Kupili mieszkanie i nie mają do niego żadnych praw

Tomasz Kubaszewski
Archiwum
Udostępnij:
Choć swoje mieszkanie kiedyś kupili, sąd uznał, że nie mają do niego żadnych praw. Prokuratura kontrowersyjny wyrok zamierza zaskarżyć.

Zapłaciliśmy za to 67 tysięcy złotych - opowiada suwalczanka Leokadia Kibitlewska. - W latach sześćdziesiątych to była równowartość dwóch mieszkań spółdzielczych. Sąd jednak uznał, że wpłaciliśmy jedynie zaliczkę.

O tej sprawie już na naszych łamach pisaliśmy. Mieszkający w kamienicy przy ul. Kościuszki w Suwałkach Kibitlewscy dowiedzieli się cztery lata temu, że zostali sprzedani razem z całym domem. Nieruchomość kupił znany miejscowy biznesem Adam Ołów.

- Przez lata żyliśmy w przekonaniu, że o swoją starość nie musimy się martwić - mówi Leokadia Kibi-tlewska. - A tu się nagle okazało, że nowy właściciel nic nie wie o naszych prawach do znajdującego się na parterze niewielkiego mieszkania.

Sprawą zajęła się prokuratura. Ta uznała, że mieszkająca od wielu lat w Warszawie Halina Z., właścicielka tej części kamienicy, dopuściła się oszustwa. Bo po raz drugi sprzedała ten sam lokal - najpierw 1966 r. osobno, potem, w 2007 - razem z całą kamienicą.

Nie pamięta, jak to było

Sprawa wydawała się oczywista. Prokuratura wnioskowała nawet o tzw. uproszczony tryb postępowania przed sądem. Wkrótce zaczęły się jednak problemy, bo ponad 70-letnia dzisiaj Halina Z. ignorowała kolejne wezwania na przesłuchanie. Sąd wyznaczał więc nowe terminy, by ostatecznie zlecić przesłuchanie oskarżonej w Warszawie.

Halina Z. twierdziła, że transakcji sprzed wielu lat nie pamięta. Kiedy więc w 2007 r. sprzedawała kamienicę, uważała, że wszystko jest w porządku.
Niedawno zapadł wyrok. Sąd Halinę Z. uniewinnił. Uznał, m.in., że zawarta w 1966 roku umowa miała charakter przedwstępny. A ponieważ transakcja nie została zarejestrowana u notariusza, więc praktycznie wszystkie roszczenia się przedawniły. Jeśli już, suwalczanka może o swoje walczyć na drodze cywilnej.

Mąż nie dożył

- Taką sprawę już dawno założyliśmy, tyle że postępowanie zawieszono do czasu rozstrzygnięcia w sądzie karnym - informuje L. Kibitlewska. - Owszem, zaniedbaliśmy sformalizowana tej całej transakcji u notariusza, bo w czasach PRL mało kto na takie rzeczy zwracał uwagę, ale to nie oznacza, że pieniędzy za mieszkanie nie zapłaciliśmy. Tego zresztą sąd nie podważał. Tyle, że uznał, że to była jakaś zaliczka.

Prokuratura lada dzień przygotuje apelację w tej sprawie. Uważa bowiem, że sąd potraktował transakcję z 1966 roku, jakby jej nie było, nie odnosząc się choćby do wysokiej kwoty zapłaconej przez kupujących.
- Będę walczyła dalej - zapowiada Leokadia Kibitlewska. - Drugi raz za to samo płacić nie zamierzam.
Na placu boju została już sama. Jej mąż zmarł w trakcie ciągnącego się procesu.
Adam Ołów, właściciel kamienicy, do czasu prawomocnego wyroku w tej sprawie wypowiadać się nie chce.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

W
Wesołek
Nu popatrzta! 67 tysięcy na stare zapłacili i do rejenta nie poszli!!
A Kodeksu nie czytali?
Przejdź na stronę główną Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie