Ksiądz od betanek wikarym u nas

Piotr Ossowski
Ksiądz Roman w drodze na plebanię w Długosiodle, gdzie skutecznie skrył się przed pytaniami
Ksiądz Roman w drodze na plebanię w Długosiodle, gdzie skutecznie skrył się przed pytaniami
Udostępnij:
Ostrołęka. Senne Długosiodło stało się wczoraj jedną z najczęściej wymienianych na antenie TVN-u miejscowości. Telewizja poinformowała, że jej dziennikarze znaleźli tu "ukrywającego się przed prokuraturą" Romana K., byłego franciszkanina, który mieszkał wraz ze zbuntowanymi betankami w Kazimierzu Dolnym

Ksiądz Roman wikarym w Długosiodle jest od 25 sierpnia. Wczoraj dla mieszkańców większą sensacją było pojawienie się w Długosiodle ekipy TVN niż rewelacje tej stacji. Oficjalnie nikt z parafian nie chce wypowiadać się na temat księdza i jego przeszłości.

Udało nam się jednak ustalić, że fakt, iż nowy wikary jest tym samym księdzem, którego rok temu wyprowadzano w kajdankach z klasztoru w Kazimierzu, nie był w Długosiodle tajemnicą. Nowy wikary został oficjalnie przedstawiony, odprawił już kilka mszy.

O to, czy rzeczywiście ukrywał się przed prokuraturą, zapytaliśmy w Lublinie. W tutejszej prokuraturze okręgowej i podległej jej Prokuraturze Rejonowej w Puławach toczą się dwa śledztwa dotyczące byłych betanek.

- Roman K. był poszukiwany przez naszą prokuraturę w celu ustalenia miejsca aktualnego pobytu - przyznaje Beata Syk-Jankowska, rzecznik prasowy PO w Lublinie. I zastrzega. - Proszę jednak nie traktować tego jako ściganie. Nie był za nim wydany list gończy. Te poszukiwania, o których mówię, to działania administracyjne prokuratury wobec osoby, która występuje w śledztwie. Na podstawie materiału TVN potwierdziliśmy miejsce pobytu Romana K. W najbliższym czasie zostaną wykonane z nim pewne czynności procesowe - mówi Syk-Jankowska.

Jakie? Takich informacji prokuratura nie udziela. Wiadomo jednak, że z księdzem Romanem wiążą się dwa śledztwa. W jednym z nich ma już postawiony zarzut: naruszenia miru domowego. Chodzi o słynną eksmisję betanek w zeszłym roku.

Drugie śledztwo dotyczy domniemanego molestowania seksualnego i aktów przemocy, jakie miały mieć miejsce w zakonie betanek w Kazimierzu.

- Śledztwo jest prowadzone "w sprawie", a nie przeciw komukolwiek - zaznacza Syk-Jankowska. - Zostało wszczęte po tym, jak "Fakt" opublikował rzekomy list jednej z byłych betanek.

Jak ustalili śledczy, list okazał się fałszywy. A z 63 przesłuchanych w śledztwie byłych betanek 62 zaprzeczyły, jakoby doświadczyły jakiejkolwiek przemocy. Tylko jedna złożyła zeznania, z których - jak wyraża się Syk-Jankowska - "może to wynikać". Ale nawet, jakby powiedziała to wprost, prokuratura nie mogłaby na tej podstawie nikogo ścigać!

- Jeśli chodzi o przestępstwo molestowania, to może ono być ścigane tylko na wniosek osoby pokrzywdzonej. A owa kobieta takiego wniosku złożyć nie chciała - tłumaczy prokurator z Lublina. - Śledztwo nie zostało zamknięte, ponieważ podjęliśmy współpracę z Rosją i Białorusią. W tych krajach przebywa kilka kobiet, obywatelek tych państw, które mieszkały w Kazimierzu. Chcemy także je przesłuchać.

Wczoraj w Długosiodle drzwi plebanii były szczelnie zamknięte przed dziennikarzami. Zwłaszcza przed koczującą pod plebanią od rana ekipą telewizji TVN. Jakiegokolwiek komentarza odmówiono nam także w łomżyńskiej kurii, gdzie chcieliśmy się dowiedzieć, czy ksiądz Roman jako osoba formalnie podejrzana (zarzut naruszenia miru domowego) może i powinien pełnić kapłańską posługę.

Do sprawy wrócimy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie