MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Po wolcie w podlaskim sejmiku. Kaczyński: To nic nowego w polityce. Umiarkowanie się przejmujemy

Andrzej Matys
Andrzej Matys
Nowy zarząd województwa podlaskiego w pełnym składzie wraz z posłem Krzysztofem Truskolaskim i wiceministrem Stefanem Krajewskim, którzy pracowali na to, by KO i Trzecia Droga PSl-PL2050 przejęły władzę w sejmiku
Nowy zarząd województwa podlaskiego w pełnym składzie wraz z posłem Krzysztofem Truskolaskim i wiceministrem Stefanem Krajewskim, którzy pracowali na to, by KO i Trzecia Droga PSl-PL2050 przejęły władzę w sejmiku Andrzej Matys
Pod koniec poprzedniej kadencji sejmiku województwa podlaskiego jeden z radnych klubu Prawa i Sprawiedliwości śmiał się, że jeśli tylko Koalicja Obywatelska chce zbudować jakąś koalicję przeciwko jego partii, nic z tego nie wychodzi. Tym razem wyszło, co dowodzi, że radny sejmiku to jednak nie wróżka, a jedynie istota omylna.

W ostatni wtorek, czyli 7 maja, Prawo i Sprawiedliwość straciło władzę w samorządzie województwa podlaskiego. A mówiąc dosadniej, przegrało wszystko, co było możliwe do przegrania. Partie dotychczasowej opozycji w sejmiku przyszły na wtorkową sesję doskonale przygotowane do głosowań i bardzo szybko okazało się, że zapowiedzi stworzenia koalicji przeciwko rządzącemu przez pięć lat klubowi PiS nie były przesadzone.

Jak wiadomo, wybory do sejmiku podlaskiego wygrał PiS zdobywając 15 mandatów, o jeden za mało, by rządzić. Dodatkowego poparcia potrzebowała też koalicja KO i Trzeciej Drogi, która dysponowała 14 mandatami. PiS – szukając jednego brakującego mandatu – pertraktował ze Stanisławem Derehajłą z Konfederacji, który miał położyć na stole jeden warunek-ofertę: w zamian za poparcie was w głosowaniach mogę zostać marszałkiem. I początkowo tak miało być – tak przynajmniej wskazują źródła nieoficjalne (o których zwykło się mawiać - miarodajne).

Czytaj również:

Owszem, przyjęcie i spełnienie tej propozycji najłatwiejsze nie było, ale i sytuacja klubu PiS bez Konfederaty z Bociek do najłatwiejszych nie należała. Jednak - to już wieść z innego źródła - pan Stanisław miał uznać, że może zalicytował zbyt wysoko (a może miał tego dnia dobry humor) i zszedł o stopień niżej, czyli do wicemarszałka, którym w tamtej kadencji sejmiku już był. Dopóki PiS się z nim nie rozstał.

Problem uznano za rozwiązany, a odpowiadający za podlaskie struktury PiS Jacek Sasin napisał na portalu X, że 7 maja po południu będzie miał dobre wiadomości, sugerując, że jego partia nadal będzie rządziła i województwem podlaskim, i podlaskim sejmikiem. Były minister aktywów państwowych nie przewidział jednak, że dwoje radnych (członków poprzedniego zarządu województwa, w kwietniowych wyborach ponownie wybranych z list PiS) – Wiesława Burnos i Marek Malinowski – teraz wesprze przeciwnika. Dzięki tej dwójce sejmikowi radni z KO, PL2050 i PSL zdobyli dwumandatową przewagę i wygrywali każde z wtorkowych głosowań.

Po głosowaniu, na mocy którego nowym marszałkiem został Łukasz Prokorym z KO, wpis zapowiadający PiS-owski sukces zniknął, a pojawił się nowy, w którym Sasin nazwał dwójkę radnych „zdrajcami”. Gdy przypomnieliśmy mu, że to przecież nie pierwszy przypadek zmiany barw politycznych, bo w 2018 r. radny Wojciech Kałuża z KO dał władzę PiS w śląskim sejmiku, a w Podlaskiem tę partię nagle wsparli np. Jacek Żalek, Mieczysław Baszko czy pięcioro radnych miejskich, usłyszeliśmy, że on ma prawo do takiej oceny.

Czytaj również:

Dodajmy, że wyborem Prokoryma na marszałka zaskoczony był nie tylko Jacek Sasin. Jeszcze większe niedowierzanie malowało się na twarzach pozostałych radnych z klubu PiS. Także były już marszałek Artur Kosicki przyznaje, że jest co najmniej zdziwiony decyzją członków byłego zarządu.  

- Nie ukrywam tego, że tak, decyzja pani Wiesławy Burnos i pana Marka Malinowskiego była dla nas wszystkich wielkim zaskoczeniem. Tym bardziej, że na poprzedzających sesję posiedzeniach klubu zapewniali, że są z nami i nie było najdrobniejszego sygnału, który sugerowałby, że będą chcieli głosować inaczej niż my – opowiada Artur Kosicki. – Cała piętnastka radnych była zgodna, nikt nie skarżył się, że coś mu leży na sercu. Gdy przed majówką rozmawialiśmy „na klubie” o możliwościach stworzenia koalicji, nikt nie zgłaszał wątpliwości. Nie było żadnych sygnałów. Byliśmy zgodni, co do rozmów z potencjalnymi partnerami. Rozmowy mieli prowadzić Marek Olbryś, Bogusław Dębski i ja, i rozmowy były. Potem postanowiliśmy, że ze względu na długi weekend zrobimy przerwę w obradach (do 11 czerwca – przyp. red.), by usłyszeć konkrety i przygotować personalia. Z tego, co się później stało, wynika, że najwyraźniej już wtedy oni byli po słowie z Truskolaskimi - kwituje Kosicki.

Gdyby jednak do wyborów przewodniczącego sejmiku we wtorek doszło, kandydatką PiS miała być Wanda Mieczkowska. Tę funkcję miała sprawować tylko do planowanej przerwy w obradach, czyli do czasu, gdy PiS porozumie się z ewentualnymi partnerami i ustali warunki współpracy. Ale przerwy w obradach sejmiku nie było, bo choć Artur Kosicki zgłosił taki wniosek, nie przeszedł on w głosowaniu. Właśnie dzięki dwojgu swoim (choć wtedy chyba już obcym) radnym.

Były marszałek odnosi się też do argumentów, jakie podawali Marek Malinowski i Wiesława Burnos, tłumacząc swoją decyzję o poparciu dla koalicji KO, PL2050 i PSL 15. Przypomnijmy, że Malinowski wyznał, że nie układała mu się współpraca w zarządzie i z marszałkiem Kosickim, zaś Wiesława Burnos wyjaśniała, że zrobiła to dla swoich wyborców, bo z PiS już nic nie osiągnie.

Czytaj również:

- Wybrali taką drogę, a nie inną. O swojej decyzji mogli poinformować wcześniej, bo jeśli dogadali się z Truskolaskimi, mogli powiedzieć o tym na klubie – marszałek Kosicki nie kryje rozczarowania. – Twierdzenie o złej współpracy w zarządzie to wyłącznie szukanie alibi dla podjętych decyzji. Przez pięć i pół roku głosowań  ani razu nie było z ich strony głosu przeciw lub przynajmniej głosu wstrzymującego się. Wspólnie podejmowaliśmy decyzje. Na listach mieli tzw. miejsca biorące. Merytorycznie ich zarzuty to bzdura. Nie zgadzam się z tym, co mówią, to kłamstwo. Czy to jest dla mnie zdrada? No jest, i sprzedanie się za stanowiska – kwituje Kosicki. I na koniec podkreśla: - Współpracowaliśmy i do końca rozmawialiśmy o dalszej współpracy. Pani Burnos i pan Malinowski wybrali taką drogę, jaką wybrali i teraz nadal są w zarządzie województwa.

Poseł i szef podlaskiej PO Krzysztof Truskolaski przyznaje, że już od jakiegoś czasu – wraz z ministrem Stefanem Krajewskim  z Trzeciej Drogi – prowadził rozmowy z dwójką sejmikowych radnych z PiS.– Negocjacje zacząłem krótko po wyborach do sejmiku i najważniejsze, że zakończyły się sukcesem - podkreśla zadowolony poseł Truskolaski. A oceniając zaskoczenie w PiS dodaje: - Było mocne, bo została zrobiona dobra robota.

Co ciekawe, zupełnie spokojnie do podlaskiej wolty dwojga ludzi PiS podszedł prezes tej partii Jarosław Kaczyński: - Takie rzeczy się zdarzają, są przykre, ale to nic nowego w polityce. Umiarkowanie się tym przejmujemy – skomentował, odpowiadając na pytania dziennikarzy w Sejmie.

od 7 lat
Wideo

Jak politycy typują wyniki polskiej reprezentacji?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Po wolcie w podlaskim sejmiku. Kaczyński: To nic nowego w polityce. Umiarkowanie się przejmujemy - Kurier Poranny

Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna