MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Sklejki przenoszą się z Dojlid do Wasilkowa. Bo nie było gdzie zbudować nowej hali

Andrzej Matys
Andrzej Matys
Bartosz Kamil Bezubik – absolwent warszawskiej SGH, z Biaformem związany jest (z przerwami) od 2002 roku, od 2014 roku jest prezesem spółki. Od dwóch kadencji jest także wiceprezydentem Stowarzyszenia Producentów Płyt Drewnopochodnych w Polsce (największej organizacji branżowej w kraju).
Bartosz Kamil Bezubik – absolwent warszawskiej SGH, z Biaformem związany jest (z przerwami) od 2002 roku, od 2014 roku jest prezesem spółki. Od dwóch kadencji jest także wiceprezydentem Stowarzyszenia Producentów Płyt Drewnopochodnych w Polsce (największej organizacji branżowej w kraju). Wojciech Wojtkielewicz
Białostocki Biaform SA niedługo zmieni swą lokalizację. Nowa fabryka Zakładu Przemysłu Sklejek powstanie na 12,5 ha ziemi w gminie Wasilków. – Dziś produkujemy 24 tys. metrów sześciennych sklejki i tu, gdzie jesteśmy, więcej wytworzyć już się nie da. Do tego potrzebujemy rozbudowy i gruntownej modernizacji zakładu – podkreśla prezes Biaformu Bartosz Kamil Bezubik.

Od dawien dawna Biaform mieści się na białostockich Dojlidach, w dawnej fabryce sukna rodziny Hasbachów. Ale teraz pali się do tego, by z tego miejsca się wynieść. Dlaczego?

Najprostsza odpowiedź brzmi: chcemy się rozwijać. Obszar, na którym działamy, to historycznie teren przemysłowy. Jednak każdy, kto teraz odwiedzi Dojlidy, widzi, jak on wygląda. To osiedle mieszkaniowe. Fabryka jest już z każdej strony otoczona domami i budynkami mieszkalnymi. Zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy trudnym sąsiadem. Produkujemy całą dobę, nawet w niedziele. Obróbka drewna to hałas, zapylenie, to dziesiątki ciężarówek ciągłym w ruchu. Nie mamy gdzie zlokalizować nowej hali produkcyjnej: albo przeszkadza rzeka Biała, z którą sąsiadujemy, albo osiedla domów, albo nasze obecne budynki, których cześć ma status zabytkowy i nie możemy w nie ingerować, a pośrodku działki jest staw. Dojazd dla ciężarówek mamy tylko z jednej strony, więc nasz magazyn wyrobów gotowych rozdzielony jest drogą wewnętrzną. Owszem możemy się obrażać na rzeczywistości i powiedzieć „byliśmy tu pierwsi”. Nic to nie da. Kiedyś na nasze osiedle mówiło się Dojlidy Fabryczne. Dziś nie są już one „fabryczne”. Zakłady Mięsne PMB przy ul. Poziomej są wyburzane, po Chłodni Białystok przy ul. Baranowickiej została dziura w ziemi. Nie chcemy podzielić ich losu. Bardziej podoba się nam historia „Samasz-u” czy „Instalu”. Z Białegostoku firmy przeniosły się odpowiednio pod Zabłudów i Koplany. Tam miały więcej przestrzeni, więc zbudowały piękne i nowe zakłady. Taką droga chcemy iść.
Kilkanaście lat temu białostocki magistrat przygotował nową wizję dla Dojlid. Radni uchwalili studium uwarunkowań rozwojowych dla tego terenu. Uznali, że miejsce zakładu powinna zająć zabudowa wielorodzinna i mieszkaniowa. Jednocześnie w sensie prawnym zablokowano rozbudowę Biaformu. To był sygnał, że w tym miejscu nie ma już sensu inwestować znaczących środków. Nagle nasza nieruchomość stała się atrakcyjnym kąskiem dla branży budowlanej. Uznaliśmy, że to nasza szansa na lepszą przyszłość Biaformu.

Skoro doszliście do wniosku, że trzeba szukać nowej lokalizacji to czas powiedzieć, gdzie jej szukaliście i gdzie ją znaleźliście?

Pod uwagę braliśmy kilka lokalizacji zarówno na terenie miasta, jak i poza nim. Najpierw patrzyliśmy w stronę białostockiej podstrefy Suwalskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, bo niemal z nią sąsiadujemy. Tylko, że tam nie było wystarczająco dużych działek dla nas. Nasz obecny zakład to ponad 12 ha i co najmniej tyle potrzebujemy pod budowę nowego zakładu. Ważna była też cena. Nieruchomości poza Białymstokiem, i to w jego najbliższym sąsiedztwie, są dużo bardziej atrakcyjne pod tym względem.
Oglądaliśmy tereny w Łapach, Michałowie, a ostatecznie kupiliśmy teren w gminie Wasilków. To około 1,5 km od rogatek miasta, w stronę Czarnej Białostockiej. W dodatku nasz grunt sąsiaduje z drogą S19 do Kuźnicy (i dalej), która teraz jest przebudowywana. Co ważne, po naszej stronie zaplanowano drogę serwisową, do której będziemy mieli bezpośredni dostęp, a na węźle „Święta Woda” będziemy bezkolizyjnie wjeżdżać na S19. Ta lokalizacja pod kątem komunikacyjnym jest świetna.

A kwestia pracowników i ich dojazdów czy dowożenia do Biaformu w Wasilkowie?
To był ważny aspekt przy wyborze lokalizacji. Dla pracowników korzystających z własnych aut, dojazd do pracy nie będzie uciążliwy. Osoby korzystające z komunikacji miejskiej, także będą miały taką możliwość. Już teraz do Świętej Wody dojeżdża autobus linii „100”, który z centrum Białegostoku jedzie tu około pół godziny. W grę może wchodzić – w porozumieniu z władzami Wasilkowa i przy partycypacji finansowej z naszej strony - przedłużenie tej linii pod planowany zakład. Rozważamy także wariant uruchomienia zakładowego autobusu.

Wasilków od dawna chwali się, że dysponuje sporymi terenami dla inwestorów. Długo trwały rozmowy z władzami gminy, były łatwe czy trudne?

Z władzami każdej z gmin rozmawiało nam się dobrze, bo każda była zainteresowana goszczeniem nas na swoim terenie. Wiadomo, że chodzi tu o wpływy z podatków do gminnej kasy, ale też potencjalne miejsca pracy dla mieszkańców. Dlatego także ze strony władz gminy Wasilków spotkaliśmy się z bardzo ciepłym przyjęciem. Szczegółów nie zdradzę. Niezależnie jednak od okoliczności negocjacji, rozpoczęcie inwestycji muszą poprzedzić żmudne formalności związane z uzyskaniem niezbędnych pozwoleń i opinii. To zawsze trochę trwa. Jesteśmy na to przygotowani.

Czytaj również:

To powiedzmy wreszcie, ile ziemi kupił Biaform w okolicach Wasilkowa, za ile i co tam dokładnie powstanie?

Kupiliśmy ponad 12,5 ha terenu i docelowo tam chcielibyśmy relokować nasz zakład z Dojlid. To teren, który zaspokaja nasze obecne potrzeby, ale też pozwala myśleć o rozwoju w przyszłości. Marzy się nam nowa hala przemysłowa, w której stanie nowoczesna linia produkcyjna i która pozwoli nam, co najmniej podwoić obecną produkcję. Kiedyś zrobiliśmy nawet symulację, że ustawiając tylko te maszyny które obecnie mamy, w właściwy ciąg produkcyjny, produkcja wzrasta nam o kilkadziesiąt procent. Na Dojlidach nie ma na to szans, bo nasze hale są za małe.

Skoro Biaform zmienia lokalizację i buduje nowy zakład, można już dzisiaj mówić, że w Wasilkowie przybędzie miejsc pracy?

Nie chciałbym teraz deklarować czegoś, co jeszcze nigdzie nie jest zapisane na papierze. Planujemy zainwestować w nowy zakład około 200 mln zł. Liczymy, że przejdą z nami wszyscy obecni pracownicy. To dla nas szalenie ważne, bo to świetni fachowcy. A skoro nowy zakład ma być większy i bardziej wydajny, oznacza to, że będziemy potrzebować dodatkowych rąk do pracy.
Trzeba też pamiętać, że poza zwiększeniem zatrudnienia w samym zakładzie, nowa lokalizacja sprawi, że powstanie cały łańcuch firm kooperujących z naszym przedsiębiorstwem. Ktoś obliczył, że pięć miejsc w przemyśle, tworzy jedno nowe miejsce w usługach. Tak więc można szacować, że nasza nowa inwestycja wygeneruje dla Wasilkowa co najmniej kilkadziesiąt miejsc pracy.

Czytaj również:

Jak liczna jest obecna załoga Biaformu i co zakład produkuje?

Dzisiaj zatrudniamy około 330 osób, a naszą główną działalnością jest produkcja sklejki, czyli płyty drewnopochodnej o konstrukcji kompozytowej. A ponieważ charakteryzuje się ona największą wytrzymałością mechaniczną, wiele osób nawet nie podejrzewa, że jej największym odbiorcą wcale nie jest przemysł meblarski. My współpracujemy głównie z budownictwem i z branżą transportową. W budownictwie nasza sklejka jest wykorzystywana w systemach szalunkowych stosowanych przy budowie m.in. budynków mieszkalnych i użyteczności publicznej, mostów, wiaduktów, biurowców, stadionów (w RPA i Brazylii na mistrzostwa świata czy PGE Narodowy). Mogę się też pochwalić, że sklejka z Biaformu była wykorzystywana w szalunkach podczas budowy najwyższego budynku świata, czyli Burdż Chalifa w Dubaju, a także w paryskim apartamencie Sharon Stone czy na podłodze Białego Domu. W przypadku branży transportowej chodzi o budowę różnych przyczep, naczep, przyczep kampingowych i transportowych, a także tramwajów, autobusów, a nawet samolotów.
Nasza sprzedaż w 60-70 procentach trafia na eksport. W zasadzie – z uwagi na wysokie koszty transportu – naszych produktów nie ma tylko w Ameryce Południowej. Naszą mocną stroną jest umiejętność stworzenia sklejki pod konkretne wymagania klienta oraz serwis sprzedażowy. Z wieloma kontrahentami pracujemy po kilkanaście lat.

Jak Biaform znosi obecną sytuację i kryzys jaki mamy na różnych rynkach?

Tak, jak wszystkie branże odczuwamy skutki niespodziewanych zdarzeń, które miały miejsce ostatnio i które znacząco wpłynęły na życie gospodarcze. Pandemię, dzięki bardzo odpowiedzialnej postawie naszych pracowników, udało nam się przejść prawie bezboleśnie. Nie straciliśmy żadnej zmiany w tym okresie, choć były bardzo trudne momenty, bo sporo osób chorowało na COVID 19.
Obecną sytuację na rynku przede wszystkim determinuje wojna Rosji z Ukrainą. Swego czasu Rosja była hegemonem na rynku sklejki. Jednak tuż przed wybuchem wojny, Komisja Europejska udowodniła rosyjskim firmom, stosowanie cen dumpingowych. Nałożyła więc na rosyjskie produkty drewnopochodne stosowne cła. To od razu otworzyło dla nas nowe rynki zbytu. Dość powiedzieć, że bez problemu sprzedalibyśmy teraz dwa razu więcej sklejki niż jesteśmy w stanie wyprodukować.

Kiedy zaczynacie budowę nowego zakładu i kiedy może się ona skończyć?

Czekamy na uchwalenie przez miasto planu miejscowego dla Dojlid. Dopiero wtedy będziemy mogli finalizować transakcję sprzedaży naszej nieruchomości. Obecnie mamy dla niej prawomocne „warunki zabudowy” dla obiektów o czterech kondygnacjach. To nas satysfakcjonuje. Nasi potencjalni kontrahenci wolą jednak działać w oparciu o „plan miejscowy”. Dzięki niemu mogą budować od razu na całej nieruchomości, a nie etapami jak w przypadku „warunków zabudowy”.

Ta część Dojlid to dla developerów to bardzo łakomy kąsek...

Na pewno pod względem zabudowy wielorodzinnej jest to teren bardzo ciekawy. Mamy pytania od funduszy inwestycyjnych, jesteśmy w trakcie różnych rozmów, ale warunki handlowe nie zostały jeszcze ustalone.
Choć mamy „warunki zabudowy”, które nas zadowalają, to urbaniści miejscy chcą w nowym planie miejscowym je zmodyfikować. Z pewnego obszaru nieruchomości chcą usunąć zabudowę, a w innej części – niejako rekompensując tamto – podnieść zabudowę ponad te cztery kondygnacje. My godzimy się na każde z rozwiązań, bo nie mamy na to żadnego wpływu.

To znaczy, że Biaform sprzedaje cały teren i nie ma z nim już nic wspólnego czy zostawi sobie jakąś część, jakiś udział w gruncie?

Nasz plan jest taki, że chcemy powiązać sprzedaż tego gruntu z relokacją zakładu. Powinno się nam udać tak sprzedać nieruchomość, że przy podpisaniu umowy, otrzymamy pewna pulę środków, która pozwoli nam na rozpoczęcie nowej inwestycji. Przy czym zakład w Dojlidach będzie pracował do momentu, aż ruszy nowa fabryka. Dopiero wtedy wyprowadzimy się z Dojlid. Chcemy to zrobić w ciągu czterech, pięciu lat.

Listopad 2015 rok: protest pracowników Biaformu przed białostockim magistratem z powodu przyjęcia planu zagospodarowania przestrzennego Dojlid

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Gadżety i ceny oficjalnego sklepu Euro 2024

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Sklejki przenoszą się z Dojlid do Wasilkowa. Bo nie było gdzie zbudować nowej hali - Kurier Poranny

Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna