Białystok. Dziecko nie żyje. Poraził je prąd

Izabela Krzewska
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne Janusz Wójtowicz/Archiwum
Udostępnij:
Raczkujący chłopczyk chwycił niezabezpieczone kable wystające ze ściany. Prokuratura ustala, kto ponosi za to odpowiedzialność. Zarzuty już usłyszała matka niemowlęcia.

Do tragedii doszło w wynajmowanym domu na osiedlu Leśna Dolina w Białymstoku. Od roku mieszkała tam kobieta z trójką dzieci oraz jej konkubent.

Był 21 czerwca tego roku. 10-miesięczny chłopczyk właśnie uczył się raczkować. Baraszkował w przedpokoju. Przy drzwiach wejściowych, od dzwonka, ciągnęły się kable pod napięciem. Nie były zabezpieczone. Kończyły się tuż nad podłogą. To właśnie za nie, jak wynika z ustaleń śledczych, chwycił maluszek. Został porażony prądem. Doszło do nagłego zatrzymania krążenia.

Na miejsce wezwano pogotowie. Dziecko trafiło do szpitala, na oddział intensywnej terapii. Jego stan był krytyczny. Niestety, mimo usilnych starań lekarzy, 7 lipca chłopiec zmarł.

Jak ustaliła prokuratura, matka wiedziała, że domowa instalacja jest niesprawna i wymaga remontu. Nic z tym jednak nie zrobiła. Dlatego usłyszała zarzuty.

- Śledztwo dotyczy narażenia 10-miesięcznego chłopca na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz nieumyślnego spowodowania choroby realnie zagrażającej życiu. Podejrzana nie sprawowała właściwej opieki na dziec-kiem, co skutkowało porażeniem prądem - mówi Wojciech Zalesko, szef Prokuratury Rejonowej Białystok-Południe.

Kobiecie grozi nawet 5 lat więzienia. Nie przyznała się do winy. Prokurator zastosował wobec niej dozór policji oraz zakaz opuszczania kraju.

Nie wykluczone, że lista podejrzanych będzie dłuższa. Trwają czynności mające na celu ustalenie ewentualnego zakresu odpowiedzialności pozostałych osób odpowiadających za stan instalacji elektrycznej.

- Nie ma przyzwolenia na żadne prowizoryczne instalacje - podkreśla Leszek Kadłubowski, specjalista ds. bhp z Białegostoku. - Instalacja powinna być ukryta pod tynkiem lub w korytkach z materiału izolacyjnego. Do tego zakończona gniazdkiem. Mądry rodzic zabezpieczy je jeszcze specjalnymi zatyczkami. To koszt 2-3 zł.

Niestety w swojej pracy spotykał się z groźnymi wypadkami, za którymi stał brak wyobraźni dorosłych. Np. gdy robiący zakupy w sklepie chemicznym rodzice, nie zauważyli, że ich 3 -letnia córka włożyła do buzi trutkę na szczury. Na szczęście w szczelnym opakowaniu. Skończyło się na strachu. Inaczej niż w zdarzeniu sprzed kilku lat, gdy 4-latek wypił wybielacz przelany do butelki po napoju. Poparzył gardło i przełyk. Do dziś nie mówi.

Zobacz także: Ugoda i odszkodowanie dla rodziny chłopca, który zginął na podwórku szkolnym porażony prądem

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie