Ale niespodzianka! Białostoczanka ma bliźniaka w Belgii

Urszula Ludwiczak [email protected]
Ten aniołek, razem z podziękowaniem za uratowanie zdrowia i życia potrzebującemu mężczyźnie, przyszedł do Uli pocztą, od Fundacji DKMS Polska, która prowadzi bank dawców szpiku
Ten aniołek, razem z podziękowaniem za uratowanie zdrowia i życia potrzebującemu mężczyźnie, przyszedł do Uli pocztą, od Fundacji DKMS Polska, która prowadzi bank dawców szpiku
Udostępnij:
Ula nie spodziewała się tego.

Gdy Ula Walesiuk rok temu zapisywała się do banku potencjalnych dawców szpiku, nie spodziewała się, że telefon z prośbą o uratowanie komuś życia i zdrowia zadzwoni tak szybko. W marcu br. dowiedziała się, że ma genetycznego bliźniaka, który potrzebuje pomocy. W lipcu był przeszczep.

Kiedy zadzwonił telefon z Fundacji DKMS Polska i usłyszałam, że mogę być dla kogoś dawcą, nie wahałam się ani chwili. Od razu się zgodziłam - mówi Ula, 22-letnia studentka europeistyki na Uniwersytecie w Białymstoku. - Mimo że sam fakt, iż znalazłam się w rejestrze dawców był przypadkiem. Ale nie wyobrażałam sobie, aby odmówić.

17 lipca br. Ula oddała komórki macierzyste 30-letniemu Belgowi, choremu na białaczkę, dając mu szansę na nowe życie.

To był impuls

W październiku ub. roku Ula przeglądała strony internetowe, na których akurat było sporo informacji o poszukiwaniu dawcy szpiku dla Nergala, wokalisty zespołu Behemoth. Ogólnopolską akcję szukania dawców organizowała wtedy Fundacja DKMS Polska.

- Był tam link do ich strony, postanowiłam się zgłosić - opowiada dziewczyna. - Po paru dniach przyszedł do mnie do domu zestaw do pobrania próbek śliny. Zrobiłam wymaz i odesłałam. Nie przywiązywałam zbytnio wagi do tego, że jestem w tym rejestrze.

Samo zarejestrowanie w bazie potencjalnych dawców szpiku nie oznacza, że zostanie się dawcą. Dopiero gdy się okazuje, że jest na świecie chory, potrzebujący przeszczepu, szuka się w bankach potencjalnych dawców osoby, która może mu pomóc.

Znalezienie takiego genetycznego bliźniaka jest jednak niezwykle trudne. Jak pokazują statystyki, w ciągu 10 lat od rejestracji, maksymalnie 5 na 100 zarejestrowanych osób zostaje dawcą. Większość chętnych nigdy nie będzie poproszona o oddanie szpiku, inni taką prośbę mogą usłyszeć po latach od momentu zarejestrowania się w bazie.

Ula o tym, że może komuś pomóc, dowiedziała się już kilka miesięcy od rejestracji, w marcu br.
- W niedzielę przy rodzinnym obiedzie tato spytał mnie, czy mam jakiś odzew z banku dawców - opowiada dziewczyna. - Powiedziałam, że to była tylko rejestracja i nie wiadomo, kiedy mogę okazać się komuś potrzebna. A następnego dnia zadzwoniła do mnie Magda Wilk z fundacji mówiąc, że właśnie mogę uratować komuś życie.

Badania potwierdziły zgodność

Ula musiała przede wszystkim potwierdzić wyrażoną podczas rejestracji zgodę na zostanie dawcą. Potem usłyszała, jak będą wyglądać wszystkie procedury związane z oddawaniem szpiku.

- Gdy podtrzymałam swoją deklarację, zostałam skierowana na pierwsze badania krwi - opowiada. - Mogłam wybrać laboratorium, które najbardziej mi odpowiada. Dopasowany został dzień i godzina. Oddałam krew i czekałam, co dalej, czy pogłębione badania potwierdzą, że mogę być dawcą.

Po trzech tygodniach okazało się, że jest zgodność antygenów. Ula dowiedziała się, że biorcą ma być osoba spoza Polski. Miała pojechać na kolejne badania, już bardziej szczegółowe, do kliniki w Dreźnie.

- Niestety, złamałam nogę - wspomina. - To spowodowało przesunięcie wszelkich procedur. Ale fundacja cały czas była ze mną w kontakcie, ich lekarz dzwonił, pytał jak się czuję, nawet konsultował zdjęcie mojej złamanej nogi.

Po miesiącu Ula gips zdjęła i już mogła jechać do Drezna. - Przejazd, pobyt w Niemczech, opiekę tłumacza i badania w klinice organizowała fundacja, mnie to nic nie kosztowało - mówi. - W szpitalu wykonano mi kolejne badania krwi, serca i kości. Wszyscy byli niezmiernie sympatyczni, bardzo troskliwi, starali się, aby niczego mi nie brakowało. Było na tyle komfortowo, że znikał cały związany z tym stres.

Po dwóch dniach Ula wróciła do domu. A po dwóch tygodniach dostała informację, że w końcu może zostać dawcą. - Okazało się, że mój genetyczny bliźniak nie potrzebował przeszczepu szpiku, ale komórek macierzystych z krwi obwodowej i właśnie one będą mi pobrane - opowiada.

Tuż przed pobraniem komórek, Ula musiała jeszcze przez kilka dni przyjmować podskórnie zastrzyki z czynnikiem wzrostu. Robiła je sobie sama w brzuch. Zapewnia, że były bezbolesne. - Bolał mnie natomiast trochę kręgosłup i krzyż, ale to był akurat dobry objaw, bo oznaczał, że komórki się kumulują w moim organizmie - wspomina.

Dawca z numerem 66

17 lipca rano Ula ponownie znalazła się w klinice w Dreźnie. Została podłączona do aparatury, która miała wydzielić z jej krwi obwodowej komórki macierzyste.

- Miałam wkłucia w obu rękach, z jednego ramienia krew spływała do separatora, gdzie komórki macierzyste oddzielane były od reszty krwi, która wracała drugim dojściem do organizmu - relacjonuje. - To trwało 4 godziny. Mogłam w tym czasie oglądać na laptopie filmy czy rozmawiać z tatą, który mi towarzyszył. Cały czas miałam doskonała opiekę. Nic mnie nie bolało. Po pobraniu komórek dostałam jeszcze dawki potasu, żelaza i wapna. Potem poszłam z tatą na obiad i do hotelu. Musiałam jeszcze poczekać na informację, czy pobranych komórek wystarczy do przeszczepu, bo inaczej trzeba by drugiego dnia poddać się procedurze ponownie.

Ale okazało się, że nie ma takiej potrzeby. Dopiero wtedy Ula dowiedziała się, komu pomogła. To 30-letni mężczyzna z Belgii. To jedyna informacja, jaką o nim ma. - W Belgii obowiązuje przepis o anonimowości biorcy, dlatego nawet gdybym bardzo chciała, nigdy się z nim nie spotkam, nie dowiem, jak się nazywa. Mam nadzieję, że kiedyś dowiem się, czy udało mu się wyzdrowieć... - marzy.

Ula jest 66 dawcą Fundacji DKMS Polska. A 24 listopada, w imieniu tej Fundacji, sama będzie współorganizować poszukiwania dawcy szpiku dla chorego Grzegorza z Białegostoku i innych potrzebujących.

- Akcja odbędzie się na Wydziale Architektury Politechniki Białostockiej, oddać próbkę krwi i zarejestrować się w banku może każdy zdrowy chętny człowiek w wieku 18-55 lat - zachęca. - Przyjdą na pewno mój chłopak i moi rodzice.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

D
DOMINIK
BRAWO BRAWO BRAWO ,ZYCZE DLA OBOJGA ZDROWKA ,ZDROWKA
s
sondor
BRAWO! - ktoś kiedy mądry powidział: "kto ratuje jedno życie, to ratuje cały świat"

Oby tacy jak Pani "rodzili się na kamieniu". /kamieni jest bardzo dużo/
E
EXPERT z CHOROSZCZY
Obojgu życzę zdrowia.
Przejdź na stronę główną Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie