Na Suwalszczyźnie powstała Podlaska Toskania. Hodują tam wielbłądy, lamy czy alpaki

Helena Wysocka
Helena Wysocka
Na Suwalszczyźnie powstała Podlaska Toskania. Hodują tam wielbłądy, lamy czy alpaki Helena Wysocka
Do niedawna hodowali setki krów, a dziś po łące Hlebowiczów z Wychodnego (gm. Suwałki) chodzą ... wielbłądy.

Ojciec mojej wybranki oświadczył, że odda mi jej rękę za 21 wielbłądów. Cóż było robić, zabrałem się za hodowlę – żartuje świeżo upieczony właściciel gospodarstwa Krystian Hlebowicz. – A serio? Cieszymy się, że mogliśmy uratować życie tym zwierzętom.

A te, choć we wsi są zaledwie od kilku tygodni, już zrewanżowały się opiekunom kilkoma workami wełny. Dobre i to, ale rolnicy nie ukrywają, że bardziej niż na wełnę liczą na potomstwo.

– Wielbłądy żyją średnio 50 lat i w tym czasie na świat przychodzi kilkanaście małych – precyzują gospodarze. - Może szczęście nam dopisze.

Wielbłądy to pierwsze zwierzęta egzotyczne w gospodarstwie, które nazwali „Podlaska Toskania”, ale już nie jedyne. Towarzyszą im m.in. lamy, alpaki czy zwane arystokratkami kozy anglonubijskie. We wsi żartują, że powstało mini zoo, a gospodarze już myślą nad zakupem kolejnych „cudaków”. Chcieliby wzbogacić swoje stado o zebry i kangury, które miałyby doskonałe warunki do skakania i pływania w ogromnym stawie.

– Marzenia musimy dostosować do realiów – tłumaczą Hlebowiczowie. – Niektóre gatunki bardzo trudno sprowadzić, ale nie zamierzamy się poddawać.

Milioner z Podlasia

Wychodne to niewielka wieś położona zaledwie kilka kilometrów od Suwałk. Do gospodarstwa Hlebowiczów, choć znajduje się ono na końcu osady, trafić nie jest trudno. Wzrok przyciąga bowiem piękny, wypielęgnowany ogród, okazały dom i jeszcze większe, wzniesione kilkanaście lat temu budynki gospodarskie. To majątek rodzinny, który wcześniej kilkakrotnie przechodził z ojca na syna. Teraz przeszedł z dziadka na wnuka.

– Ojciec hodował wszystkiego po trochu, a ja wraz z żoną Scholastyką postawiliśmy na bydło – opowiada senior rodu Dariusz Hlebowicz. – Dwadzieścia lat temu zainwestowaliśmy w budowę obory i zakasaliśmy rękawy. Pracy nie brakowało, zdarzało się, że mieliśmy w gospodarstwie nawet 750 zwierząt – krów i opasów. Dziennikarze z lokalnych gazet nazwali mnie „milionerem z Podlasia”, ale nie chodziło o zasobność portfela, lecz o ilość wyprodukowanego mleka. Oddawaliśmy ponad dwa miliony litrów mleka rocznie! Byliśmy jedynymi hodowcami w powiecie, jeśli nie w regionie, do których samochody po mleko przyjeżdżały dwa razy dziennie, ponieważ jednym kursem nie były w stanie zabrać wszystkiego.

Dariusz Hlebowicz za wieloletnie, wzorowe gospodarowanie był wielokrotnie nagradzany. Otrzymał wiele dyplomów, a nawet srebrny krzyż zasługi.

– To już historia – dodaje ze smutkiem w oczach. – Życie napisało inny scenariusz i rok temu hodowlę musiałem zlikwidować.
Gdy siedział przed domem, patrzył na puste chlewnie i zastanawiał się, jak je zagospodarować, z pomocą przyszedł studiujący ekonomię na drugim końcu kraju, bo w Krakowie, wnuk Krystian. Wyraził on chęć przejęcia rodzinnych dóbr.
– Zaskoczył nas, bo młodzi raczej nie graną się do pracy na wsi, ale i ucieszył niezmiernie – nie kryje pani Scholastyka. – Dzięki tej decyzji nasz dorobek nie pójdzie na marne.
W minionym roku Krystian spakował walizki i wraz ze swoją wybranką – Dominiką, absolwentką prawa, osiadł w Wychodnem.

– Można powiedzieć, że wróciłem do domu, ponieważ właśnie tutaj się urodziłem – kwituje dalsze pytania.
Jednak do hodowli bydła wracać nie chciał. Zdecydował, że postawi na egzotykę i na początek zaczął rozglądać się za... wielbłądami. Szczęście mu dopisało.

– Właściciel jednego z cyrków, w związku z nowymi przepisami zakazującymi występów zwierząt, wyprzedawał je - wspomina. – Uznaliśmy, że to dobra okazja, ponieważ wielbłądy są oswojone i łatwiej będzie nad nimi zapanować.
Zastrzega, że nie była to jakaś szczególna okazja cenowa, bo jeden wielbłąd kosztował około 20 tysięcy złotych. A za taką kwotę można kupić porządnego ogiera, który pewnie wzbudziłby większe zrozumienie ze strony sąsiadów niż zwierzęta oglądane do tej pory jedynie w telewizji.

Plują na gości? Aisza i Sułtan mają dobre maniery

Krajem, w którym najbardziej rozwinęła się hodowla wielbłądów jest Somalia. Zarazem jednak jest to jedno z najsłabiej rozwiniętych gospodarczo państw Afryki.
– Ale nasze wielbłądy pochodzą z Azji – zastrzega Hlebowicz.

Przypomina, że tam zwierzęta są dobrem i skarbem narodowym. W Mongolii istnieje nawet powszechny zakaz eksportu wielbłądów dwugarbnych za granicę. W czym są lepsze od afrykańskich? Przede wszystkim w tym, że są bardziej wytrzymałe na chłód. Podobno potrafią przetrwać nawet 40-stopniowe mrozy. Ale gdy na początku tego roku 6-letni Sułtan i o rok młodsza Aisza przyjechały do Wychodnego, gospodarze uznali, że lepiej nie wystawiać ich na próbę i dać im schronienie w opustoszałej oborze. Wtedy zaczęły się pierwsze problemy. Okazało się bowiem, że zwierzęta są większe niż hodowane do tej pory krowy i nijak nie mieszczą się w budynku. Kłopot z wejściem do środka miał przede wszystkim Sułtan, który w garbie mierzy 2,5 metra. Gospodarze nie mieli wyjścia i w trybie pilnym musieli demontować strop.

– Nie są kłopotliwe, żywią się tym, co większość zwierząt gospodarskich – opowiadają gospodarze.
Tyle tylko, że... w dużych ilościach. Ze smakiem pochłaniają zebrane na okolicznych łąkach siano, a dodatkowo marchew, cebulę, seler, jabłka, wszelkiego rodzaju owoce, kapustę czy sałatę pekińską. Rozmówcy żartują, że dla marchewki czy soczystego jabłka potrafią przyjść z drugiego końca pastwiska. Pod warunkiem, że akurat nie leżą, bo wówczas nawet dla marchewki nie chce im się wstawać.

Od niedawna pasącym się na łące wielbłądom towarzyszą inne zwierzęta, też egzotyczne. To majestatyczne lamy czy alpaki, które przyleciały do Wychodnego aż z Ameryki Południowej. Zwierzęta mało kłopotliwe w hodowli, a bardzo pożyteczne i to nie tylko ze względu na wełnę, która podobno jest cieplejsza niż owcza. Przyjazne człowiekowi alpaki wykorzystywane są także w coraz modniejszej alpakoterapii. Polega ona na obcowaniu ze zwierzętami i polecana jest ludziom borykającym się z zaburzeniami nerwicowymi bądź depresją. Specjaliści dodają, że terapia wspomaga też rozwój dzieci. Działa motywująco, zachęca do podejmowania aktywności ruchowej.

– Kontakt z alpakami wycisza i uspokaja – zapewnia Dominika. – Dlatego też terapię poleca się dzieciom nadpobudliwym, z problemami rozwojowymi, czy zespołem Downa.
Przemiłe alpaki coraz częściej też wykorzystywane są w fotografii ślubnej. Państwo młodzi bardzo chętnie przytulają się do puszystych i przyjaźnie nastawionych zwierząt.

Wielbłądy czy alpaki to spełnienie marzeń Hlebowiczów. Ale w głowach młodych gospodarzy rodzą się kolejne. Już przygotowali ogromny staw, w którym aż roi się od ryb, a niebawem pływać po nim będą łabędzie. Ale to nie wszystko, ponieważ chcieliby uzupełnić swoją hodowlę o kangury, strusie czy zebry.

– Za zainteresowaniem patrzę na te zagrody – przyznaje jeden z sąsiadów ze wsi. –Do tej pory takie zwierzęta widzieliśmy tylko w telewizji. Podziwiam zapał tych młodych ludzi.

„Podlaska Toskania” jest dostępna dla wszystkich. Z wiejskiej drogi jak na dłoni widać i wielbłądy, i lamy. A zainteresowani mogą zatrzymać się w gospodarstwie, wejść do zagród, pogłaskać egzotyczne zwierzęta czy je nakarmić.
– Chcemy stworzyć raj, miejsce szczególne, gdzie można przechadzać się wśród zwierząt, oglądać pawie czy wielbłądy i zapomnieć o trudach codziennego dnia –podkreśla Krystian. – Nasi goście twierdzą, że już jest to możliwe. Ale my chcemy więcej i – tak jak nasze osiołki – powoli, ale konsekwentnie dążymy do celu.

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Sylwia

zwierząt żal i tyle.

m
mth

Raczej Suwalszczańska Toskania..

Dodaj ogłoszenie