Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Białystok. Pielęgniarki walczą o dodatki covidowe. Teraz mają być zwolnione z pracy. Złamały przepisy o ochronie danych osobowych?

Izolda Hukałowicz
Izolda Hukałowicz
Szpital Wojewódzki im. J. Śniadeckiego w Białymstoku.
Szpital Wojewódzki im. J. Śniadeckiego w Białymstoku. Wojciech Wojtkielewicz
Trzy pielęgniarki pracujące na jednym z oddziałów Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego im. J. Śniadeckiego Białymstoku otrzymały wypowiedzenia z pracy. Są przekonane, że to kara za to, że z pomocą adwokata zawalczyły o wypłatę dodatków covidowych. Dyrekcja odpiera zarzuty i mówi, że kobiety złamały prawo, wynosząc na zewnątrz dokumentację medyczną pacjentów.

Pielęgniarki walczą o dodatki covidowe

Trzy pielęgniarki ze Szpitala Wojewódzkiego im. J. Śniadeckiego w Białymstoku mają pożegnać się z pracą, gdyż - jak mówią - postawiły się dyrektorowi i zawalczyły o dodatki covidowe.

- Dodatki za grudzień 2020 r. otrzymała tylko część pielęgniarek - te, które uzupełniały dokumentację w Optimedzie, czyli wewnętrznym systemie informatycznym do zarządzania szpitalem - mówi jedna z pielęgniarek, które mają być zwolnione z pracy. - Tymczasem przy pacjentach pracowało więcej z nas - my oraz tzw. pielęgniarki "rankowe", czyli te, które pracują do godz. 14.00. Pielęgniarki "rankowe" upomniały się o dodatki i dyrektor przyznał im je po tym, jak złożyły oświadczenia, że pracowały z pacjentami covidowymi. Ale gdy my chciałyśmy złożyć takie oświadczenia, to okazało się, że jest to niewystarczające.

Kiedy kobiety otrzymały od dyrekcji odpowiedź odmowną, udały się do adwokata. Pielęgniarki twierdzą, że za swój upór przyjdzie im teraz zapłacić dużą cenę. Trzy z ośmiu pielęgniarek, które walczyły o dodatki, ma stracić pracę. Dwie już otrzymały wypowiedzenia.

- Nikt im nie zakomunikował, dlaczego mają być zwolnione. Zero wyjaśnień. Ja z kolei wiem, że czeka na mnie wypowiedzenie. Kadry mnie o tym poinformowały - mówi jedna z pielęgniarek, która jest zatrudniona na umowę o pracę i przebywa obecnie na zwolnieniu lekarskim.

Przeczytaj też:

Śniadecja: naruszono ochronę danych osobowych

Rafał Tomaszczuk, rzecznik prasowy szpitala wojewódzkiego w Białymstoku potwierdza, że aby szpital mógł wypłacić pieniądze za dodatki covidowe, musi być przedstawiona odpowiednia dokumentacja potwierdzająca pracę pielęgniarki przy zakażonych pacjentach.

- Zwróciliśmy się pielęgniarek, aby przedstawiły taką dokumentację. W systemie elektronicznym fakt pracy z pacjentami covidowymi nie został potwierdzony, więc co zrobiły pielęgniarki? Otóż, panie wydrukowały dokumentację medyczną pacjentów i wyniosły ją poza szpital dla swojej adwokat. A to naruszenie ochrony danych osobowych. Dowiedzieliśmy się o tym, kiedy kancelaria reprezentująca pielęgniarki zwróciła nam tę dokumentację.

Gdy szpital otrzymał dokumentację od adwokatki pielęgniarek, od razu uruchomił procedurę:

- Powiadomiliśmy o tym Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Musieliśmy też poinformować 41 pacjentów, których ten fakt dotyczył. Mamy więc do czynienia z drastycznym naruszeniem ochrony danych osobowych naszych pacjentów - podkreśla stanowczo Tomaszczuk.

Choć zdaniem szpitala kobiety poważnie naruszyły bezpieczeństwo danych osobowych pacjentów, to jednak nie zostały zwolnione dyscyplinarnie.

- Wypowiedzenia wobec tych pielęgniarek nie są związane z tym, że udostępniły dane wrażliwe - zastrzega Rafał Tomaszczuk. - Tym będzie się zajmował inspektor ochrony danych osobowych. Wypowiedzenia to po prostu element polityki kadrowej szpitala. W większości dotyczy to pielęgniarek, które są na emeryturze lub kontraktach i pracodawca ma prawo, aby tych umów nie przedłużać. Każda sprawa jest rozpatrywana indywidualnie. Nie możemy tu mówić o żadnej złej woli dyrekcji czy zemście.

Przeczytaj też:

Choć rzecznik zastrzega, że zwolnienia nie są związane z incydentem udostępnienia dokumentacji medycznej, to w przypadku jednej z pielęgniarek incydent ten miał jednak - przynajmniej częściowe - znaczenie:

- Jedna z pielęgniarek pozostająca na zwolnieniu lekarskim otrzyma wypowiedzenie, którego uzasadnieniem jest niewłaściwy stosunek do pracodawcy, brak chęci współpracy oraz brak zaufania pracodawcy w stosunku do tej pani, m.in. w związku z wyniesieniem danych wrażliwych pacjentów na zewnątrz i tym samym naruszeniem ich praw. To jest bardzo poważna sprawa.

Pielęgniarka, o której mówił rzecznik Śniadecji przyznaje, że rzeczywiście przedstawiła swojej adwokat wydruki dokumentacji medycznej pacjentów:

- Wyniosłyśmy tylko jeden dzień z obserwacji pielęgniarskiej, w którym przyszedł dodatni wynik COVID-19. Były tam imiona i nazwiska i przy niektórych widniał PESEL. Adwokat poleciła nam, aby to zrobić, abyśmy mogły przedstawić szerszą dokumentację. Bo wcześniej wydrukowałyśmy same nazwiska pacjentów, z którymi pracowaliśmy i tego dyrekcja nie uznała.

Adwokat: nie ma mowy o wycieku danych

Marzenna Białobrzeska, adwokat, która prowadzi sprawę pielęgniarek ze Śniadecji uważa, że nie doszło do wycieku danych wrażliwych pacjentów:

- Pan dyrektor w rozmowie ze mną powiedział, że jeżeli pielęgniarki udowodnią, że pracowały z pacjentami covidowymi, to nie ma przeszkód, aby wypłacić dodatki. W związku z tym poprosiłam je, aby napisały do dyrektora oświadczenia, że pracowały przy pacjentach covidowych. Poprosiłam też, aby - jeśli mają dostęp do dokumentacji - to, żeby mi ją przyniosły, ponieważ mamy przedstawić ją dyrektorowi. Żadne dane wrażliwe nigdzie nie wypłynęły, gdyż dane te zostały przekazane dyrektorowi. Ja jako adwokat jestem związana tajemnicą zawodową, więc absolutnie dane te nigdzie nie wypłynęły. Nie ma mowy o złamaniu prawa. Dokumenty zostały skierowane w wewnętrznej korespondencji do placówki.

Mecenas mówi, że w Śniadecji nie było żadnych procedur dotyczących możliwości dostępu do dokumentacji.

- Dopiero teraz pan dyrektor opracował te procedury. W związku z tym pielęgniarki miały wówczas dostęp do dokumentów, jak i sam pan dyrektor. Dziwi mnie, że nie chciał sam tego sprawdzić, skoro ma do tego dostęp na bieżąco, tylko kazał nam przedstawić dowody. Zrobiłyśmy to, o co prosił.

Zdaniem Marzenny Białobrzeskiej pielęgniarki ponoszą teraz okrutne konsekwencje swojego uporu, bo dyrektor je po kolei zwalnia.

- Dlaczego polityka kadrowa dyrektora dotyczy tylko tych pielęgniarek, które odwołały się do sądu? - pyta adwokat i zapowiada, że nie odpuści kwestii zwolnień pielęgniarek. - Współpracuję z kolegami w ramach grupy adwokackiej i w kwestii spraw pracowniczych niektóre panie już korzystają z ich pomocy. Jeżeli nastąpią jakiekolwiek dalsze zwolnienia, to potraktujemy to jako mobbing i złożymy zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

Na razie sprawa dodatków covidowych toczy się przed Sądem Rejonowym w Białymstoku. Mecenas Białobrzeska złożyła pozew w tej sprawie, a dyrektor Śniadecji złożył odpowiedź na pozew. Termin rozprawy nie został jeszcze wyznaczony.

Przeczytaj też:

od 7 lat
Wideo

21 kwietnia II tura wyborów. Ciekawe pojedynki

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna