Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Kurtyna. Największa tkanina podwójna powstała na Podlasiu. Zdobi teatr w Krakowie

Ewa Bochenko
Ewa Bochenko
Największa tkanina na świecie powstała na Podlasiu. Zdobi teatr w Krakowie.
Największa tkanina na świecie powstała na Podlasiu. Zdobi teatr w Krakowie. Archiwum Prywatne
Kurtynę o wymiarach 11 m wysokości i 12 m szerokości przygotowały podlaskie tkaczki – mistrzynie tkaniny dwuosnowowej. Tak ogromnego dywanu nie utkał dotychczas nikt inny na całym świecie

To jest projekt mojego życia. Jestem szczęśliwa i dumna, że miałam zaszczyt uczestniczenia w nim – mówi Bernarda Rość, tkaczka z Szaciłówki (gm. Korycin).

Chodzi o tkaninę dwuosnowową, jaką wykonywała wraz ze swoją kuzynką Lucyną Kędzierską z Wasilkowa i córką Magdaleną Waszczeniuk z Dzięciołówki (gm. Korycin). Zdobi ona krakowski Teatr im. Juliusza Słowackiego. Kurtyna Kobiet, którą utkały podlaskie tkaczki, pojawiła się na scenie w 130. rocznicę powstania tego teatru. W sumie nad tym projektem pracowało 48 pań z całego kraju, ale to tu, na Podlasiu, powstała najważniejsza jego część – 100 metrów kwadratowych kurtyny.

– Projektantka z propozycją wytkania kurtyny zadzwoniła do mnie w grudniu 2021 roku. Byłam akurat w drodze i zupełnie zaskoczona powiedziałam jej wtedy, że muszę się zastanowić, ale chyba od razu wiedziałam, że zrobię to, bo ja po prostu kocham tworzyć nowe rzeczy – wspomina Bernarda Rość, podlaska tkaczka ludowa.

Oddzwoniła do niej jeszcze tego samego dnia. Dziś przyznaje, że w tamtym momencie nie miała pojęcia, z jak potężnym wyzwaniem przyjdzie jej się zmierzyć. Wiadomo było tylko tyle, że będzie to ogromna tkanina, na której mają się znaleźć litery.
Pani Benia miała już doświadczenie w tkaniu liter, więc na początku wcale jej to nie przeraziło. Większym problemem wydawał jej się krótki czas realizacji.

W sumie tkanina powstawała przez dwa lata, licząc od narodzin projektu w głowie uznanej artystki Małgorzaty Markiewicz, aż do jej wykończenia, zszycia i powieszenia w krakowskim teatrze.

Sam proces tkania trwał 11 miesięcy. A trzeba zaznaczyć, że tkanina dwuosnowowa uznawana jest za najtrudniejszą sztukę tkacką, w której wzory wykonuje się ręcznie – przewlekając czółenkiem niteczkę po niteczce. Wymaga to ogromnej precyzji, wyobraźni i talentu. Tę unikalną umiejętność opanowaną do perfekcji posiada tylko kilka osób na świecie i, co ciekawe, wszystkie pochodzą z naszego regionu.

Jedyny taki dywan na świecie

Kurtyna o wymiarach 11 metrów wysokości i 12 szerokości, to w sumie ponad 100 metrów kwadratowych tkaniny dwuosnowowej, czyli tyle, co dwa spore mieszkania. Tak ogromnego dywanu nie utkał nikt dotąd na całym świecie, żadną metodą. Więc już samo to było ogromnym wyzwaniem. Kolejnym był szybki termin realizacji. Władzom teatru zależało, by kurtyna była gotowa już na uroczystą galę zorganizowaną z okazji 130-lecia tej instytucji, czyli na grudzień 2023 r. Pani Bernarda wiedziała, że sama nie zdąży w tak krótkim czasie zrealizować tego wyjątkowego zamówienia. O pomoc poprosiła więc swoją kuzynkę, Lucynę Kędzierską z Wasilkowa. W finałowej fazie projektu pomagała też córka pani Beni Magdalena Waszczeniuk.

- Kiedy już zobaczyłam projekt tego monstrualnego dywanu, który miał składać się z ośmiu pasów, pojawiły się wątpliwości, czy i jak my sobie poradzimy – przyznaje tkaczka z Szaciłówki. – Zanim przystąpiłyśmy do pracy, wiele godzin poświęciłam na rozliczenie i rozpisanie wzorów na poszczególne elementy, ponieważ litery, które znalazły się w dolnej części kurtyny, po zszyciu ośmiu dywanów musiały się składać w całość.

A były to nazwiska 130 krakowianek, które ze względu na swoją działalność w różnych sferach życia społecznego, patriotycznego i artystycznego zasługiwały – zdaniem dyrekcji teatru – na ten rodzaj upamiętnienia.

Nim podlaskie tkaczki przystąpiły do realizacji projektu, musiały – już po rozliczeniu wzorów – znaleźć odpowiedniej grubości wełnę. Na początku zamówiły 128 kg, ale okazało się, że i to było za mało. Na szczęście miały możliwość dokupienia.

Choć twórczynie zazwyczaj same barwią włóczkę, tym razem zdecydowały się na kupno już ufarbowanej, by ograniczyć możliwość wystąpienia różnic w odcieniach. Potem były już długie tygodnie spędzone przy krosnach. Każda z pań pracowała we własnym warsztacie, ale cały czas się konsultowały, radziły siebie nawzajem, wspólnie rozwiązywały problemy, które pojawiały się na różnych etapach wybierania wzorów. Krosna mają określoną szerokość, więc właśnie dlatego kurtynę trzeba było podzielić na 8 pasów.

Jako że nikt wcześniej nie realizował podobnego przedsięwzięcia, projektantka Małgorzata Markiewicz nie miała nawet kogo poradzić się przystępując do pracy nad wymyśleniem wzorów. Dziś już wie, że gdyby miała to zrobić jeszcze raz, zaprojektowałaby wzór łatwiejszy do połączenia przy zszywaniu ośmiu pasów. Bo choć przy kurtynie pracowały tkaczki posługujące się tą samą techniką, to przecież każde ręce tkają nieco inaczej. Trzeba było to zsynchronizować. Na szczęście, jako że obie panie są doświadczone i były bardzo zaangażowane, pokonały tę trudność.

– Na początku, zanim zaczęłyśmy pracę nad wielką kurtyną, spróbowałam wzór pnączy wytkać na mniejszym, metrowym dywanie, by sprawdzić jak to się będzie rozkładało – opowiada Lucyna Kędzierska. I dodaje, że jest niezwykle wdzięczna swojej kuzynce, za to, że zaprosiła ją do współpracy przy tym projekcie.

Kiedy już podlaskie tkaczki dokładnie „rozpracowały” górę kurtyny, składającą się głównie z wzoru pnączy, musiały pochylić się nad wzorem liter dominującym w dolnych partiach tkaniny. Litery układające się w nazwiska ciągnęły się przez całą szerokość kurtyny w dolnych jej partiach, co oznaczało konieczność precyzyjnego odliczenia kilkumilimetrowych nitek w taki sposób, aby po zszyciu ośmiu kawałków wszystkie napisy znajdowały się dokładnie na tej samej wysokości. Z tego wyzwania podlaskie tkaczki również wyszły obronną rękę i stworzyły to unikatowe dzieło.

Podlaska tkanina w Małopolsce

Skąd w ogóle wziął się pomysł na to, aby podlaska tkanina ozdobiła jeden z najbardziej renomowanych krakowskich teatrów?

– Z uwagi na jej oryginalność, unikalność w skali globalnej i wyjątkowość całego projektu – tłumaczy artystka Małgorzata Markiewicz.

Sama inicjatywa stworzenia ręcznie tkanej kurtyny, poświęconej krakowskim kobietom, zrodziła się podczas spotkania Krzysztofa Głuchowskiego, dyrektora Teatru Juliusza Słowackiego w Krakowie, z artystką Małgorzatą Markiewicz. Ta kurtyna miała być nie tylko zwykłym przedmiotem użytkowym, lecz przede wszystkim dziełem niosącym ważny przekaz: widzowie na każdym przedstawieniu będą mogli podziwiać olbrzymią tkaninę-obraz, wyjątkowe dzieło sztuki współczesnej, opowieść o kobietach powstałą z osnowy, wątku i milionów splecionych nitek.

- Całe przedsięwzięcie jest wyjątkowe, bo mowa o 130-leciu teatru – wyjaśnia Markiewicz.

Od początku nie wyobrażała sobie realizacji tego przedsięwzięcia z nikim innym niż z podlaskimi tkaczkami. Tym bardziej, że już wcześniej miała okazję z nimi pracować.

- Pracowałam z panią Rość i z panią Kędzierską, poznałam ich profesjonalizm. Miałam do nich zaufanie, a to szczególnie ważne przy podejmowaniu się tak ogromnego wyzwania- opowiada projektantka.

Dodaje, że wybór tkaniny dwuosnowowej nie podlegał dyskusji. Bo, jak tłumaczy, całe wnętrze teatru jest bardzo bogate, wszędzie jest złoto, czerwień, welury. To powodowało, że kurtyna musiała być prosta, a jednocześnie elegancka. Obie te cechy posiada tkanina dwuosnowowa. A dodatkowo jest tak unikatowa, że żadna inna nie nadałaby projektowi wyjątkowości w takim wymiarze, jak ta.

Kurtyna samych kobiet

Finalnie powstało dzieło wyjątkowe – o ogromnej powierzchni, wykonane pracą ludzkich rąk. Kurtyna dodatkowo ozdobiona została złotymi haftami z sylwetkami kobiet, które przygotowały krawcowe z krakowskiego teatru i hafciarki ze Stowarzyszenia Miłośników Tradycyjnego Rękodzieła Ludowego i Artystycznego Lud - Art działającego przy Muzeum Etnograficznym im. Seweryna Udzieli w Krakowie. Siedem z haftów wykonała Małgorzata Markiewicz.

Przy powstaniu kurtyny pracowały same kobiety, w sumie 48 pań. Jedynym męskim „akcentem” była ekipa techniczna teatru, która montowała kurtynę nad główną sceną. No i kurierzy, którzy odbierali z Podlasia gotowe elementy.

Projektantka podkreśla, że było to nie tylko trudne i pracochłonne zadanie, ale też ogromne przedsięwzięcie logistyczne. I nie chodzi o to, że trzeba było kilka razy jeździć na Podlasie po poszczególne elementy. Kurtyna została wytkana w kawałkach, które trzeba było zszyć, a nie było nawet odpowiedniej sali, by rozłożyć tak duże fragmenty, przez co projektantka całość dzieła zobaczyła dopiero wtedy, gdy technicy zawiesili kurtynę nad sceną.

Małgorzata Markiewicz wspomina, że po prostu w jednej z sal w teatrze, której nie dało się wyłączyć z użytku, kurtynę w kółko rozwijano i zwijano, zszywano „na raty”, co również było pracochłonne i ciężkie fizycznie. Ale warte wszystkich poświęceń.

- Kiedy w dniu odsłonięcia ją zobaczyłam, podświetloną z góry i z dołu, nie mogłam wstać z wrażenia – wyznaje jedna z podlaskich tkaczek, Lucyna Kędzierska.

Pod wrażeniem tego dzieła byli wszyscy goście obecni na jubileuszu teatru Juliusza Słowackiego. Do dziś zresztą nie milkną echa tego projektu – piszą o nim gazety, mówią dziennikarze w rozgłośniach radiowych i telewizji. Praca naszych rękodzielniczek zbiera same pochwały.

Podlaskie tkaczki zaś podkreślają, że był to projekt ich życia. A zarówno pani Bernarda Rość, jak i Lucyna Kędzierska mogą pochwalić się ogromnym doświadczeniem w tkaninie dwuosnowowej.

Pani Bernarda tka już ponad pół wieku. Tkała też jej babcia i mama. Tkaczka z Szaciłówki posiada imponujący dorobek twórczy, zdobyła wiele nagród i wyróżnień w konkursach. Jest ich tyle, że nie sposób wszystkie wymienić. Już jako 30-latka otrzymała prestiżową nagrodę i stypendium młodych im. Stanisława Wyspiańskiego w dziedzinie twórczości ludowej, a w roku 2021 została odznaczona Medalem im. Oskara Kolberga „Za zasługi dla kultury ludowej”. Tka na 100-letnim warsztacie, stosując najstarsze wzornictwo tradycyjne, nawiązujące do ornamentyki XVIII wieku. Wzór jej laleczek stał się logotypem powiatu sokólskiego, a wiele jej prac znalazło trwałe miejsce w zbiorach muzealnych w kraju i za granicą, są cenione i poszukiwane na całym świecie – od Ameryki, po Azję. Każda jej wystawa zaskakuje nowymi kompozycjami i wzorami. Jak mówi pani Benia, dzięki kurtynie historia jej pracy twórczej zatoczyło koło.

- Moją pierwszą ważną nagrodą była nagroda im. Wyspiańskiego, a dziś, po 40 latach od tamtego momentu, miałam zaszczyt stworzyć kurtynę do teatru, z którym ten artysta był związany – tłumaczy z uśmiechem.

Swoją unikalną wiedzę pani Benia przekazała trzem córkom. I w tym temacie nie mówi ostatniego słowa, bo ma jeszcze dwie, które również chcą nauczyć się obsługi krosen.

Równie bogatym doświadczeniem tkackim może pochwalić się Lucyna Kędzierska. Jedna z jej prac stała się np. inspiracją dla największego w Polsce muralu o tematyce folkowej, który zdobi blok przy ul. Radzymińskiej w Białymstoku. Pani Lucyna również wywodzi się tkackiej rodziny – w końcu razem z panią Benią miały wspólną babcię! Tkała też mama pani Lucyny. Jak przyznaje tkaczka z Wasilkowa, choć z krosnami związana jest od dzieciństwa, kiedyś zarzekała się, że nie będzie – tak jak mama – spędzać nad nimi czasu, który mogłaby poświęcić rodzinie. 15 lat temu jednak wróciła do intensywnego tkania, a dziś może pochwalić się wieloma nagrodami w konkursach tkackich oraz nagrodą burmistrza Wasilkowa.

Od początku realizacji krakowskiego projektu podlaskie tkaczki miały ogromne wsparcie swoich bliskich. Wszyscy im kibicowali i pomagali. Samo osnucie krosen przy zamówieniu tak gigantycznych rozmiarów było nie lada wyczynem, więc paniom w tej czynności pomagali mężowie.

Pani Beni pomagała też jedna z córek – Magdalena Waszczuk. Co prawda w informatorach jej udział przy tworzeniu kurtyny jest pomijany, ale na uroczystym odsłonięciu tej niezwykłej tkaniny słowa podziękowań i uznania dyrektor teatru skierował również do niej.

- Nie kryłam zaskoczenia i dumy - wspomina ze wzruszeniem Magda.

Do krakowskiego projektu włączyła się dopiero we wrześniu ub.r. Jej zadaniem było utkanie elementu o długości 9 metrów i szerokości 80 cm. Nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że tkania zaczęła uczyć się dopiero... dwa miesiące wcześniej, właśnie od mamy. Kiedy więc pani Benia zaproponowała córce takie wyzwanie, ta przyjęła je z radością i z zapałem zabrała się do pracy. Przyznaje, że wtedy jeszcze nie zdawała sobie sprawy z tego, w jak ważnym przedsięwzięciu przyszło jej brać udział. Jego rangę zrozumiała dopiero później, gdy zaczęła szukać informacji o kurtynie. Ale pod okiem mamy sprostała wyzwaniu.

- A kiedy projektantka mi powiedziała, że pięknie utkałam mój element, byłam przeszczęśliwa, że komuś tak szanowanemu w artystycznym świecie podoba się moja praca. To była dla mnie ogromna nobilitacja – przyznaje Magda.

A może na wycieczkę do Krakowa?

Mieliśmy przyjemność podglądać panią Bernardę w trakcie prac nad kurtyną w jej warsztacie w Szaciłówce. Z uwagi na zapisy umowy, zawartej między nią a teatrem, nie mogła upubliczniać informacji na temat postępu realizacji, nie można było zrobić nawet zdjęć. Wszystko do końca miało być owiane tajemnicą. Ale już wtedy, kiedy poszczególne elementy wiły się pod jej krosnami, tkanina robiła ogromne wrażenie.

Jednak projektantka kurtyny, pani Małgorzata, z uśmiechem zauważa, że nawet zdjęcia całości nie oddają tego, jak to dzieło wygląda naprawdę, na scenie.

- To jest coś niesamowicie pięknego. Połączenie twórczości ludowej ze sztuką nowoczesną – wskazuje Małgorzata Markiewicz.
Co więcej, tkanina dwuosnowowa jest podwójna, co oznacza, że niezależnie od tego, z której strony ją oglądamy, z każdej widzimy wzór. W teatrze oczom widzów ukazuje się tylko jedna strona, drugą widzą aktorzy i obsługa. I – jak zapewnia Markiewicz – jest to widok równie imponujący, który można porównać do impresjonistycznego obrazu.

Krakowska artystka zaprasza też mieszkańców województwa podlaskiego do obejrzenia tego wiekopomnego dzieła na żywo. Zapewnia, że będzie pełniła rolę przewodniczki opowiadającej o procesie powstawania kurtyny. Terminy wycieczek pojawią się na profilu teatru w mediach społecznościowych. Nie trzeba się anonsować, wystarczy pojawić się o umówionej godzinie w Teatrze im. Juliusza Słowackiego. Markiewicz zapewnia, że warto wybrać się na wycieczkę do Krakowa tylko dla tego projektu.

Tymczasem nasze podlaskie twórczynie ludowe, choć po gali 130-lecia zarzekały się, że przez rok nie siądą do krosen, znów tkają. Mają mnóstwo zamówień z całego świata, nawet z Japonii, gdzie ich tkaniny cieszą się coraz większym uznaniem.

- Ale już i u nas, w Polsce, nasza twórczość zaczyna być coraz mocniej doceniana i poszukiwana. Mam nawet wrażenie, że tkanina dwuosnowowa przeżywa renesans. Bardzo się z tego cieszę, bo to kawałek polskiej, narodowej spuścizny – podsumowuje pani Benia.

W Japonii te tkaniny są synonimem piękna i luksusu

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Nakarm psiaka, zgarnij kwiatka: Rozmowa Adrianem Meyerem

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna