Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Marsz Równości w Białymstoku. Dwaj radni Zjednoczonej Prawicy i szef gabinetu marszałka nieprawomocnie skazani

Andrzej Matys
Andrzej Matys
Wojciech Wojtkielewicz
Trzej ludzie, jedni z najbliższych współpracowników marszałka województwa podlaskiego, zostali nieprawomocnie skazani w postępowaniu nakazowym przez białostocki sąd. We wszystkich przypadkach chodzi o ubiegłoroczny Marsz Równości i konkurencyjną wobec niego imprezę - Piknik Rodzinny. Piknik, w kontrze do parady, zorganizował marszałek Artur Kosicki. Wszyscy ukarani złożyli odwołania.

Owi trzej ludzie, partyjnie bliscy marszałkowi, to: Robert Jabłoński, po. dyrektora gabinetu marszałka województwa podlaskiego (który wtedy był p.o wiceszefa gabinetu), Henryk Dębowski - szef klubu radnych PiS w Radzie Miasta Białystok oraz Sebastian Łukaszewicz - radny Zjednoczonej Prawicy w Sejmiku Województwa Podlaskiego i jeden z najbliższych współpracowników marszałka. Sprawy były rozpatrywane przez Sąd Rejonowy w Białymstoku między 27 marca a 21 kwietnia.

Dyrektor gabinetu marszałka odpowiadał za trzy wykroczenia. Po pierwsze, za to, że kierował zgromadzeniem o nazwie "Piknik rodzinny", które, jak to zauważył i napisał sąd: "odbyło się bez dopełnienia obowiązku zawiadomienia w ustawowym terminie właściwego organu, tj. Prezydenta Miasta Białegostoku".

Ulicami Białegostoku przeszedł pierwszy Marsz Równości. Kibice starali się go blokować [WIDEO]

Po drugie, pomimo braku zgody na to zgromadzenie, wszedł wraz z innymi uczestnikami zgromadzenia "na jezdnię ciągu komunikacyjnego w przebiegu drogi publicznej: plac ks. A. Abramowicza, ul. św. Rocha, Lipowej, Rynku Kościuszki". A po trzecie, wchodząc z tłumem na wspomniane ulice zawęził pas drogowy.

Sąd uznał, że dyrektor gabinetu Artura Kosickiego jest winny wszystkich trzech wykroczeń i ukarał go naganą. Zwolnił z kosztów sądowych, ale nakazał zapłatę 20 zł na rzecz magistratu (wydatki w toku czynności wyjaśniających) i 50 zł na rzecz Skarbu Państwa.

Białystok. Policja poszukuje osób, blokujących przejście podczas Marszu Równości [ZDJĘCIA]

Szef białostockich radnych PiS odpowiadał za to, że - jako osoba publiczna i radny - na placu Jana Pawła II "wspólnie z innymi osobami, tworząc zwarty szyk, wkroczył na jezdnię drogi publicznej uniemożliwiając przejście ul. Legionową zgromadzenia p.n. Marsz Równości". Innymi słowy, radny miejski, chciał prawdopodobnie zatrzymać marsz. A ponieważ radny Dębowski na jezdnię wszedł, sąd wymierzy mu za to wykroczenie 500 zł grzywny oraz dołożył 20 i 50-złotowe opłaty.

I wreszcie ostatni z trójki bliskich Arturowi Kosickiemu, czyli radny wojewódzki Sebastian Łukaszewicz (dziś Solidarna Polska, a wcześniej PiS). On tak, jak Henryk Dębowski, odpowiadał za tarasowanie przejścia marszu na ul. Legionową i za to, że jako radny wojewódzki swoją obecnością i zachowaniem uwiarygadniał, iż "działanie, do którego zachęca jest zgodne z prawem". Chciał, aby inne osoby zgromadzone koło katedry "dokonały czynu zabronionego", czyli " weszły na jezdnię drogi publicznej tworząc tam zwarty szyk, którego celem było uniemożliwienie przejścia ul. Legionową niezakazanego zgromadzenia p.n. Marsz Równości (...)".

Białystok. Do sądu trafił pierwszy akt oskarżenia w sprawie marszu równości (zdjęcia)

Sąd uznał, że swoim zachowaniem radny Łukaszewicz dawał wszystkim do zrozumienia, że blokowanie marszu jest i słuszne, i legalne. Tyle że sąd ocenił to zachowanie inaczej i ukarał radnego wojewódzkiego 500-złotową grzywną (i zasądził 20- i 50-złotowe opłaty).

Jak się dowiedzieliśmy, wszyscy trzej ukarani wyrokami nakazowymi odwołali się od tych orzeczeń:
- Prokuratura już badała sprawę przemarszu na Piknik Rodzinny i nie stwierdziła żadnego złamania prawa. Natomiast prezydent Truskolaski przed sądem wycofywał się rakiem ze swoich słów skierowanych pod moim adresem, jakobym blokował marsz równości, co było absolutnym nonsensem. Przypomnę tylko, że sprawa została wszczęta na wniosek straży miejskiej podległej prezydentowi Truskolaskiemu, która pomimo złożonych wyjaśnień, potraktowała to jako wykroczenie i skierowała wniosek do sądu o ukaranie. Oczywiście już dawno złożyłem stosowny sprzeciw, a w tej sytuacji wyrok nakazowy traci moc - tłumaczy Henryk Dębowski.

- Złożyłem sprzeciw od wyroku nakazowego. Nie zgadzam się z nim, tak jak i nie zgadzam się z oceną tamtego wydarzenia, jakiej dokonała straż miejska. Nasze działania były legalne. Uważam, że zrobiono z tego sprawę polityczną - dodaje Robert Jabłoński.

Powodem wszystkich trzech postępowań sądowych było zawiadomienia, jakie złożyły do prokuratury, przed rokiem, władze Białegostoku. Jak mówił wówczas prezydent Tadeusz Truskolaski, materiały zamieszczane w internecie jednoznacznie wskazywały na czynny udział białostockich działaczy PiS w łamaniu prawa podczas Marszu Równości. Dodał, że chodzi "sprawstwo kierownicze przy wywoływaniu zamieszek z policją", którego mieli się dopuścić właśnie dwaj radni (miejski i wojewódzki) oraz p.o. zastępcy dyrektora gabinetu marszałka.

Białystok. Brutalny atak na podczas marszu równości. Wyrok: 1,5 roku więzienia. Sąd: "Nikt nie może czuć się bezkarny w tłumie" [zdjęcia]

Przypomnijmy. Rok temu, w sobotę, 20 lipca zorganizowano po raz pierwszy w Białymstoku Marsz Równości. Parada ruszyła około godz. 14.30 z placu Niezależnego Zrzeszenia Studentów. W tym samym czasie w mieście zaplanowano ponad 40 kontrmanifestacji i Piknik Rodzinny. Już na początku marszu, jego uczestników zaatakowali pseudokibice i członkowie skrajnej prawicy.

Udział w białostockiej paradzie zadeklarowało około dwóch tysięcy osób, a uczestniczyło około tysiąca osób (według policji). Przemarsz organizował Tęczowy Białystok. Prawie trzykilometrowa trasa prowadziła od placu NZS do Rynku Kościuszki i kończyła się przy fontannie przed ratuszem.

Już przed rozpoczęciem Marszu Równości było wiadomo, że będą próbowali go zakłócić pseudokibice i środowiska skrajnie prawicowe. Inicjatywę przemarszu osób LGBT oraz popierających ruch skrytykował też metropolita białostocki abp Tadeusz Wojda, który w odezwie do wiernych napisał:. "Wobec takiej postawy mówimy stanowcze "nie" i powtarzamy za kard. Stefanem Wyszyńskim Non possumus". Dodał ponadto, że (ta postawa) "jest obca podlaskiej ziemi”, która "jest mocno zakorzeniona w Bogu, zatroskana o dobro własnego społeczeństwa, a zwłaszcza dzieci".

Tego samego dnia, co Marsz Równości, zaplanowano w Białymstoku kilkadziesiąt innych manifestacji, w tym m.in. kibiców i obrońców pomnika Bohaterów Białostocczyzny, a także Piknik Rodzinny, który nagle postanowił zorganizować marszałek województwa podlaskiego i członek PiS Artur Kosicki.

Jak informowały media, Masz Równości próbowali zakłócić pseudokibice oraz Wszechpolacy i członkowie skrajnie prawicowych organizacji. Zadymiarze zachowywali się wobec uczestników marszu agresywnie (m.in. pluli i wyzywali), rzucali w stronę maszerujących i chroniących ich policjantów kamienie i butelki. Policja zatrzymała 25 najbardziej agresywnych osób.

Wydarzenia z Białegostoku były szeroko komentowane nie tylko w polskich, ale i zagranicznych mediach: "W protestujących rzucano butelkami i kamieniami" - donosiło m.in. CNN, zaś "La Republicca" informowała: "W Polsce odradza się przemoc ultranacjonalistycznej i homofobicznej prawicy wobec środowisk LGBT". O atakach i zakłóceniu pierwszego Marszu Równości w Białymstoku pisał również amerykański "The Washington Post" czy niemiecki "Spiegel".

Marsz Równości w Białymstoku. Uczestnicy wyruszyli z opóźnie...

od 7 lat
Wideo

Wyniki II tury wyborów samorządowych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna