mówi Pawlak, to tłumaczę. Donald Tusk, premier rządu, który mówi, że jego reforma emerytalna (kuriozum na skalę światowa, żeby zmuszanie ludzi do dłuższej pracy nazywać reformą) zapewni emerytom wysoką emeryturę, nie mówi prawdy. Mówię to ja, Waldemar Pawlak, który w rządzie tego Pinokia jestem wicepremierem. A zatem wiem, o czym mówię. Znam sytuację, a także słucham, co tak naprawdę władza za kulisami o tej reformie mówi. Że to jedna wielka ściema i krętactwo.

Niestety nie ma argumentów, żeby się z Pawlakiem nie zgodzić. Nie minął jeszcze nawet rok od czasu, od kiedy Donald Tusk wykonał skok na OFE i wybrał stamtąd nasze składki. Co wtedy obiecywał? Obiecywał, że dzięki jego manewrowi, emerytury będą wyższe. Ciekawe, że znaczna część obywateli chyba mu uwierzyła, bo na niego głosowała. Teraz zatem nie powinna być zdziwiona, że Tusk chce wykonać drugi skok pod tym samym hasłem. Jeżeli ktoś mu jeszcze wierzy, to ja niestety nie mam na to lekarstwa. Nawet podejrzewam, że lekarstwo, które leczy ze ślepej wiary nie istnieje.

Kilka dniu temu wysłuchałem pana ministra Grasia, który robi za usta Tuska, czyli jest rzecznikiem jego rządu. Z okazji próby wydłużenia o lata czasu pracy Polaków powiedział on tak: - Mamy poczucie odpowiedzialności za portfele Polaków teraz i w przyszłości. Ta reforma nie jest przeciwko Polakom.

Jak tylko usłyszałem, że Graś ma poczucie odpowiedzialności za mój portfel, natychmiast pobiegłem sprawdzić, czy coś w nim jeszcze w ogóle zostało. Nie wiem jak Państwo, ale ja od Grasia wolałbym usłyszeć, że on za mój portfel odpowiedzialności nie bierze. Żeby się od mojego portfela odczepił. Mam bowiem wrażenie, że mój portfel w jego rękach jest tak samo bezpieczny, jak moje pieniądze w rękach alkoholika, któremu zabrakło na wódkę.

Pan Graś, jakby ktoś nie wiedział, to jest osoba, której podpisy widnieją na dokumentach spółki Agemark, w czasie, kiedy zgodnie z prawem nie powinno ich tam być. Pan Graś, kiedy się o takiej niespodziance dowiedział, powiedział, że prawdopodobnie ktoś mógł sfałszować jego podpisy. Zaraz zresztą się znalazła osoba, która rzekomo tego dokonała. Jego żona, Dagmara, przyznała się do sfałszowania podpisów męża. Cały kłopot w tym, że właśnie teraz prokuratura, na podstawie opinii biegłych grafologów, uznała, że podpisy Grasia nie są sfałszowane. Podpisywał Graś, a nie jego żona. Czyli oboje kłamali. I taki ktoś śmie brać odpowiedzialność za mój portfel. To ja już go wolę zostawić na ulicy. Może go znajdzie ktoś naprawdę potrzebujący pieniędzy.

Z tymi podpisami w rządzie jest poważny kłopot. Kiedy piszę ten felieton, mijają już dwa tygodnie od ujawnienia afery związanej z kontraktami menedżerskimi na budowę stadionu narodowego. I do tej pory nie wiadomo, kto jest odpowiedzialny za podpisanie tych kontraktów. Jedyne, co udało się ustalić (choć nie wiem, czy to jest pewność stuprocentowa), że nie podpisywała ich minister Mucha, gdyż jest na to za młodym ministrem. Kontrakty podpisywano zanim ona do roli ministra dojrzała. Chyba zatem niewiele się pomylę, jeśli stwierdzę, że w rządzie Donalda Tuska panują stosunki takie same, jak w rodzinie Grasia. Czyli coś się podpisuje, a potem, jakby się to wydało, to poszukuje się chętnych do przyznania się do tych podpisów.

Prezydent Niemiec niedawno podał się do dymisji po tym, jak media ujawniły, że jesienią 2007 roku spędził urlop w luksusowym hotelu na zaproszenie niemieckiego producenta filmowego. Paweł Graś z żoną zamieszkał zaś za darmo w willi niemieckiego emeryta. Najpierw tego nie ujawnił (oficjalnie oboje mieszkali z rodzicami), a potem twierdził, że nie mieszka tam za darmo, tylko z usługę pilnowania domu, czyli cieciowania.

Różnica między Niemcami a Polską jest taka, że ich prezydent jest już na śmietniku historii, a nasz stróż właśnie dobiera się do naszych portfeli.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie